21
Cz, Mar

Błędne systemy rozliczeń ogrzewania krzywdzą mieszkańców spółdzielni. W poniższej sprawie koszt "ogrzewania" mieszkania 43,5 m2 wyniósł ponad 11 tys. zł a dopłata za c.o. ponad 8 tysięcy zł.

Wod warto oszczdza. Podobnie jak pienidze.

Czy w ciągu czterech miesięcy można "wykapać" basen wody? W skali całego miasta - z pewnością. W skali dużego osiedla - być może. W skali jednego bloku - z pewnością nie!

Mieszkam w zasobach spółdzielni BSM, myślę jednak, że moje i moich sąsiadów perypetie ze znikającą wodą zainteresują wszystkich spółdzielców. W październiku 2011 roku otrzymałem ze spółdzielni rozliczenie za wodę za okres od czerwca do września, z którego wynikało, że muszę dopłacić ponad 100 zł z tytułu "różnicy do wodomierza głównego". Szybko sobie przekalkulowałem, że skoro mój blok liczy 116 mieszkań, a dopłatą zostali obłożeni wszyscy proporcjonalnie do zużycia wody, to koszt całej różnicy mógł sięgnąć nawet 10 tys. zł! Jakim cudem? Przez cztery miesiące??

Udałem się do biura administracji osiedlowej, gdzie udzielono mi informacji, że różnica między sumą stanów wodomierzy indywidualnych a stanem wodomierza głównego wyniosła - uwaga - 950 m3! Co ciekawe, pracowników spółdzielni to jakoś specjalnie nie dziwiło. Ot, zdarza się. Usłyszałem teorie o magnesach powstrzymujących mechaniczne elementy wodomierza, o "wykapywaniu" wody w małych porcjach, aby wodomierz nie był w stanie ich zliczyć i jeszcze dodatkowo o złym zamontowaniu wodomierzy, które powinny spoczywać poziomo, a są umieszczone pionowo. (ale o dziwo przez tyle lat jakoś spisywały się całkiem przyzwoicie).

Spółdzielnia podjęła jakieś pozorowane działania, polegające na montowaniu zaworów zwrotnych pod wodomierzami, jednak w moim mieszkaniu odbyło się to dopiero po miesiącu, a całkiem niedawno dowiedziałem się, że zawory nie zostały zamontowane u wszystkich (kilku sąsiadów w ogóle nie słyszało o całej sprawie).

W każdym razie postanowiłem, że od tej pory po każdym kolejnym rozliczeniu wody będę się dowiadywał, ile wyniosła różnica. I tak w kolejnych kwartałach wyglądało to następująco:

X - XII 2011 -> 28 m3
I - VI 2012 -> 327 m3 (w ciągu pół roku, co daje 163.5 m3 w ciągu kwartału)
VII - IX 2012 -> 363.3 m3 (też dużo, ale już nie tak jak w roku 2011)
X - XII 2012 -> 74.6 m3
I - VI 2013 -> 0 m3!
VII - IX 2013 -> 42.4 m3

Jak widać o ile pewne wypaczenia jeszcze miały miejsce, jednak nie na taką skalę jak właśnie w 2011 roku.
Widać, że społeczna kontrola przynosi pewne efekty, bo nawet wodomierze jakoś się same cudownie naprawiły i mimo pozycji horyzontalnej mierzą całkiem przyzwoicie.

Jeśli mają Państwo podobne doświadczenia ze "znikającą" wodą, proszę o pozostawienie komentarza pod tekstem.

httppodatnicy.orgkorzystne-opodatkowanie-dochodow-ze-spolki-komandytowo-akcyjnejludzie-cienie

W powieści Mikołaja Gogola "Martwe dusze" niejaki Paweł Iwanowicz Cziczikow podróżuje po kraju skupując od właścicieli ziemskich właśnie owe "martwe" dusze rewizyjne, czyli nazwiska chłopów pańszczyźnianych, którzy umarli od czasu ostatniego spisu rewizyjnego, a za których panowie wciąż muszą płacić podatki.

 

Zbudowany w ten sposób kapitał wykorzystuje, aby uchodzić za bogacza i tym samym wzbudzać zaufanie pożyczających pieniądze bankierów.

 

Obecnie wśród członków praktycznie każdej spółdzielni również występują "martwe" dusze. Są to emigranci oraz osoby, które mieszkają w innym miejscu, swoje mieszkanie w zasobach spółdzielni wynajmując np. studentom. Owi "martwi" spółdzielcy nie uczestniczą zazwyczaj w Walnych Zebraniach i nawet nie odbierają zawiadomień o nich.

 

Z mego doświadczenia wynika, że spółdzielcy często nie mają świadomości, iż nawet sąsiedzi z tej samej klatki są na liście "martwych" dusz. I chyba nikt nie potrafi ocenić skali tego zjawiska na terenie całej spółdzielni. Oczywiście oprócz administracji, która taki spis rewizyjny mogłaby przedstawić w każdej chwili.

 

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ obecnie "martwe" dusze również stanowią niezły kapitał. Tegoroczne Walne Zebranie w mojej spółdzielni przegłosowało poprawkę do statutu pozwalającą na uczestnictwo w wyborach oraz głosowanie poprzez pełnomocników. Zamiast fatygować się na zebranie, od tej chwili spółdzielca może podpisać stosowne upoważnienie i wydelegować w zastępstwie swego pełnomocnika.

 

Z założenia wydaje się to godne pochwały, gdyż wówczas osoba starsza lub chora może przysłać w zastępstwie małżonka lub kogoś zaufanego z rodziny, kto nie jest członkiem spółdzielni. Podobnie może zrobić bardzo zapracowany spółdzielca, który osobiście nie może się stawić na zebraniu.

 

Wydaje mi się jednak, że nie to było głównym celeminspiratorów powyższej poprawki do statutu. Nikt oprócz administracji spółdzielni nie ma dokładnych informacji o ilości "martwych" dusz na osiedlu. Zatem żaden spółdzielca nie będzie mógł ani sprawdzić prawdziwości upoważnienia wystawionego np. przez emigranta, ani go ewentualnie podważyć. W przypadku determinacji spółdzielców, chcących zmienić Radę Nadzorczą, osoby upoważnione przez "martwe" dusze mogą zabezpieczyć w spółdzielni utrzymanie status quo.

Więcej artykułów…