21
Wt, Sie

skan strony internetowej ZUS

Otrzymaliśmy oficjalną odpowiedź na zapytanie w trybie informacji publicznej o koszty funkcjonowania ZUS za rok 2013. Podane liczby ekstremalnie szokują!

Poniżej dane o zatrudnieniu, kosztach utrzymania i nagrodach.


W odpowiedzi na wniosek o udostępnienie informacji publicznej, uprzejmie informuję:


Ad.1. Na dzień 31.12.2013 r. ogólny stan zatrudnienia w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych  wynosił 46.620 osób.

Ad.2. Informacja dot. kosztów ZUS za 2013 rok (dane w tys. złotych)
 

Koszty zasadniczej działalności operacyjnej    4 074 437 ,45

Pozostałe koszty operacyjne i finansowe         42 189,72
 

RAZEM                                                             4 116 627,17
 
Jednocześnie informuję, że powyższe dane pochodzą z niezamkniętych ksiąg rachunkowych za 2013 rok.

Ad.3. Nagrody pracownikom Zakładu Ubezpieczeń Społecznych  wypłacane są zgodnie z Zakładowym Układem Zbiorowym Pracy. Za 2013 rok Zakład Ubezpieczeń Społecznych wypłacił nagrody w łącznej kwocie 216.662.128 zł (brutto).

Łączę wyrazy szacunku,

..............................................

Wydział Komunikacji Społecznej
Zakład Ubezpieczeń Społecznych

 

ZUS ciągnie polską gospodarkę w przepaść upadłości. Jeżeli władza będzie wciąż unikała reformy to upadnie cały system. Drastyczny wzrost składek w okresie rządów PO zamiast przyczynić się do zwiększenia wpływów, jedynie pogłębia regres nasilając jawną ucieczkę do szarej strefy oraz ubezpieczycieli zagranicznych. W biedniejszych ośrodkach, aktualny poziom składek w wielu przypadkach przewyższa rentowność działalności gospodarczej, nie wspominając o innych biurokratycznych przeszkodach. W praktyce oznacza to, ze nie powstają - bo nie mogą powstawać - miejsca pracy w istniejących firmach i nie ma też szans na tworzenie nowych działalności. W konsekwencji przychody ZUS maleją pogłębiając deficyt budżetu państwa.

Władzo obudź się.

 

 


 

 

Resort gospodarki intensywnie zachęca przedsiębiorców z Chin do zainwestowania na terenie Polski. Zapowiada wszelką pomoc kapitałowi chińskiemu. W tym celu ma powstać duże centrum logistyczne dedykowane specjalnie inwestorom z Chin. Centrum planowane jest na obszarze Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Jak podkreśla Ilona Antoniszyn–Klik wiceminister gospodarki, „zainteresowanie jest duże i powinno doprowadzić do większej dywersyfikacji kapitału inwestowanego w Polsce”. Chiński inwestor może liczyć na szereg ulg podatkowych i preferencji, które mają zastosowanie w specjalnych strefach ekonomicznych istniejących w Polsce.

Można się tylko zastanawiać, dlaczego resort gospodarki wyraził zgodę na wybudowanie centrum logistycznego dla dystrybucji chińskich towarów na terenie specjalnej strefy ekonomicznej, która inwestycja bynajmniej nie sprzyja tworzeniu miejsc pracy w Polsce, a nawet może przyczynić się do trudności finansowych naszego rodzimego przemysłu.

Czy na tym ma polegać rozwój polskiej gospodarki, że zamiast budować fabryki na terenie specjalnych stref ekonomicznych pozwala się na tworzenie na ich obszarze centra dystrybucyjne dla towarów pochodzących z importu.

Co ciekawe, jak przyznaje Ilona Antoniszyn–Klik wiceminister gospodarki, „Mimo rozwoju współpracy, bariery związane z rynkiem chińskim są bardzo duże. Największe trudności towarzyszą samemu wejściu na ten rynek. W Chinach obowiązuje wiele regulacji i przepisów chroniących krajowych przedsiębiorców”. W związku z powyższym należy zadać pytanie, dlaczego mimo braku wzajemności ze strony chińskiej, państwo polskie będzie zwalniać z części podatków przedsiębiorców chińskich, którzy rozpoczną działalność na terenie centrów logistycznych.

Nadto zauważyć należy, iż centra będą wprowadzać chińskie produkty na rynek polski i unijny. Czy na tym ma polegać „przyspieszenie rozwoju gospodarczego kraju”? Nasuwa się niestety smutna konstatacja, że tak.

 

Więcej informacji o wprowadzeniu Chińczyków na polski rynek >>

 

 

Krzysztof Krasowski

4 miliardy złotych to według informacji z mediów jego roczny koszt utrzymania. Ostatnim hitem jest kolejna "informatyzacja" za 600 mln złotych. Takiego tempa tworzenia wydatków nie wytrzymałaby nawet Arabia Saudyjska, a co dopiero Polska...

Jednak ekipa Donalda Tuska ani myśli o reformie ZUS i reformie systemu ubezpieczeń społecznych. Nie sposób zakładać, że nie wie co dzieje się w ZUS i jak marnotrawione są publiczne pieniądze. Dlaczego Tusk pozostaje bezczynny od wielu lat?

Wałęsa wypaplał, że Polska ma być landem Niemiec. Konsekwentne zadłużanie III RP i blokowanie reformy państwa zdaje się potwierdzać ponury news Wałęsy oraz tezę postawioną przez Andrzeja Jędrzejewskiego – czytaj jego wypowiedź >>

 

 Skan strony Onet.pl

 

Skan strony SE.pl

Skan strony Fakt.pl

Prezes Derdziuk - skan z zasobów Google.pl

komornik w akcji

Bój o bankowy tytuł egzekucyjny wskazuje, że finansjera i zagraniczne banki nastawione na maksymalny zysk dyktują decyzje polityczne i gospodarcze polskiemu rządowi.


W składzie Rady Gospodarczej przy Premierze RP większość członków wiąże swoją przyszłość z ponadnarodowymi instytucjami finansowymi. Nie jest więc zaskoczeniem, że rząd Tuska stanął w obronie banków i zablokował likwidację BTE. Co z tego, że sejm będący reprezentantem narodu przegłosował zakładającą to nowelizację Prawa Bankowego w pierwszym czytaniu i skierował ją do prac w komisjach, skoro premierowi i ministrowi Jackowi Rostowskiemu z tą decyzją jest nie po drodze? W rezultacie poselska inicjatywa nie trafiła w ogóle pod obrady rządu, a Platforma już zapowiedziała że w Sejmie zgłosi wniosek o odrzucenie likwidacji BTE. No, ale jak Tusk zadłużający razem z Rostowskim kraj w bankach na lewo i prawo, mógłby zachować się inaczej.To, że państwo polskie jest tworem typowo opresyjnym, przekonujemy się na co dzień na własnej skórze. To nie tylko podatki, akcyzy i inne daniny, mające załatać dziurawy budżet spółki Tusk-Rostowski, ale także wspomniany bankowy tytuł egzekucyjny, służący bankom do uprawiania lichwy, szantażowania dłużnika i puszczenia go nagim i bosym przy pomocy komornika. Tak poprzez BTE zrobiono chociażby w 2009 roku z przedsiębiorcami oszukanymi przez banki na opcjach walutowych, których postawiono przed wyborem podpisania „ugody” z bankiem, zapłacenia nieistniejących zobowiązań lub bezprawnych roszczeń, a w przeciwnym razie - zabrania im całego mienia. Ci co się szantażowi banków nie poddali wygrywają po latach sprawy sądowe, ale ich firmy już nie istnieją, a pracownicy zostali bez pracy.

 

Prezes Stowarzyszenia Poszkodowanych Przez Opcje Walutowe ujawnił na facebooku, że „100 procent BTE jakie wystawiły banki przedsiębiorcom w sprawach tzw. opcyjnych, a które zostały zatwierdzone przez sądy i zostały opatrzone „klauzulą wykonalności” wydano na podstawie ... rozmów telefonicznych między pracownikami banków, a przedsiębiorcami. W 2009 roku banki wystawiły ponad 700 tys. BTE !!!! (dane Związku Banków„Polskich”).” Brzmi to jak ponury żart, ale żartem nie jest.

Jeśli więc ktoś ma złudzenia, że żyje w kraju demokratycznym to bankowy tytuł egzekucyjny takich złudzeń go pozbawia. To nieistniejące w innych krajach prawne narzędzie represji państwa wobec własnych obywateli ma rodowód stalinowski gdy zostało wprowadzone dekretem w latach stalinowskich pod nazwą bankowego tytułu wykonawczego roku dla łatwiejszego przejmowania przez komunistów majątków. Do złudzenia przypomina decyzje administracyjne wydawane przez urzędy skarbowe z klauzulą natychmiastowej wykonalności. Decyzja zapada bardzo szybko, a dłużnik niech się potem martwi, bo to na niego przerzuca się ciężar odpowiedzialności. O skali procederu świadczy choćby fakt, że obecnie zadłużenie Polaków wynosi około 40 miliardów złotych, liczba postępowań egzekucyjnych stale wzrasta. W 2008 roku było ich 1912792, ale w zeszłym roku już około pięciu milionów.
Za Rostowskiego i jego poprzedników w sprawach bank-obywatel również działają sądy kapturowe. Ich mechanizm jest prosty: bank jednostronnie wystawia BTE i w ciągu trzech dni na zamkniętej sesji sądu bez wiedzy i udziału klienta banku uzyskuje tzw. klauzulę wykonalności. Sąd nie bawi się w takie drobiazgi jak sprawdzenie, czy w danym przypadku bank nie dopuścił się fałszerstw i czy jego roszczenia są zasadne, co go bowiem obchodzi że represje dotkną czasami Bogu ducha winnych ludzi? Sąd robi swoje, czyli stoi na straży interesów banku, który po otrzymaniu egzekucji idzie z nią do komornika. Ten szybciutko, bo sam ma z tego całkiem spore pieniądze, rusza do akcji. Przedsiębiorcy zajmuje jego konta bankowe, szaremu „Kowalskiemu” - mienie czy pobory.
Warto dodać, że komornik zajmując konta przedsiębiorcy w istocie zajmuje pieniądze na wynagrodzenia pracowników, czyli to pracownikom i ich rodzinom zabiera środki do życia. Tymczasem jak istnieje kwota wolna od zajęcia analogicznie powinien zostać wprowadzony przepis, że kwota przeznaczona przez właściciela firmy na wynagrodzenia w danym miesiącu powinna być wolna od zajęcia. Według wzoru: ilość pracowników w firmie razy przeciętne wynagrodzenie.
Wiceprezes Związku Banków Polskich, Jerzy Bańka, nie może się więc BTE nachwalić. Dłużnicy powinni skakać do góry z radości, że on istnieje, bo postępowanie jest szybsze, tańsze i prostsze, a dłużnik nie ponosi kosztów procesu sądowego. Gdyby nie BTE to klient banku zadłużony na 100 tys. zł w razie konieczności skierowania sprawy o zapłatę do sądu musiałby zapłacić 500 zł, tymczasem koszt nadania klauzuli wykonalności dla BTE to tylko 50 zł.
16 lipca wydawało się już, że zbliża się wreszcie moment, gdy bankowy tytuł egzekucyjny wreszcie diabli wezmą. Sejm z inicjatywy posłów Prawa i Sprawiedliwości zaledwie czterema głosami przyjął projekt zmian w Prawie Bankowym, likwidujący BTE, którego istnienie podważają także rzecznik praw obywatelskich, Urząd Ochrony Konsumentów i Konkurencji, Najwyższa Izba Kontroli czy Komisja Nadzoru Finansowego. Zdaniem autorów projektu dochodzi do naruszenia przez BTE zasady równości umów, a uzasadniając swoją propozycję, powołali się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że niekonstytucyjne jest nadawanie mocy prawnej dokumentu urzędowego dokumentom wystawianym przez banki, gdyż daje im to za wiele korzyści w stosunku do klientów.
W mediach i depeszach Polskiej Agencji Prasowej o tym nawet nie wspomniano, nagłaśniając w tym czasie sprawę uboju rytualnego. Być może dlatego, że projekt poparło też ośmiu posłów z koalicyjnego PSL, w tym Waldemar Pawlak, którego resort w czasie gdy był ministrem gospodarki, przygotował projekt zmian w Prawie Bankowym ograniczający bankową egzekucję. Od głosu, wbrew własnemu rządowi, wstrzymał się obecny przewodniczący PSL i wicepremier Janusz Piechociński, za to murem za zagraniczną finansjerą, kontrolującą polską bankowość, stanęła Platforma Obywatelska, która domagała się odrzucenia projektu w całości.
Interesująco zachowali się politycy deklarujący budowę prawicy konserwatywnej i wolnorynkowej. Jarosław Gowin, ex-Platforma Obywatelska, zagłosował razem z PO. Czy mógł zresztą inaczej? To właśnie w czasie gdy Gowin kierował resortem sprawiedliwości, jeszcze bardziej na szyi Polaka zaciśnięto pętlę finansową i ulepszono BTE, zmieniając go na BTE 2.0, poprzez wprowadzenie elektronicznej egzekucji przez Internet oraz scedowanie w procedurze nadania BTE tytułu wykonawczego roli sędziego na... referendarza sądowego.
Republikanin Przemysław Wipler chyba nie za bardzo wiedział jak się zachować, gdyż przezornie nie wziął udziału w głosowaniu. Jednak internauci – i jak sądzę nie tylko oni – pamiętają do dziś jego postulaty zwiększenia ilości komorników i zwiększenia skuteczności egzekucji zawarte w opublikowanym na salonie24.pl w marcu br. tekście „Podwoimy liczbę komorników”. Dziś – dziwnym trafem – tekst ten już na blogu Wiplera nie jest dostępny. Pewnie nie pasował do wizerunku odnowiciela...
Więc PSL zachował się w tej sprawie przyzwoicie. Nic dziwnego, że finansiści chcą na miejsce Piechocińskiego podstawić w roli koalicjanta Tuskowi Millera, który jest bardzie przewidywalny. A SLD i palikotowcy aż nogami przebierają aby dostać się do koryta.

 

zrodlo wrotapodlasia.pl

W Białymstoku gościli niedawno przedstawiciele Państwa Środka i nie była to przypadkowa wizyta. Zdecydowała bliskość granicy z Białorusią, Litwą, Rosją i Ukrainą oraz możliwość nawiązania współpracy w wielu dziedzinach, zwłaszcza handlu. Przedstawiciele z Chin wybrali województwo podlaskie, ponieważ interesują ich tereny inwestycyjne przeznaczone pod działalność handlową. W związku z tym nasz region jest dla nich niezwykle atrakcyjny.

 

Delegacja, która przyjechała do nas z Chongzuo liczyła kilkanaście osób. Znaleźli się w niej przedstawiciele powiatów, chińskich stref ekonomicznych, przedsiębiorcy, a także osoby odpowiedzialne za współpracę międzynarodową i rozwój turystyki. Partnerzy z Chin zainteresowani są współpracą gospodarczą, turystyczną oraz kulturalną z przedstawicielami Białegostoku i województwa podlaskiego.

 

Bezpośrednim celem spotkania było podpisanie listu intencyjnego w sprawie ustanowienia relacji miast partnerskich między Białymstokiem a Chongzuo leżącego na południu Chin, w autonomicznym regionie Kuangsi – Czuang niedaleko granicy z Wietnamem. Chińskiej delegacji przewodniczył Huang Ke, sekretarz Komitetu Komunistycznej Partii Chin miasta Chongzuo. Natomiast stronę polską reprezentował prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski.

 

Najważniejszym punktem wizyty było omówienie sprawy handlu międzynarodowego. Chińczycy liczą, że współpraca z Białymstokiem otworzy im drzwi nie tylko na rynek lokalny, ale też wschodni. Władze Białegostoku chcą przekonać Chińczyków do inwestowania u nas, np. na terenie podstrefy Suwalskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej w Białymstoku.

 

Zdaniem prezydenta Truskolaskiego możliwości są spore we wzajemnej współpracy gospodarczej.

 

- Doskonale wiemy, jak dobrze rozwija się obecnie gospodarka Chińskiej Republiki Ludowej, to kraj, z którym cały świat chce obecnie nawiązać współpracę. Na spotkaniu chcemy przedstawić ofertę Białegostoku, możliwość inwestowania w podstrefie ekonomicznej. Z kolei naszym biznesmenom zostanie zaprezentowana oferta współpracy strony chińskiej - podkreślał prezydent Białegostoku.

 

- Przyjechaliśmy tutaj, bo chcemy uczestniczyć w rozwoju miasta Białegostoku i tej części Europy. Białystok jest pierwszym miastem w Polsce, z którym podpisaliśmy umowę partnerską. Zależy nam na otwarciu na świat i ufamy, że znajdziemy wspólne obszary które nas łączą i które wspólnie będziemy mogli rozwijać. Naszym głównym zamiarem jest nawiązanie stosunków handlowych. Białystok jest blisko granicy z Białorusią – mówił na spotkaniu sekretarz Huang Ke.

 

Chonguzo to bardzo młode miasto. Z informacji przekazanych przez gości z Chin wynika, że powstało zaledwie dziesięć lat temu, w 2003 roku. Mimo to jest już prawie ośmiokrotnie większe od Białegostoku i liczy obecnie około 2,4 mln mieszkańców. Uznawane jest za chińską stolicę cukru i w związku z tym razem z sekretarzem do Białegostoku przybyło też dwóch prezesów konsorcjów cukrowych. Ponadto rejon Kuangsi – Czuang jest największym producentem czerwonego drzewa sandalin.

 

Okazuje się, że chińskie produkty są już od dawna dostępne na białostockim rynku. Takim przykładem mogą być meble, które są oferowane w sklepach i wystarczy przejechać się np. na ul. Przędzalnianą w Białymstoku żeby je zobaczyć. Podaje adresy stron internetowych niektórych chińskich producentów mebli sprzedawanych na polskim rynku (zob. www.singways.com, www.landbondbalta.com, www.valencasa-hk.com, www.landbond.com).

 

Co ciekawe importerzy często usuwają znaki identyfikacyjne chińskich producentów w celu ukrycia azjatyckiego pochodzenia produktu i nadają tym towarom europejsko brzmiące nazwy, najczęściej angielskie, włoskie lub hiszpańskie. Ma to związek z ogólnie panującą opinią o niskiej jakości chińskich produktów.

 

Trzeba pamiętać, że Sejm ustawą z dnia 20 kwietnia 2004r. o zmianie i uchyleniu niektórych ustaw w związku z uzyskaniem przez Rzeczpospolitą Polską członkostwa w Unii Europejskiej ( Dz.U. Nr 96, poz. 959 z późn. zm. ) z dniem 1 maja 2004r. usunął obowiązek podawania przez sprzedawców informacji o kraju pochodzenia sprzedawanego towaru.

 

W Polsce ponad 50% artykułów przemysłowych sprzedawanych w sklepach jest produkowanych w Chińskiej Republice Ludowej. W szczególności chodzi tu o sprzęt RTV i AGD, odzież, obuwie, galanteria skórzana, biżuteria i zegarki, pościel, firanki, meble, wyposażenie domu i sklepu, artykuły chemiczne, glazura i terakota, elektronarzędzia, artykuły biurowe i szkolne, książki, części samochodowe, artykuły wędkarskie, sztuczne kwiaty, pamiątki z pobytu nad Bałtykiem czy Podhalu, ozdoby choinkowe, koszyki wielkanocne, zabawki, upominki i ................... wiele innych. Nadto Chińczycy eksportują do Polski żywność m.in. truskawki, czosnek, karpie, jak również maszyny i urządzenia np. statki, pręty stalowe itd.

 

Wynika to z masowego przenoszenia produkcji przez firmy europejskie i amerykańskie do Chin w celu obniżenia kosztów produkcji. Najsłynniejsze firmy, np. Electrolux czy Philips, przeniosły część swojej produkcji właśnie na Daleki Wschód. W Europie czy USA są wyższe koszty pracy niż w krajach azjatyckich.

 

Powyższe zjawisko dotyka również polskie firmy, które także przenoszą miejsca pracy z Polski za granicę. Takim przykładem może być firma Zelmer S.A, która część swoich wyrobów wytwarza w fabrykach na Dalekim Wschodzie. Innym przykładem jest największa polska spółka odzieżowa LPP S.A. ( właściciel marek Reserved, Cropp, House ), która szyje ubrania w szwalniach w Bangladeszu.

 

Po wizycie delegacji z Chin pojawiło się pytanie, czy w Białymstoku zostanie zbudowana druga Wólka Kosowska, czyli gigantyczne centrum handlu hurtowego z chińskim towarem.

 

Zgodnie z planem miejscowym dopuszcza się zagospodarowanie terenów podstrefy Białystok Suwalskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej pod zabudowę produkcyjną, w tym lokalizację baz, składów, handlu hurtowego lub specjalistycznego oraz zabudowę usługową wraz z obiektami i urządzeniami towarzyszącymi oraz zielenią urządzoną.

 

Dodajmy, że chiński inwestor może liczyć na szereg ulg podatkowych i preferencji, które mają zastosowanie w specjalnych strefach ekonomicznych istniejących w Polsce.

 

Ponadto wskazać też należy, iż chińskie ośrodki handlowe już od wielu lat istnieją w Polsce. Do nich należy kompleks centrów handlowych w Wólce Kosowskiej pod Warszawą w gminie Lesznowola, który po likwidacji targowiska na Stadionie X-lecia stał się jednym z największych ośrodków handlu hurtowego towarami importowanymi z Chin, Turcji i innych krajów azjatyckich w Polsce. Inne ośrodki skupiające cudzoziemców to m.in. Chińskie Centrum Handlu Hurtowego (SCC Poland International Trade Center) znajdujące się w miejscowości Jaworzno w województwie małopolskim, ok. 15 km od Katowic, hala chińska w podłódzkim Rzgowie i Centrum Hal Targowych przy ul. Marywilskiej 44 w Warszawie.

 

Należy również pamiętać, że chiński towar jest dostępny w hipermarketach i sklepach dyskontowych oraz jest sprzedawany na bazarach i targowiskach w całej Polsce. Powstają „chińskie” domy towarowe czy sklepy w dużych i mniejszych miastach na terenie kraju. W Białymstoku sklepy z chińskim towarem już od kilku lat funkcjonują pod nazwą „Chińskie Centrum Handlowe” przy ul. Lipowej w dawnym kinie Pokój i z tyłu bazaru „Madro” przy ul. Kolejowej oraz w budynku kamienicy „Frankowskiego” na rogu ul. Rynek Kościuszki z ul. Sienkiewicza.

 

Pierwsza hala targowa w Wólce Kosowskiej na terenie Chińskiego Centrum Handlowego zbudowana została już w 1994r. przez spółkę z chińskim kapitałem tj. GD Poland Investments Sp. z o.o. Obecnie chińska spółka posiada 6 hal handlowych i 4 budynki magazynowe rozmieszczone na terenie blisko 40 ha gruntów oraz obejmuje ok. 150 000m² powierzchni zabudowy. W ponad 1000 najemców boksów w tych halach reprezentuje około dziesięciu różnych narodowości, a trzecią co do wielkości grupę wśród nich stanowią Polacy. Spółkę inwestycja kosztowała 150 mln euro.

 

Powodem zainwestowania w 1994r. przez spółkę w Chińskie Centrum Handlowego w Wólce Kosowskiej była bliskość rynków wschodnich, a także sąsiedztwo Niemiec, w którym znajdują się porty przeładunkowe dla towarów sprowadzanych z Azji drogą morską. Ponadto o decyzji budowy centrum handlowego zaważyła bliskość i istnienie dróg dojazdowych do Warszawy oraz posiadanie przez gminę Lesznowola obowiązujących planów zagospodarowania przestrzennego.

 

Chińska inwestycja ściągnęła inny kapitał zagraniczny i w pobliżu WólkiKosowskiej powstały kolejne inwestycje o charakterze handlowym. W niektórych prowadzony jest także handel detaliczny, nastawiony na mieszkańców Warszawy np. Centrum Handlowe Maximus w Nadarzynie.

 

W Wólce Kosowskiej dział w sumie kilka niezależnych centrów handlowych, położonych w bliskim sąsiedztwie, z których każde składa się z kilku hal. Centra zarządzane są przez odrębne spółki z zagranicznym kapitałem. Oprócz zarządzanej przez Chińczyków GD Poland Investments Sp. z o.o., należą do nich:

 

- ASG-PL Sp. z o.o. ( prowadzi Centrum Handlowe ASG, zarząd wietnamski, 3 hale, pierwsza hala otwarta w 2002r., ok. 100 działających firm );

- EACC Investments Sp. z o.o. ( prowadzi Europejsko – Azjatyckie Centrum Handlowe, zarząd turecko - wietnamski, 4 hale, pierwsza hala otwarta w 2003r., ponad 250 działających firm );

- ASEANPL Sp. z o.o. ( prowadzi Polskie Centrum Handlowe, zarząd wietnamski, 2 hale, pierwsza hala otwarta w 2007r., ok. 450 lokali handlowych );

- ASEANEU Sp. z o.o. ( prowadzi Centrum Handlowe ASEANEU, zarząd wietnamski, 3 hale, pierwsza hala otwarta w 2008r., ok. 160 lokali handlowych ).

 

Centra handlowe w Wólce Kosowskiej stanowią zorganizowaną przestrzeń handlową w postaci hal targowych, posiadająca klimatyzację oraz monitoring. Poszczególne centra handlowe posiadają swoje strony internetowe w kilku wersjach językowych. W większości hal sprzedawana jest odzież, obuwie, kosmetyki, artykuły AGD i innego rodzaju towary. Ponadto w kilku halach prowadzona jest wyłącznie sprzedaż hurtowa.

 

Ośrodek handlowy w Wólce Kosowskiej powszechnie nazywany jest chińskim, choć skupia handlowców z różnych krajów, m.in. z Wietnamu, Chin i Polski, ale także dużą grupę stanowią przedstawiciele Turcji, Pakistanu czy Indii.

 

Klientami centrów handlowych w Wólce Kosowskiej są przede wszystkim Polacy. Dużą grupę stanowią też goście za wschodniej granicy m.in. z Białorusi, Ukrainy, Litwy, Łotwy, Estonii, a także ze Słowacji czy Rumunii. Przyjeżdżają zaopatrywać się w hurtowe ilości towaru. Większość towaru sprzedawana jest w ramach transakcji bezpośrednich, choć niektóre firmy umożliwiają także samodzielny zakup za pośrednictwem stron internetowych lub portali takich jak allegro.pl.

 

Reasumując, wskazać należy, że władze lokalne wiążą spore nadzieje z wizytą chińskiej delegacji w Białymstoku. Oczekują chińskich inwestycji na terenie podstrefy Suwalskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej w Białymstoku. Problem w tym, że Chińczycy są głównie zainteresowani dystrybucję swoich tanich towarów dla klientów polskich jak i zza wschodniej granicy. Można się tylko zastanawiać czy w Białymstoku powstanie gigantyczne centrum handlu hurtowego z chińskim towarem na wzór Wólki Kosowskiej, z tysiącami obywateli chińskich, z olbrzymią ilością punktów sprzedaży i chińskich firm. Niewątpliwie chińska inwestycja będzie zagrożeniem dla kupców z ul. Kawaleryjskiej, którzy mogą nie wytrzymać konkurencji cenowej z tanimi towarami importowanymi prosto z Chin. Co więcej do Białegostoku mogą przyjechać rezydenci potężnych chińskich firm z branży odzieżowej.                                                                                             

 

 

KrzysztofKrasowski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

faszywy Kossak

Po 1990 roku mamy do czynienia z usługami i produktami dla klientów drugiej kategorii - produktami dla gojów

 

Zmodyfikowany krzyż w wersji świadkowojehowej w logo Amber Gold ostrzegać miał  osoby zorientowane aby nie korzystały z "usług" tej "firmy". Nabierać mieli się chrześcijanie, goje. Obserwuję zmiany na popularnym miejskim deptaku w Białymstoku. Wywindowane ceny za wynajem lokali mogą opłacać tylko takie firmy jak Amber, które pozostawiają po sobie długi i niespłacone zobowiązania. Amber w Białymstoku wynajmował atrakcyjny lokal od miasta, płacił drożej niż uczciwi handlowcy, którzy bankrutują nie mogąc sprostać horrendalnym cenom stawek za wynajem. Na miejscu sympatycznej kafejki mamy kolejny punkt udzielania kredytów. Jedyna białostocka spółka giełdowa - ogłoszona liderem lokalnego biznesu zajmuje się... czym? No czym? Zadłużaniem biedaków od Mrągowa po Biłgoraj. Kredyt dla gojów to taki kiedy za pożyczone 4 tysiące po 3 latach trzeba spłacić 10500.

 

Są i inne rodzaje usług dla gojów. Np. agencje towarzyskie. To błyskawiczny i ordynarny seks dla gojów. Fast foody z niewiadomego pochodzenia 'hamburgerami" i sexfasty ze stawkami 150 szekli za 30 minut.

 

Gorszy produkt wypiera lepszy. Rosja słusznie zablokowała dostawy wędlin z Polski. "Parówki", "szynka", "kiełbasa" są produkowane z ... i całkowicie niejadalne. Ja tego świństwa nie ruszam.

 

Nawet obecny knesset na Wiejskiej w porównaniu z  tym z 1991 roku to chlew. Była co prawda Anastazja, ale to kurtyzana luksusowa. Gojom wystarczy na uciechę "Anna Grodzka".

 

Mamy autostrady dla gojów z 5 cm warstwą asfaltu, "Taniec z gwiazdami" - rozrywka dla gojów, "Newsweek" - publicystyka dla gojów. A internet? Konkurencyjny salon24 to portal dla blogergojów. Strona główna jest zarezerwowana dla Eli Barbura, katolicy i pozostali goje  mogą sobie komentować anonimowo i do czasu aż im koszerny admin zezwoli.

 

Nawet sztuka dla gojów jest innego sortu. Te "Kossaki", które otrzymywał jako łapówki dyrektor mazowieckiej GDDKiA można kupić na rosyjskim odpowiedniku allegro po 14 tysięcy dolarów za sztukę w ilościach hurtowych.

 

Armia dla gojów (kierunek Irak), sądy dla gojów (orzecznik Igor Tuleya), egzaminy na prawo jazdy dla gojów, śmierdzące i niepunktualne pociągi dla gojów, kłamliwa telewizja dla gojów WSI24, partie polityczne dla gojów z Biłgoraja, trująca wódka dla gojów, praca na zmywaku w Anglii lub w Nowym Jorku u koszernego, "Uczelnie wyższe" produkujące bezrobotnych gojów.

panda

Zakaz handlu złotem wprowadzony przez Allegro uderzył w prywatnych inwestorów utrudniając im możliwość zbycia walorów. Ale internet jest demokratyczny i w następnych odcinkach cyklu przyjrzymy się możliwościom zbywania złota.

Złote monety dzielimy na kolekcjonerskie i bulionowe, czyli takie, które nie są legalnym środkiem płatniczym. Te ostatnie występują także w odmianie proof, co oznacza, że bite są stemplem lustrzanym czyli staranniej wykończone. Niestety takie monety są nawet 3-krotnie droższe odbulionowych i nie wiem, czy warto w nie inwestować. Zawartość złota jest ta sama, a możliwość uszkodzenia monety powoduje jej natychmiastowy spadek wartości. Monety proof są wartościowe o ile nigdy nie były wyjmowane z fabrycznego opakowania. No to po co nam takie złoto, którego nie możemy dotknąć?

Im wyższa waga złotej monety, tym niższa cena za gram. Oznacza to, że np. za równowartość monety o wadze 1 uncji możemy nabyć już tylko 9 oddzielnych o wadze 1/10 uncji.

Zawartość złota w monecie waha się od 90% próba 900, południowoafrykańskie krugerrandy próba 917, złoto dukatowe próba 986, monety bulionowe próba 999,9 (panda chińska, australijski kangur, kanadyjski liść klonowy).

Niektóre monety kolekcjonerskie wyceniane są kilkakrotnie wyżej niż wartość zawartego w nim złota.  Mennice próbują też sprzedawać w ten sposób monety bulionowe jak już wspomnieliśmy wykańczając je staranniej lub emitując w niskich nakładach. Osobiście uważam, że nie warto przepłacać. W czasach kryzysu liczy się tylko waga i autentyczność monety.

Zanim przystąpimy do inwestowania warto nabyć kilka katalogów. Osobiście zgłosiłem administratorom Allegro kilka przypadków wystawienia nieautentycznych monet. Moje uwagi zakończyły się usunięciem aukcji. Monety których ja osobiście unikam to cekiny weneckie (sam mam trudności z oceną autentyczności większości(!) egzemplarzy. Jedyny dobry katalog monet weneckich autorstwa hrabiego Papadopoli kosztuje ponad 400 euro. Trzeci tom tego wydawnictwa to absolutny biały kruk.

Bardzo często występują też imitacje "świnek" czyli pięciorublówek rosyjskich i dwudziestodolarówek amerykańskich.

Spośród monet bulionowych najtańsze są chińskie pandy nawet od 5 do 10 procent tańsze od monet z Australii i RPA. Osobiście polecam więc chińskie pandy zarówno ze względu na cenę jak i przepiękny design. Każdy rok (bite są od 1982 roku) to inny wizerunek pandy. W podobnej cenie możemy nabyć kanadyjski Maple Leaf czyli liść klonowy. Tutaj jednak roczniki różnią się od siebie jedynie portretem królowej Elżbiety. A więc do zbioru wystarczą nam po dwie monety kanadyjskie w każdej wadze 1 oz, 1/2, 1/4, 1/10, 1/20 uncji. Krótka ławka dla kolekcjonera.

Najprzyjemniejsze jest zbieranie australijskich nuggetów i kangurów. Jako ciekawostkę podam, że mennica w Perth zatrudnia bardzo sympatycznych i kompetentnych ludzi. Na mój email z pewna sugestia uzyskałem niemal natychmiast bardzo wyczerpująca odpowiedź. Widać, że im się chce pracować i dbają o image, a nie tylko o dużych klientów.

Do wyboru mamy jeszcze brytyjskie suwereny i austriackie dukaty, korony oraz floreny. Najlepszym miejscem do ich zakupu jest bank. Mamy certyfikat, a cena ulega codziennym korektom.

Więcej artykułów…