
- Szczegóły
- Autor: Stanisław Bartnik
III RP wciąż dyskryminuje miliony Polaków, mieszkańców postkomunistycznych spółdzielni. Mamy szansę to zmienić!
Partia KORWiN jako jedyna zaakceptowała postulaty kompleksowej reformy postkomunistycznej spółdzielczości mieszkaniowej. Opowiada się za demokratycznymi wyborami organów, prawem do zmiany zarządcy, dokończeniem uwłaszczenia, kontrolą wydatków i wglądem do dokumentów.
Rządząca koalicja PO-PSL przez 8 lat blokowała zmiany. Wykonywano jedynie pozorowane ruchy m.in. powołując komisję ds. reformy. Ostatecznie z PO wyrzucono Lidię Staroń a partia zdecydowała się na ochronę interesów prezesów spółdzielni. Podobnie sytuacja wygląda z PiS mimo że przed rządami PO-PSL partia ta wniosła duży wkład w uwłaszczenie i przemiany w spółdzielczości. Obecnie PiS zaskakująco milczy nt. reformy.
Zdecydowanym, zaciekłym wrogiem demokratyzacji i uwolnienia ze spółdzielczych dyb 10 milionów Polaków są partie postkomunistyczne: SLD (dawniej PZPR), PSL (dawniej ZSL) i pozostałe lewackie twory w rodzaju Ruchu Palikota.
Zobacz postulowany zakres reformy spółdzielczości mieszkaniowej >>
Przeczytaj o patologiach postkomunistycznej spółdzielczości:
Zobacz skalę eksmisji w postkomunistycznej spółdzielczości >>
Zobacz ja zarabia się na eksmisjach >>

- Szczegóły
- Autor: Stanisław Bartnik
W poprzednim roku pisaliśmy o konieczności pilnej obniżki stawek czynszu w lokalach komunalnych. I doczekaliśmy się. Wreszcie jest wola wśród radnych PiS by znormalizować gospodarkę czynszową.
Kilka dni temu uczestniczyłem w konsultacjach nt. zmiany polityki czynszowej. Nakłaniałem do wdrożenia wolnorynkowego zarządzania lokalami komunalnymi i stosowania stawek zbliżonych do opłat we wspólnotach mieszkaniowych. Dla mieszkańców, często przymusowych klientów budownictwa komunalnego, byłaby to szansa na stabilizację egzystencji i w wielu przypadkach wyrwanie się ze spirali zadłużenia.
Jak pamiętamy administracja Tadeusza Truskolaskiego podniosła czynsze do poziomubodaj najwyższego w Polsce. Równolegle stosowała rabaty, zniżki... i oddłużała. W praktyce niewiele z tego jednak wychodziło poza rozbudową biurokracji na potrzeby obsługi absurdalnego systemu.
Administracja pana Truskolaskiego chyba nawet dziś nie ogarnia, że nie da się uzyskiwać dochodów tam gdzie ich nie ma i nigdy nie było. Niezamożna ludność, korzystająca w dużej części z różnych form pomocy socjalnej nie jest w stanie dawać zysków czynszowych. Wprost przeciwnie: absurdalnie wysoki czynsz sztucznie rozszerza katalog uprawnień do różnych zasiłków i dodatków.
Radni PiS akceptują konieczność zmiany i mają przygotować projekt stosownej uchwały kończący okres polityki czynszowej w wydaniu Truskolaski-PO.
Przeczytaj publikację z 2014 r. o potrzebie racjonalnej gospodarki czynszowej >>
Stanisław Bartnik

- Szczegóły
- Autor: Stanisław Bartnik
Tyle razy białostoczanie w ciągu doby odwiedzili kosz na śmieci przymocowany do ściany budynku Upalna 1A zarządzanego przez spółdzielnię Słoneczny Stok.
Zapytano mnie ile mogło być takich odwiedzin w poszukiwaniu aluminiowych puszek i innych przedmiotów mających wartość dla ubogiej ludności. Wydawało mi się, że może 5 osób góra 10. Tymczasem kamery zamontowane na budynku są nieubłagane: 58 osób w ciągu doby! Z zapisu wynika jeszcze coś innego ważnego: klientami tego systemu zarobkowania nie są tylko lumpy. W większości to ludzie, których nikt nie podejrzewałby, iż w nowoczesnym Białymstoku Tadeusza Truskolaskiego nie mają za co żyć. Zaglądają więc do kosza zachowując zasady konspiracji. Przed eksploracją pojemnika rozglądają się wokoło czy aby nikt z sąsiadów czy użytkowników budynku nie widzi i upewniwszy się, że "teren jest czysty", przeszukują szybko kosz. Odchodzą uszczęśliwieni, gdy trafi im się np. aluminiowa puszka.
Narastająca bieda, wysokie bezrobocie to obecnie najpilniejsze problemy społeczne Białegostoku. Władza konsekwentnie unika tematu. Milczy też lokalna niemiecka prasa cukrująca sukcesy pana prezydenta. W tych okolicznościach (kult obcych sieci handlowych i "markowych" bluzek z Bangladeszu) nie ma miejsca na biedę i bezrobocie bo oznaczałoby to rysę na medialnym wizerunku władzy.
Nie ustajemy w wysiłkach by doprowadzić do zmian w białostockiej polityce społecznej, by człowiek, a nie pieniądz, był w centrum zainteresowania, by przywrócić właściwe priorytety: dobro mieszkańców Białegostoku, dobro rodzimej gospodarki a później interesy obcego kapitału. Dziś jest na odwrót.
Złożyliśmy do UM wniosek o utworzenie Obywatelskiego Biura Porad Prawnych udzielającego bezpłatnej pomocy ludności znajdującej się w trudnym położeniu finansowym, rodzinnym, osobistym. Chcemy m.in. zmniejszenia kosztów czynszowych w spółdzielniach, dokończenia powszechnego uwłaszczenia, ograniczenia eksmisji by nie rosły osiedla bronxowe typu Barszczańska czy Dojnowska.
Otrzymaliśmy informację, że nasz wniosek przeszedł kontrolę formalną i został przekazany do dalszej analizy.
Stanisław Bartnik

- Szczegóły
- Autor: Stanisław Bartnik
Od lat już staramy się o współdziałanie samorządu w dziele reformy białostockiej postkomunistycznej spółdzielczości.
Chcemy dokończyć kluczowy dla interesu społecznego projekt powszechnego uwłaszczenia mieszkań w myśl zasady, że każdy kto zapłacił za mieszkanie (spłacił jego koszty budowy) powinien zostać jego właścicielem i mieć prawo wyboru zarządcy. Chcemy wspierać obniżenie kosztów zarządzania w spółdzielniach oraz wypracować systemowy mechanizm zapobiegania eksmisjom (raty, zamiana lokali, odpracowywanie).
Dotąd dzięki ciężkiej pracy białostockiego środowiska uwłaszczeniowego udało się w Białymstoku dokonać przełomu i przekształcić na własność ponad połowę ogółu spółdzielczych lokali (przekształcenie we własność tzw. własnościowego prawa do lokalu i lokatorskiego prawa do lokalu). Zaczęły też powstawać pierwsze wspólnoty mieszkaniowe - zrzeszenia uwłaszczonych którzy sprawniej i taniej organizują zarządzanie nieruchomościami.
W ramach tzw. budżetu obywatelskiego złożyliśmy do Urzędu Miejskiego wniosek o utworzenie Obywatelskiego Biura Pomocy Prawnej dla niezamożnej ludności Białegostoku egzystującej w spółdzielczości mieszkaniowej.
Celem projektu jest udzielanie pomocy prawnej dla ubogiej ludności spółdzielni. Przeciwdziałanie niezasadnym eksmisjom. Obniżenie opłat czynszowych dzięki wspieraniu wolnorynkowego wyboru zarządcy. Wspieranie procesu powszechnego uwłaszczenia. Zmniejszenie kosztów remontów dzięki kontroli wydatków.
Za priorytetowe uważamy systemowe zapobieganie eksmisjom i zredukowanie kosztów czynszowych. Liczymy na poparcie projektu przez Caritas, Stowarzyszenie Droga i Eleos. Organizacje te z praktyki wiedzą najlepiej jak destrukcyjna dla człowieka jest bieda, eksmisja i wykluczenie społeczne.
Uruchomienie biura przyniesie następujące pożytki:
- ograniczenie liczby eksmisji i skali bezdomności w Białymstoku,
- zahamowanie rozrostu gett typu Barszczańska, Klepacka, do których trafiają eksmitowani z orzeczonym prawem do lokalu socjalnego;
- zahamowanie spadku cen nieruchomości w sąsiedztwie miejsc koncentracji eksmitowanych;
- redukcję przestępczości będącej efektem eksmisji i wykluczenia społecznego;
- ograniczenie wydatków na sztucznie wymuszaną eksmisjami pomoc socjalną;
- spadek zapotrzebowania na lokale socjalne;
- ograniczenie patologii rodzin i pokrzywdzenia dzieci wywołanego eksmisjami.
- obniżenie opłat za zarządzanie do poziomu wolnorynkowego (koszt zarządzania w białostockich wspólnotach mieszkaniowych wynosi przeciętnie 1-1,20 zł za m2 a w spółdzielniach 1,70-3 zł/m2);
- obniżenie czynszów w mieszkaniach spółdzielczych do poziomu obowiązującego we wspólnotach mieszkaniowych. Miesięczny czynsz wspólnotowy to 200-300 zł a spółdzielczy 400-600 zł;
- poprawa warunków egzystencji najuboższych dzięki oszczędnościom na kosztach czynszowych;
- spadek liczby stale zadłużonych czynszowo gospodarstw domowych;
- mniejsze wydatki Gminy na finansowanie dodatków mieszkaniowych i pomocy socjalnej;
- tańsze remonty i tańsza termomodernizacja bloków, roboty na większą skalę dzięki racjonalnemu wydawaniu pieniędzy mieszkańców (obecnie niektóre białostockie spółdzielnie wskutek braku kontroli wydatków realizują docieplenia bloków po 160 zł netto za m2 choć rynkowa cena detaliczna takich takich robót nie przekracza 100 zł netto za m2);
- obniżenie kosztów czynszowych i poprawa jakości zarządzania zahamuje odpływ z białostockich spółdzielni ludności o lepszej sytuacji ekonomicznej poprawiając płynność finansową spółdzielni;
- niższe czynsze i efektywniejsze remonty zahamują spadek wartości spółdzielczych lokali i spowolnią migrację ludności;
- obniżenie kosztów czynszowych w mieszkaniach spółdzielczych zmniejszy liczbę zagrożonych eksmisjami i wykluczeniem społecznym;
- oddalenie niebezpieczeństwa upadłości spółdzielni.
Oceniamy, że już samo powstanie biura pod patronatem Prezydenta Tadeusza Truskolaskiego oraz przy współpracy z zasłużonymi organizacjami (Caritas, Stowarzyszenie Droga, Eleos) będzie miało prewencyjny charakter wymuszając na zarządach spółdzielni odstąpienie od prowokowania eksmisji dla zysku (np. wielokrotne podawanie do sądu o zapłatę w celu powiększenia długu, w sytuacji gdy dłużnik jest bezrobotny przy jednoczesnym odmawianiu prawa do spłaty przez zamianę lokali czy odpracowanie). Ponadto udzielanie skoordynowanej pomocy włącznie z reprezentacją przed sądem i rekomendacją Prezydenta da szansę na rozstrzygnięcia korzystne dla wszystkich stron.
W wymiarze ekonomicznym systemowe zredukowanie patologii przyniesie miastu milionowe oszczędności w zakresie lokali socjalnych, nakładów na pomoc finansową najuboższym, dodatków mieszkaniowych, pokrywania strat wynikłych z dewastacji i zwalczania przestępczości. Z kolei dla mieszkańców Białegostoku i właścicieli nieruchomości przyniesie wymierne oszczędności czynszowe oraz zahamuje spadek wartości lokali.
Projekt z pewnością oprotestują prezesi spółdzielni bo w ich kieszeni zostanie mniej pieniędzy z zarządzania i gospodarki remontowej a niektóre źródła dochodów, jak zyski z handlu lokalami poeksmisyjnymi, mogą całkiem się urwać.
Protest mogą też podnieść pseudostowarzyszenia dziś otrzymujące wysokie dotacje z UM i działające pod szyldem pomocy wykluczonym społecznie. Dla nich białostockie zarządzanie biedą i eksmisje są sposobem na życie za publiczne pieniądze.
Przeczytaj o eksmisjach w BSM >>
Przeczytaj o mechanizmie pogrążania w zadłużeniu >>
Przeczytaj jak zarabia się na eksmisjach >>
Przeczytaj o roli normalnego samorządu w kwestii polityki społecznej >>
Przeczytaj o skutkach koncentracji eksmitowanych - stratach w mieniu >>
Przeczytaj o spadku wartości nieruchomości w miejscach koncentracji eksmitowanych >>
Przeczytaj apel do Tadeusza Truskolaskiego >>
Autor: Stanisław Bartnik

- Szczegóły
- Autor: Stanisław Bartnik
Administracja Tadeusza Truskolaskiego nie lubi polskich firm. Nie lubi też wspierać polskiego przemysłu ani nawet firm z Unii, z której wyciąga dotacje.
Prasa niemiecka zawiadamia, że trwają testy chińskiego autobusu dla białostockiej komunikacji miejskiej. Ostatnie lata pokazują, że Chińczycy mają w Białymstoku prawdziwego przedstawiciela wręcz ambasadora, który dba o chińskie interesy na Podlasiu. Całkiem niedawno szokował pomysłem ściągnięcia Chińczyków i tworzenia centrów dystrybucji chińskiego towaru. Teraz administracja Truskolaskiego dba o zapewnienie udziału w polskim rynku chińskiemu przemysłowi transportowemu - na koszt podatnika.
Bo po co zamawiać produkty polskich firm czy nawet z UE? Po co ma zarabiać polska gospodarka? Niech lepiej zarobią Chińczycy!
Przyznać trzeba, że ta polityka jest zatrważająca. To kolejne działanie (jedno z wielu) przyczyniające się osłabiania polskiej gospodarki i szkodzące dobru społecznemu.
Dla porównania filozofii gospodarczej i dbałości o interes społeczny i państwowy weźmy przykład Niemiec. Postawmy sobie pytanie: czy tamtejsza władza państwowa albo samorządowa myśli np. żeby zamknąć fabrykę Mercedesa albo Opla bo Chińczycy produkują fajne i tańsze auta? Albo czy dochodzi do wniosku, że fabryk aut w Niemczech jest za wiele i z uwagi na ekologię należy zamykać zakłady przemysłowe i otwierać salony sprzedaży chińskich samochodów??
Nie. Niemiec dba o państwowy interes gospodarczy. Takie zachowania tylko w Polsce, w Białymstoku.
Na marginesie warto wspomnieć, że koncern Mercedesa też produkuje autobusy. Może to zainteresuje administrację prezydenta. Zobacz >>
Zobacz publikację o chińskich autobusach na stronie poranny.pl >>

- Szczegóły
- Autor: Stanisław Bartnik
Administracja Tadeusza Truskolaskiego skierowała do sądu rejonowego pozew o zapłatę mandatu za jej zdaniem "skasowanie za późno" biletu w autobusie białostockiej komunikacji miejskiej.
Pokrzywdzonej (studentka) zarzucono zbyt późne skasowanie biletu - zdaniem kontrolerów już po rozpoczęciu kontroli.
W rzeczywistości podróżująca weszła do autobusu, zajęła miejsce obok koleżanki, odszukała bilet w torebce i skasowała w kasowniku elektronicznym. W tym momencie z tyłu podeszli do niej kontrolerzy oświadczając, że skasowała bilet za późno.
Do sprawy włączył się ojciec pokrzywdzonej. Odmówił zapłaty nieuzasadnionego mandatu. Sprawa trafiła do sądu. W postępowaniu okazało się, że zgłoszony przez Gminę świadek-kontroler wskazany jako autor protokołu z zatrzymania za jazdę bez biletu zaprzeczył wcześniejszemu stanowisku pełnomocnika Gminy jakoby to on był autorem protokołu dotyczącego wylegitymowania pasażerki i wystawienia mandatu.
Powstała więc uzasadniona wątpliwość co do prawdziwości twierdzeń pracowników administracji Tadeusza Truskolaskiego. W związku z powyższym sąd zgodnie z zasadą procesu cywilnego oddalił powództwo. Wyrok jest nieprawomocny. Nie wiadomo czy Gmina się odwoła.
Sprawa ta staje się ważna w kontekście innego postępowania, w którym bezprawnie ukarano mandatem osobę ubezwłasnowolnioną a następnie skierowano do sądu pozwy o zapłatę. Sąd rejonowy wydał wyroki nakazowe na podstawie oświadczeń pracowników Gminy. Stały się one prawomocne bo ubezwłasnowolniony z oczywistych przyczyn nie był w stanie ich zaskarżyć.
Żądamy w tej sprawie nazwisk osób odpowiedzialnych za wystawienie mandatu, za kierowanie pozwów do sądu, za kierowanie wniosku do komornika. Żądamy danych czy kontrolerzy mają prowizję. Jak postępuje się wobec osób co do których ustali się, że nie mają majątku i nieopłacalne są w tej sytuacji pozwy do sądu. Prosimy też o zwrot nienależnie pobranych pieniędzy (z kosztami to ponad 1400 zł) oraz przeprosiny dla matki chorego.

- Szczegóły
- Autor: Stanisław Bartnik
Fotoreportaż z wyjazdu działaczy białostockiego ruchu uwłaszczeniowego do Parlamentu Europejskiego. Czerwiec 2015.

- Szczegóły
- Autor: Stanisław Bartnik
Białostocki sąd uchylił postanowienie prokuratury
Po niezwykle zażartym postępowaniu zażaleniowym przed białostockim sądem okręgowym w sprawie dotyczącej nieprawidłowości przy dociepleniach bloków w spółdzielni w Hajnówce (m.in. stosownie tańszych materiałów niezgodnych z projektem – np. styropian zwykły zamiast wodoodpornego; w mniejszych ilościach; niewykonanie prac; nieegzekwowane kar; układanie cieńszych warstw izolacji; nieprzestrzeganie zasad montażu; poświadczanie nieprawdy w dokumentach budowy; odbiory robót przez osoby nieuprawnione), sąd białostocki mimo sprzeciwu prokuratury częściowo uwzględnił zażalenie m.in. nakazując kontynuowanie pracy biegłych (dokonywanie odkrywek na blokach celem ustalenia skali nieprawidłowości i rozmiaru strat).
Przypomnijmy: projektant budowlany, Tadeusz Mróz, zewidencjonował i udokumentował wady i błędy termomodernizacji bloków w spółdzielni w Hajnówce i złożył zawiadomienie do prokuratury. W pierwszej fazie postępowanie przygotowawcze prowadziła prokuratura hajnowska a dalej siemiatycka. To ona zleciła powołanie biegłych i badanie nieprawidłowości. Specjaliści sporządzili opinie na podstawie odkrywek w kilku blokach potwierdzając zarzuty projektanta. Częściowo obliczono nawet powstałe straty.
Rozwój sytuacji (powołanie biegłych i dokumentowanie nieprawidłowości) stał się bezprecedensowy w realiach białostockich. Należy w tym miejscu przypomnieć, że prace w białostockich i regionalnych spółdzielniach wykonuje w większości ta sama hermetyczna grupa firm – niejednokrotnie to malutkie jednoosobowe działalności gospodarcze czy spółki cywilne biorące podwykonawców. Dotąd historia prokuratorskiej kontroli takich robót zawsze była identyczna: umorzenie albo odmowa niezależnie od wagi i charakteru zarzutów. W przypadku termomodernizacji hajnowskiej czynności niebezpiecznie wymknęły się z obowiązującego szablonu.
Do akcji wkroczyła więc białostocka prokuratura okręgowa! Zabrała śledztwo z Siemiatycz i następnie je umorzyła m.in. nazywając ujawnione okoliczności usterkami. Zdaniem skarżących z umorzeniem wyczekiwano m.in. do przedawnienia karalności nieuprawnionego podpisywania odbiorów robót.
Białostocka prokuratura blokowała wniosek o kontrolę skarbową mimo że biegli potwierdzili stosowanie innych tańszych materiałów niezgodnych z dokumentacją. Wspólnie z mieszkańcami SM wnosiłem o jej zlecenie w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstw skarbowych. Chcieliśmy ustalić co stało się z materiałami wykazanymi w dokumentacji a niezainstalowanymi. Skąd na budowie wzięły się tańsze materiały? Jakie ilości i asortyment materiałów zaksięgowały firmy w tzw. obrocie materiałowym, gdyż wystawiano faktury zbiorcze (na fakturze tylko jedna hasłowa pozycja w rodzaju "docieplenie bloku X"). Prokuratura twierdziła np. że się waha czy kierować pismo do UKS.
W związku z kończeniem się okresu obowiązkowego przechowywania dokumentacji księgowej dla tej sprawy (możliwość bezkarnego zniszczenia faktur i dokumentów dotyczących obrotu materiałowego) w grudniu 2014 r., nie czekając na prokuraturę, złożyłem wniosek do Urzędu Kontroli Skarbowej o wszczęcie postępowania na podstawie zgromadzonych w śledztwie dokumentów i poczynionych ustaleń biegłych. Białostocki UKS zasłaniając się tajemnicą odmówił informacji czy podjęto kontrolę.
Sprawa ta pokazuje jak potężne są w Białymstoku grupy rządzące spółdzielniami i jak rozległa jest sieć powiązań. Jak niewiele znaczy człowiek, dobro państwowe i społeczne dla grup nomenklatury postkomunistycznej.
Według mojej wiedzy w Białymstoku nigdy dotąd nie wydano postanowienia uchylającego spółdzielcze prokuratorskie umorzenie a białostocka prokuratura zawsze umarzała (lub odmawiała wszczęcia) wszystkie sprawy zgłaszane przez członków SM niezależnie od rodzaju zarzutów i liczby zgłoszonych dowodów. Najbardziej spektakularne umorzenia dotyczyły postępowań o zawyżanie cen dociepleń bloków. Dzięki swoistej ochronie na szkodę dobra publicznego w Białymstoku nawet dziś stosuje się stawkę 160 zł netto (a wcześniej była nawet 210 zł netto) choć na lokalnym wolnym rynku taka stawka nie istnieje. Rzeczywisty koszt docieplania 4-piętrowych bloków w detalu standardową technologią wynosi 80-100 zł netto za m2. Jako ciekawostkę warto jednak podać, że w kwietniu br. otrzymaliśmy informacje, iż przynajmniej jedna białostocka spółdzielnia wyłamała się z systemu ceny 160+ i realizuje roboty po cenie rynkowej do 100 zł/m2.
Patrząc na różnice w cenach dociepleń (stawka rynkowa i spółdzielcza) możemy uzmysłowić sobie o jak gigantyczne pieniądze chodzi. Gdy duża spółdzielnia wydaje rocznie np. 10 albo 15 mln złotych na termomodernizację w cenie 160 zł netto choć cena rynkowa to np. wspomniane 80 zł. Warto zadać pytanie gdzie trafia ta kasa...? Jeśli zsumować wydatki dociepleniowe kilku spółdzielni to należy mówić o dziesiątkach milionów złotych spółdzielczych funduszy poza wszelką kontrolą.
Aktualnie domagamy się wyłączenia białostockiej prokuratury z tego postępowania. Niestety sprawa utknęła, bo wszelkie skargi słane do Generalnej zawsze wracają do białostockiej prokuratury apelacyjnej i okręgowej – a te same sobie je rozpatrują.... i twierdzą, że wszystko jest w porządku.
Sprawa hajnowska pokazuje jak mocno tkwimy w postkomunistycznej III RP i jak potrzebna jest zmiana w organach siłowych. Osobiście liczę na nowy Sejm i nowe prawo pozwalające na usunięcie z urzędu funkcjonariuszy PRL. Nie można być sługą dwóch panów: w komunistycznej Polsce sprawować urząd sędziego czy prokuratora PRL a następnie po 1989 roku, jakby nigdy nic, pracować w prokuraturze i sądzie III RP.
Wszyscy ci, którzy dziś, dla prywatnej korzyści, interesu grupy, umyślnie działają na szkodę dobra społecznego i państwowego muszą liczyć się z faktem, że ich czyny nie pozostaną bezkarne. Nie pozostanie bezkarne pozakodeksowe umarzanie postępowań, odrzucanie dowodów, niewłączanie do akt dokumentacji składanej w poszczególnych sprawach, niepowoływanie biegłych czy manipulowanie zeznaniami.
P.S.
Zawiadamiający w sprawie dociepleń bloków w SM w Hajnówce, projektant budowlany Tadeusz Mróz, za swoją działalność był wielokrotnie szykanowany i zastraszany. Oblewano farbą i usiłowano podpalić drzwi jego mieszkania. Grożono telefonicznie. Prezes spółdzielni wytoczył mu dwa procesy o zniesławienie a świadkami na korzyść oskarżyciela byli m.in. wykonawcy podejrzani o nieprawidłowości. W pierwszym procesie Tadeusz Mróz został skazany w sądzie w Hajnówce, ale ostatecznie uniewinniony w procesie apelacyjnym (uniewinnienie w Wielki Czwartek). W drugim procesie z art. 212 kk postępowanie umorzono wobec bezpodstawności aktu oskarżenia. Projektanta zastraszał też były działacz SLD nękając pismami za przyokienny termometr.
Przeczytaj więcej o projektancie:
http://slonecznystok.pl/spoldzielczosc/interwencje/item/858-odwa%C5%BCny-sp%C3%B3%C5%82dzielca-tadeusz-mr%C3%B3z.html
http://slonecznystok.pl/informacje/polska/item/189-sp%C3%B3%C5%82dzielca-projektant-budowlany-zaatakowany-w-hajn%C3%B3wce.html

- Szczegóły
- Autor: Stanisław Bartnik
Rok 2014: Szczecin (zainstalowane rejestratory wjazdu na czerwonym świetle): 691 wypadków. Białystok (brak rejestratorów): 139 wypadków
Portal wp.pl publikuje bardzo ciekawe dane o liczbie wypadków w miastach wojewódzkich w 2014 r. W czołówce jest Warszawa (1121), Łódź (1790), Kraków (1137), Wrocław (845), Szczecin (619). Białystok znajduje się w ogonie listy mając tylko 139 wypadków. Przeczytaj cały artykuł >>
Te dane stają się ważne w kontekście montażu w Białymstoku rejestratorów przejazdu na czerwonym świetle. Okazuje się bowiem, że np. Warszawa ma taki system i jak donosi dziennik Rzeczpospolita w 2013 r. tylko na czterech skrzyżowaniach upolowano 15,5 tys. osób, a w Szczecinie 3,6 tys.
Poniżej fragment artykułu z Rzeczpospolitej:
....Zarobić można nie tylko na zbyt szybkich kierowcach złapanych na fotoradar. Rośnie liczba mandatów za przejazd na czerwonym świetle. To już tysiące złapanych kierowców. Przykład? W Warszawie przez cały 2013 r. tylko na czterech skrzyżowaniach sfotografowano ponad 15,5 tys. osób, w Szczecinie – 3,6 tys., a w Wejherowie tylko przez 2,5 miesiąca – 5 tys. A zdjęć będzie jeszcze więcej...."
Czytaj artykuł w rp.pl >>
Zgodnie z teorią zwolenników systemu ilość wypadków powinna się zmniejszyć a tymczasem we wspomnianym Szczecinie (porównywalny do Białegostoku – ok. 400 tys. mieszkańców) liczba odnotowanych zdarzeń jest ponad 4-krotnie wyższa niż w Białymstoku.
Trudno zakładać, że Tadeusz Truskolaski nie wie o tych danych. O co więc chodzi? Podejrzewać należy, że motywem pomysłodawców wdrożenia systemu jest zamiar zwiększenia wpływów budżetowych poprzez łupienie w szczególności przyjezdnych z okolicznych miejscowości. Jest całkiem prawdopodobne, iż inicjatorzy zakupu rejestratorów byli np. pod wrażeniem "wyników warszawskich" (15500 złapanych x np. 500 zł daje 7,75 mln złotych). Motyw ten jest prawdopodobny w szczególności w przypadku obstawiania kamerami skrętu w prawo (z zieloną strzałką).
Otrzymujemy zgłoszenia, że system może być ustawiony w taki sposób aby wykorzystać do złupienia mandatem krótkie świecenie zielonej strzałki i obowiązek zatrzymania się. Bowiem gdy na skręcie w prawo pojawia się więcej niż jedno auto (a zawsze tak jest na skrzyżowaniach z rejestratorami) to kilkusekundowe świecenie zielonej strzałki powoduje, że pozostałe auta skręcające w prawo – według zgłaszających – prawdopodobnie są klasyfikowane jako wjeżdżające na czerwonym świetle.
Zgłoszenia o problemie skrętu w prawo mogą być prawdziwe bo szokuje liczba (jeśli jest prawdziwa) zarejestrowanych wjazdów na czerwonym. Kurier Poranny podaje, że w ciągu zaledwie kilku dni "złapano" aż 1285 kierowców.
http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20150602/BIALYSTOK/150609972
Choć system łącznie działa tylko kilkanaście dni to już widać psychozę rejestratorów. Kierowcy nie potrafią odróżnić skrzyżowań z rejestratorami więc na każdym skrzyżowaniu, gdzie widzą jakieś kamery reagują nerwowo, np. gwałtownie hamują. Przypuszczać należy, że gdy gruchnie wieść o pierwszych mandatach to psychoza będzie narastać. Aż strach pomyśleć co stanie się zimą na śliskich ulicach.
W najbliższym czasie zwrócimy się do administracji Tadeusza Truskolaskiego o szczegółowe dane o systemie. Będziemy prosić m.in. o:
– dane o kosztach systemu: czy był przetarg, kto wygrał, informacje o ofertach konkurencji;
– dane o zastosowanym rodzaju oprogramowania, (specyfikacja elementów systemu);
– miesięczne koszty utrzymania systemu (koszt wynagrodzeń i serwisu, szkolenia, uprawnienia);
– informacje o zasadach klasyfikowania wjazdów jako wjazd na czerwonym świetle oraz kryteriach karania "złapanych" (czy mandaty będą płacić obligatoryjnie wszyscy czy tylko wybrane grupy/osoby);
– kto będzie analizować dane z systemu i klasyfikować do ukarania;
– czy osoby obsługujące mają wymagane kwalifikacje (uprawnienia, wiedza specjalistyczna);
– jak będą traktowani "klienci" systemu z zagranicy (Białoruś, Rosja);
– udostępnienie list osób wobec których odstąpiono od ukarania (wraz z uzasadnieniem odstąpienia).
Stanisław Bartnik
Źródła:
fotografia z danymi o wypadkach – skan ze strony internetowej wp.pl
http://moto.wp.pl/gid,17641462,img,17641497,kat,55194,page,2,title,Wypadki-drogowe-w-polskich-miastach,wid,17641462,galeriazdjecie.html?ticaid=11511a
http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20150413/BIALYSTOK/150419937
http://prawo.rp.pl/artykul/1100762.html
http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20150602/BIALYSTOK/150609972
Przykłady rejestratorów na skrzyżowaniach