
- Szczegóły
- Autor: Stanisław Bartnik
Działając w interesie publicznym, przekazujemy do wiadomości wszystkich zainteresowanych treść sądowej ugody zawartej przed białostockim sądem w procesie o kominową dopłatę za ogrzewanie.

- Szczegóły
- Autor: Stanisław Bartnik
Przeczytaj: Prawo pięści w szkołach >>
Najwyższa Izba Kontroli sporządziła raport o sytuacji w szkołach prezentując zatrważające wnioski. Autorzy wskazują, że państwowa szkoła jest nieprzyjazna i niebezpieczna. Wskazują na agresję słowną, palenie tytoniu, picie alkoholu, kradzieże i akty wandalizmu.
W mojej ocenie kryzys szkoły wynika z jej przeładowania, z koncentracji dużej liczby uczniów. Szkoły w ostatnich latach przekształcono w swoiste kombinaty, w których edukację i wychowanie młodego człowieka zastępuje wykonanie planu. Gdy klasy liczą 25 osób lub więcej, gdy pierwszaki uczą się na drugą zmianę, gdy do świetlicy jest zapisanych np. 600 uczniów, nie ma praktycznych możliwości by szkoła była bezpieczna lub była w stanie zapewnić odpowiednie warunki nauczania, by mogła rozwijać.
W sytuacji gdy klasa liczy 25 uczniów nie ma realnej możliwości zapewnienia odpowiedniego poziomu nauczania ani tym bardziej bezpieczeństwa. Przyczyna jest banalna: nauczycielom najzwyczajniej brakuje czasu na poświęcenie należnej uwagi uczniom w zakresie wychowania oraz skutecznego przekazania wiedzy. W przypadku słabszych uczniów przy takiej hurtowej formule nauczania ich zaległości mogą jedynie się nawarstwiać i później prowadzić do problemów wychowawczych.
Przeciwieństwem standardów szkoły publicznej opisanych przez NIK jest szkolnictwo prywatne. By lepiej zaprezentować różnice warto posłużyć się przykładem szkoły prywatnej PSP6 przy ul. Boboli 47 w Białymstoku. Szkoła działa od 25 lat. Klasy liczą do 16 osób.
Mniejsze klasy i swoista kameralność nauczania tworzy zupełnie inne warunki pracy dla nauczycieli i uczniów. Nauczyciel ma czas na bezpośredni kontakt ze wszystkimi uczniami. Na bieżąco można wychwycić wszystkie problemy wychowawcze i edukacyjne. W razie potrzeby nauczyciel szybko kontaktuje się z rodzicami w celu wspólnego wypracowania rozwiązania zaistniałego problemu.
Nauczyciel jest przewodnikiem ucznia i partnerem rodziców w wychowaniu. Sprawna komunikacja, bezpośredniość, prawidłowe relacje z uczniami pozwalają w zarodku eliminować patologie znane ze szkoły publicznej. W szkole prywatnej nie ma przyzwolenia na tolerowanie agresji. Nie ma też mowy o dealerach narkotyków, kradzieżach, bójkach, czy znęcaniu się.
Zaletą PSP6 jest stabilność godzin nauczania. Zajęcia zaczynają się zawsze o 8.15 (nie ma drugiej zmiany, np. dla pierwszaków!). Dziecko można zostawić w szkole pod bezpieczną opieką w godz. 7.15 – 17.00. W świetlicy organizuje się zajęcia dla dzieci przebywających w szkole po zakończeniu lekcji. Opiekunki gwarantują bezpieczną zabawę i możliwość odrobienia pracy domowej. Szkoła oczywiście zapewnia wyżywienie. Można zamówić pełne obiady lub zupy. Uczniowie otrzymują mleko i warzywa.
Od trzech lat korzystamy z usług PSP6. Dzięki tej szkole mogliśmy wysłać syna o rok wcześniej do szkoły. O naszym wyborze zdecydowało bezpieczeństwo i wysoki poziom nauczania pozwalający na wszechstronny rozwój dziecka. Jesteśmy pod wrażeniem wyjątkowej troski o uczniów i standardy nauczania. Nauczyciele wyróżniają się zaangażowaniem. Natychmiast zgłaszają wszelkie kwestie wymagające konsultacji z rodzicami. Szkoła PSP6 oferuje zajęcia dodatkowe, kółka zainteresowań, basen. Dodatkowym wyróżnikiem jest nauka gry w szachy oraz na instrumencie (flażolet).
Wszyscy rodzice chcący jak najlepiej zadbać o przyszłość i rozwój swoich dzieci powinni zapoznać się z ofertami szkół prywatnych. Warto inwestować w edukację.
Więcej informacji o szkole PSP6 >>
Tabele z wynikami sprawdzianów >>
Stanisław Bartnik

- Szczegóły
- Autor: Stanisław Bartnik
Kurier Poranny dwoi się i troi żeby zareklamować Tadeusza Truskolaskiego.
Regularnie pojawiają się artykuły, że będą miejsca pracy, że będą ryneczki, że nawet bazar będzie. Białystok cały obstawiony billboardami. Jednak sprawy chyba nie idą najlepiej. Zaklinanie rzeczywistości jest nieskuteczne.
Dziennik zastanawiająco milczy na temat sondaży. Jak pamiętamy w poprzedniej kampanii w prasie roiło się od informacji o wysokim poparciu dla Truskolaskiego. A teraz cisza.
Wyjaśnieniem jest sondaż na stronie portalsamorzadowy.pl wskazujący jedynie na 14,52% poparcia dla obecnego prezydenta. Lepsze notowania mają: Dobrzyński, Szeweluk i Żyliński.
W mojej ocenie te dane trafniej od propagandowego przekazu Kuriera Porannego odzwierciedlają rzeczywiste nastawienie mieszkańców. Po wydarzeniach ze spalarnią, sprzedażą MPEC, podniesieniem czynszów w lokalach komunalnych, zadłużeniem miasta, klikaniem w autobusach, buspasach i wojnie z rodzimą przedsiębiorczością owocującej strukturalnym bezrobociem i powszechną emigracją zarobkową trudno znaleźć grupę społeczną, która jest zadowolona ze stanu gospodarki i warunków życia.

- Szczegóły
- Autor: Stanisław Bartnik
Nowe władza samorządowa musi zmienić politykę wobec organizacji pozarządowych jeśli chce autentycznie zadbać o polepszanie warunków życia społeczności i honorować pracę ludzi prawdziwie zaangażowanych społecznie.
Standardy rodem z PZPR
Obecna sytuacja przypomina w dużym stopniu czasy PRL. Jesteś w partii albo współpracujesz z partią, to masz wsparcie i dostęp do przywilejów. Jesteś członkiem rodziny dygnitarza to kasujesz nawet kilkaset tysięcy rocznie z publicznych pieniędzy. Nie ma znaczenia twój dorobek ani wartość użytkowa realizowanych zadań. Wiodącym kryterium jest przynależność partyjna i związek z daną grupą interesów.
W sferze organizacji pozarządowych władza z zasady nie inwestuje w przedsięwzięcia swoich domniemanych konkurentów oraz zadania, które mogą naruszyć misternie budowany nieformalny porządek i np. zagrozić zyskom grup postnomenklaturowych żerujących na społeczności.
Bieda i bezrobocie źródłem dochodów
To co dla normalnego człowieka wydaje się problemem społecznym, w mieście spółdzielni mieszkaniowych, dla grup interesów stanowi źródło dochodów i pretekst do wyciągania publicznych pieniędzy poprzez pseudostowarzyszenia zakładane w celu "zagospodarowywania" dotacji otrzymywanych z kasy miejskiej lub rządowej. Paradoksalnie im większa bieda i bezrobocie to tym lepiej. Grupy mają więcej pretekstów "do niesienia pomocy potrzebującym".
Co roku płyną ogromne pieniądze na organizację różnych, często zbytecznych i bezsensownych zajęć, spotkań, festynów. Stowarzyszenia władzy rozrastają się i strukturami przypominają wieloetatowe przedsiębiorstwa zasilane rocznie setkami tysięcy złotych. Dobre posady mogą tam np. znajdować żony ważnych polityków, których owi politycy nie mogą wsadzić do roboty bezpośrednio w urzędzie. Fuchy mają działacze partii, osoby w jakiś sposób zasłużone dla postnomenklaturowych watah żerujących na publicznym budżecie. Kapitalną zaletą takich pseudospołecznych działalności jest brak jakiejkolwiekodpowiedzialności za wydatkowanie pieniędzy i całkowita uznaniowość wydatków. W sprawozdaniu finansowym pisze się np. o "intensywnej pracy" z członkami rodzin patologicznych.
Pieniądze do wzięcia
Celem grupy rządzącej jak i sieci pseudostowarzyszeń żyjących z budżetu samorządowego i państwowego nie jest realne rozwiązywanie istniejących problemów, ale wykorzystanie skomplikowanej sytuacji społecznej jako pretekstu do legalizowania transferu publicznych pieniędzy w prywatne ręce.
Patologia ta, bo tak to należy nazwać, wywiera negatywny wpływ na społeczność nie tylko w zakresie ekonomicznym w sensie marnotrawienia środków podatkowych, ale podważa też wartość i znaczenie prawdziwej pracy społecznej w oczach opinii publicznej, dając sceptykom argumenty do twierdzeń, że stowarzyszenia zakładają cwaniacy powiązani z władzą. Że działalność taka jest zapleczem posad dla osób, które w normalnych warunkach miałyby status bezrobotnych oraz jest formą łatwego zarabiania opartego na koneksjach i układach - bez ryzyka i bez ponoszenia odpowiedzialności.
W mieście prawie nikt nie wierzy, że jakieś stowarzyszenie nie zarabia, że działa wyłącznie pro publico bono, że ludzie mogą poświęcać swój prywatny czas bezpłatnie, służbie bliźniemu. Patologia pseudostowarzyszeń wykształciła w świadomości mieszkańców pejoratywny wizerunek tej sfery aktywności. Trudno się z takim poglądem nie zgodzić widząc hipokryzję władzy nastawionej na uzależnianie od siebie, budowanie nieformalnych dworów i koterii. Władzy ostentacyjnie nagradzającej ludzi wysługujących się i uległych.
Czasem dochodzi do zabawnych sytuacji. Władza dyskryminuje nie tylko swoich bezpośrednich przeciwników politycznych czy przeciwników grup interesów. Czasem wilczy bilet można dostać za podglądy wobec lokalnej gazety. Przykładem może być twórca szkółki szachowej odnoszącej sukcesy w regionie i kraju, mającej niekwestionowaną pozycję i wnoszącej ogromny wkład w rozwój najmłodszych.
Miejskie zarządzanie biedą
Od lat nierozwiązane pozostają najpilniejsze problemy:
- wysokie czynsze w lokalach komunalnych - i przelewanie z pustego w próżne organizowanymi przez władzę programami oddłużeniowymi;
- blokowanie obniżenia kosztów egzystencji ludności zamieszkującej blokowiska spółdzielni - władza konsekwentnie odmawia popierania inicjatyw służących obniżeniu czynszów i poprawie jakości zarządzania; ostentacyjnie składa oświadczenia, że spółdzielnie zarządzane są "wzorowo";
- władza przyzwala na proceder eksmisyjny w spółdzielczości (liczba eksmisji w skali roku idzie w dziesiątki) - choć jednocześnie musi oferować lokale socjalne i obsługiwać sztucznie generowane koszty pomocy społecznej;
- władza dopuszcza do koncentracji w określonych miejscach ludności wykluczonej społecznie wskutek m.in. wyzysku czynszowego i polityki eksmisyjnej.
Sprawy te pozostają jednak miejskimi tematami tabu. Nie mówią o nich zarówno niemieckie media ani nawet publiczne w zakresie jaki wywołałby nacisk na lokalnych polityków lub postawiłby władzę w negatywnym świetle.
Władza milczy i nie rozwiązuje wymienionych problemów. Nikomu nie zależy aby czynsze dla najuboższej ludności były niższe, aby eksmitowanych było mniej - bo zwyczajnie nie da się na tym zarobić. Gdyby systemowo ograniczyć wskazane patologie, to nie zarabialiby prezesi i nie miałaby racji bytu część pseudostowarzyszeń "intensywnie pracujących" z wykluczonymi. Systemowe zredukowanie skali biedy wymusiłoby ograniczenie nakładów na prywatne organizacje - a tego nie życzą sobie beneficjenci systemu.
Obiektywne kryteria oceny stowarzyszeń i wartości realizowanych zadań
W państwie prawdziwie samorządnym wiodącym kryterium przyznawania dotacji i dofinansowań programów powinna być wyłącznie merytoryczna ocena społecznej przydatności działalności prowadzonej przez daną organizację. Teraz tego wyraźnie brakuje.
Priorytety gospodarki pieniędzmi publicznymi
Generalnie biorąc pieniądze samorządowe powinny być w pierwszej kolejności wydawane na zadania ustawowe. Powinny trafiać do instytucji odpowiedzialnych ustawowo za obsługę ludności i zapewnienie koszyka gwarantowanych świadczeń a później ewentualnie, w jakiejś części, do prywatnych organizacji, ale z zastrzeżeniem faktycznej użyteczności realizowanych przez nie zadań.
Mówiąc w uproszczeniu: najpierw na przysłowiowe zapewnienie miejsc w przedszkolach a nie na prywatne stowarzyszenia organizujące zajęcia dla dzieci, którym zabrakło miejsc. Na działania służące ograniczaniu lub eliminowaniu eksmisji a nie na "zwalczanie skutków eksmisji". Itd.
Nienależyte wykonywanie obowiązków ustawowych: np. dopuszczanie do chronicznego braku miejsca w żłobkach, w przedszkolach, niezabezpieczenie wymaganych warunków nauki dla pierwszoklasistów (brak odpowiedniej opieki, nauka na zmiany, przeładowane klasy), niezapewnienie wystarczającej ilości lokali socjalnych - przy równoczesnym marnotrawieniu środków poprzez przekazywanie ich prywatnym organizacjom, w praktyce za nic nieodpowiadającym - jest przejawem szkodliwego działania, sprzeniewierzenia służby samorządowej rozumianej jako praca na rzecz interesu społecznego i państwowego.
Stanisław Bartnik

- Szczegóły
- Autor: Stanisław Bartnik
Lektura skontrolowanych postępowań dostarcza szokujących wniosków.
W sprawach dotyczących podejrzenia niegospodarności i zawyżania cen robót remontowych w spółdzielniach-molochach białostocka prokuratura stosowała jednolity szablon.
Sprawdzano czy zawiadamiający członek spółdzielni ma prawo własności? Jeżeli nie miał to od razu "odwalano" zawiadomienie argumentując, że nie jest on stroną ani pokrzywdzonym!
Jeżeli dany "blokers" zgłaszał np. że docieplenia spółdzielczych bloków wykonuje się po 200 czy 160 zł netto za m2, składał dowody jaka jest rzeczywista rynkowa cena takich robót, np. przedstawiał oferty, cenniki, ceny materiałów itd., to w badanych przypadkach pomijano takie dane. Przesłuchiwano za to prezesów i pracowników danej spółdzielni ewentualnie innej spółdzielni, która wykonywała podobne roboty. Zeznający krzyżowo oświadczali, że takie są właśnie ceny, a wykonawcy zostali wybrani w przetargu.
W zażaleniach zawiadamiający skarżyli się na jednostronność oceny materiału dowodowego. Żądali np. powołania biegłych i niezależnej oceny wykonanych robót. Jednak w badanych sprawach ani prokuratura ani sąd nie uwzględniały podnoszonych argumentów i postępowanie kończyło się umorzeniem.
Jedna ze spraw jest szczególnie szokująca. Udostępnione akta nie zawierają dokumentacji złożonej do prokuratury w ramach wniosku o wznowienie postępowania. Zawiadamiający zgłosił, że spółdzielnia docieplała bloki po około 175 zł netto za m2, gdy w tym czasie cena robót na rynku nie przekraczała 90 zł netto za m2. W aktach nie ma jednak żadnych danych odnoszących się do cen rynkowych ani dokumentacji złożonej przez wnoszącego o wznowienie.
Zdecydowałem, że będziemy prać takie brudy. Te sprawy to obraza państwa i praworządności, obraza nas obywateli.
W państwie prawa nie do zaakceptowania jest pozbawianie mieszkańców SM statusu pokrzywdzonych. Nieudzielanie ochrony dziesiątkom tysięcy ludzi tylko dlatego, że są mieszkańcami postkomunistycznej spółdzielczości. Nie do zaakceptowania jest wybiórcza ocena dowodów czy blokowanie powołania biegłych w sytuacji, gdy ujawnione dowody w sposób oczywisty wskazują np. na zawyżanie cen.
Stanisław Bartnik

- Szczegóły
- Autor: Stanisław Bartnik
Cały czas czekamy na odpowiedź białostockiej prokuratury w sprawie udostępnienia listy prokuratorów.
4 lipca skierowałem wniosek w trybie informacji publicznej o udostępnienie ewidencji prokuratorów Prokuratury Apelacyjnej, Okręgowej i Rejonowej.
Spłynęły dane jedynie z apelacyjnej choć artykuł 13 ustawy określa 14-dniowy termin na realizację wniosku.
Po raz kolejny mam okazję przekonać się, że Białystok jest miastem bezprawia, w którym nawet organ z definicji mający strzec prawa nie stosuje się do przepisów.
Z czego może wynikać niechęć do udostępnienia list prokuratorów? Jak już wielokrotnie pisaliśmy wszystkie znane nam postępowania z zawiadomień członków białostockich spółdzielni zawsze kończyły się umorzeniem albo odmową. Postępowania dotyczyły ogromnych pieniędzy. Przez białostockie spółdzielnie rocznie przepływają setki milionów złotych. Nad wydatkowaniem tych środków czynszowych jak dotąd nie ma żadnej realnej kontroli.
Staramy się poznać okoliczności umorzeń i zbadać zbieżność w nazwiskach białostockich prokuratorów i osób prowadzących działalności gospodarcze i świadczących spółdzielniom usługi lub zatrudnionych w spółdzielni.
Stanisław Bartnik

- Szczegóły
- Autor: Stanisław Bartnik
Jesteś studentem Uniwersytetu w Białymstoku? Chcesz odbyć staż w ramach projektu CZAS NA STAŻ?
U nas wiele możesz się nauczyć i wykorzystać te umiejętności w przyszłej pracy.
Obywatelskie Stowarzyszenie Uwłaszczeniowe bierze udział w drugiej turze projektu CZAS NA STAŻ.
Zgłoś się do nas już dziś!
Czym się zajmujemy?
Świadczymy m.in. usługi z zakresu poradnictwa dla mieszkańców spółdzielni mieszkaniowych w Białymstoku.
O projekcie: www.czasnastaz.uwb.edu.pl
Lidia Dobrowolska

- Szczegóły
- Autor: Stanisław Bartnik
Systematycznie rośnie białostocki Bronx. Ulica Barszczańska to już nie tylko kradzieże, rozboje i zabójstwa, ataki na policję (np. wybicie przedniej szyby w radiowozie lub ostatnie przytrzaśnięcie nogi policjantce), ale wymierny negatywny skutek gospodarczy.
Otrzymaliśmy relacje, że z tej ulicy wyprowadziła poczta a przy Barszczańskiej 26 stoi pusty budynek handlowo-biurowy zbudowany przez lokalną firmę Hitech.
Zobacz info o obiekcie >>
Z oczywistych względów brakuje chętnych na wynajem i prowadzenie działalności gospodarczej w miejscu tak niebezpiecznym i o tak paskudnej renomie.
W mojej ocenie za powstałą sytuację: stworzenie zagrożenia i przyczynienie się do spadku wartości nieruchomości, pełną odpowiedzialność ponosi administracja Tadeusza Truskolaskiego.
Przez wiele lat bezmyślnie koncentruje się trudną ludność w jednym miejscu. Nie przeciwdziała się procederowi eksmisyjnemu w postkomunistycznych spółdzielniach. Świadomie dopuszcza się do wykluczenia społecznego ludzi znajdujących się w trudnym położeniu życiowym. Konsekwencją niemądrej polityki jest przestępczość i ogromne koszty społeczne.
Konieczność zapobiegania eksmisjom i konieczność zmiany polityki wobec najuboższej ludności sygnalizowaliśmy już wielokrotnie. Zobacz problem eksmisji w spółdzielni BSM >>
Zobacz apel do Tadeusza Truskolaskiego >>
Nowy samorząd musi zaprzestać koncentrowania na Barszczańskiej, Klepackiej i podobnych miejscach, ludności podatnej na patologie. Należy zapobiegać – a nie nieudolnie zwalczać skutki. Zapobieganiem jest tworzenie miejsc pracy, zahamowanie niezasadnych eksmisji oraz polityka niekoncentrowania osób zagrożonych patologią w jednym bloku czy na jednej ulicy.
Znacznie mniejsze zagrożenie przestępczością występuje w przypadku, gdy osoby wchodzące w kolizję z prawem mieszkają w rozproszeniu.
Zobacz doniesienia prasowe o ul. Barszczańskiej:
Ul. Barszczańska: Pobicie kobiety w jej własnym mieszkaniu >>
Prokurator: Zatłukł gospodarza stołkiem pod wpływem alkoholu >>
Ul. Barszczańska. Nastolatek nie przyznaje się do zabójstwa >>
Ul. Barszczańska. Zabójstwo mężczyzny >>
Wykorzystali znajomego, pobili, zabrali auto i je zniszczyli >>

- Szczegóły
- Autor: Stanisław Bartnik
Po procesie o dopłatę za ogrzewanie rzędu 8 tys. złotych prezesi Słonecznego Stoku zdecydowali się na zmianę regulaminu rozliczania kosztów ogrzewania.
W sprawie o zapłatę między SM Słoneczny Stok a panem Franciszkiem Krawczykiem doszło do ugody z inicjatywy białostockiego sądu. Stało się tak po licznych publikacjach i zajęciu się tematem przez posła.
Mimo wszystko jestem wdzięczny, że białostocki sąd wreszcie zgodził się wysłuchać racjonalnych argumentów i dostrzec problem masowego krzywdzenia setek osób błędnym system rozliczania kosztów c.o.
Konsekwencją ugody sądowej (czekamy na uzasadnienie) jest wdrażanie zmian w regulaminie rozliczeń ciepła. Pismem z dnia 29 września 2014 r. prezesi Słonecznego Stoku zawiadamiają o zmianie regulaminu w budynkach, w których wystąpiły horrendalne dopłaty.
Dotąd działy się tam rzeczy straszne. Oprócz kominowej dopłaty pana Franciszka wiele innych osób zostało dotkliwie pokrzywdzonych wadliwym systemem. Przykładem może być sprawa ubogiej kobiety użytkującej mieszkanie 33,1 m2 i płacącej za ogrzewanie rocznie 5-6 tys. złotych. Miesięczny czynsz za jej lokal wynosi aż 753 zł.
Ale dla takich ludzi rodzi się nadzieja. Ugoda w procesie o 8 tys. zł i w efekcie zmiana regulaminu rozliczania kosztów ogrzewania oraz niedawna uchwała Sądu Najwyższego w kwestii uznania prawa do zwrotu nienależnie pobranych opłat za ogrzewanie, otwiera pokrzywdzonym drogę do dochodzenia naprawienia krzywdy.
Zobacz orzeczenie SN III CZP 58/14 >>
Mimo że dotąd białostocka prokuratura nie honorowała praw ludności zamieszkującej w spółdzielniach, wierzę w zmianę. Wierzę, że podobnie jak w sądzie, doczekamy się przełomu i czasu, gdy prokuratura będzie prawdziwym rzecznikiem ochrony praworządności – zgodnie z ustawą i kpc.
W przypadku mieszkańców SM Słoneczny Stok przed prokuraturą zadanie wybitnie społeczne. Na bazie przywołanego orzeczenia SN oraz ugody sądowej należy podjąć temat zwrotu wszystkim pokrzywdzonym nienależnie pobranych opłat za ogrzewanie. Jestem przekonany, że uda się to zrobić w drodze negocjacji, bez postępowania sądowego.