19
N, Sie

Skan ilustracji z dziennika Fakt

Czy Polacy, mieszkańcy postkomunistycznych spółdzielni mogą korzystać z praw konstytucyjnych tak jak inni obywatele? Czy mogą decydować o swoim majątku? Sposobie wydatkowania pieniędzy czynszowych? Czy mają prawo do demokratycznych wyborów?? Czy mają prawo do własności?? Czy są chronieni przed mafiami spółdzielczymi??

Rok 2017. Kobieta zbierajca puszki w blokowisku spdzielni

Spółdzielczość mieszkaniowa jest pogrążona w rażącej patologii i wynaturzeniach w obszarze prawa, stosunków społecznych i gospodarczych oraz utrwalającego się bezprawia, różnorakich nadużyć wobec podmiotowych i majątkowych praw spółdzielców.

Oto lista szkodliwych zjawisk, powodujących pogłębianie się kryzysu w postkomunistycznej spółdzielczości.

1. Niespójne a nawet kryminogenne zapisy w ustawie prawo spółdzielcze i w ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych, "pozwalające" kauzyperdom na tworzenie opinii.

2. Statut spółdzielni rażąco niezgodny z prawem spółdzielczym i innymi przepisami prawa np. ustawą o rachunkowości, wpisany do rejestru sądowego ułatwiający władzom spółdzielni nadużycia. Kombinowanie przy statucie przez ludzi nie posiadających wiedzy.

3. Wyłanianie organów przedstawicielskich z rażącym naruszeniem zasady reprezentatywności (brak kworum), co powoduje tworzenie się klik trudnych do wyeliminowania.

4. Zawyżanie opłat ( fundusz remontowy i eksploatacji) wbrew zasadzie: non-profit i po rzeczywiście ponoszonych kosztach przez spółdzielnie. Ustalanie opłat przez rady nadzorcze a nawet przez pozaustawowy twór zwany radą osiedla bez planu gospodarczego na dany rok.

5. Rozliczanie kosztów dostawy ciepła i wody wbrew wskazaniom liczników wody i c.o. Stosowanie nielegalnych podzielników ciepła.

6. Olbrzymie nadużycia w procedurach przekształceń własnościowych zwłaszcza mieszkań lokatorskich. Zawyżanie rynkowej wartości mieszkań i zaniżanie wniesionych wkładów mieszkaniowych. Hamowanie procesu przekształceń pod pozorem legalności.

7. Ustawianie przetargów i ich organizowanie w sposób sprzeczny z prawem.

8. Fałszowanie bilansów i sprawozdań oraz dokumentacji z badania bilansów przez biegłych w tym zakresie [manipulacje informacjami]

9. Wykluczanie z listy członków głównie pod pretekstem często fikcyjnego zadłużenia w opłatach oraz rzekomego naruszania zasad współżycia społecznego, co oznacza krytykę spółdzielni.

10. Lustracje (raz na 3 lata) przeprowadzane są tak, aby niczego nie wykryć i wystawić władzom spółdzielni dobrą ocenę. Lustracje są fikcyjną formą kontroli.

11. Spółdzielnie mieszkaniowe prowadzą nielegalną działalność developerską,budują mieszkania nie dla członków i ich rodzin, lecz tak jak deweloper dla każdego, kto się zgłosi, zawyżają ceny, nie płacą podatków, bo robią to rzekomo "non profit" a zyski wprowadzają w szarą strefę. Ze środków funduszy spółdzielców.

12. Z tak zwanego funduszu remontowego wykonywane są np. ocieplania budynków traktowane później jako rzekome modernizacje a członkowie spółdzielni zmuszani są do udziału w kosztach tych rzekomych modernizacji.

13. Zatrudnianie w spółdzielniach członków rodzin prezesów lub popleczników z sądów, prokuratur i policji oraz innych VIP-ów osłaniających spółdzielnię przed rzeczywistą kontrolą jej gospodarki i przed wszelką odpowiedzialnością cywilną i karną.

14. Uczestnictwo radców prawnych zatrudnianych w spółdzielniach i opłacanych przez członków, w legalizowaniu wszelkich nadużyć i przekrętów i nadawanie im pozorów legalności. Pobieranie przez radców prawnych wysokich opłat za zastępstwo procesowe przed sądem w sporach sądowych spółdzielni z jej członkami, co zniechęca wielu poszkodowanych członków spółdzielni do korzystania z drogi sądowej dochodzenia swych roszczeń w obawie przed przegraniem procesu i poniesienia wysokich kosztów zastępstwa procesowego.

15. Utajnianie przed członkami spółdzielni olbrzymich wynagrodzeń najróżniejszych nagród i premii wypłacanych członkom zarządów i rad nadzorczych.

16. Wydawanie przez spółdzielnie tytułów prasowych, przeważnie miesięczników, na koszt spółdzielców z rażącym naruszeniem karnych
przepisów prawa prasowego. Wydawane tytuły prasowe w wyniku przekłamań, upowszechniają nieprawdę, wprowadzając w błąd spółdzielców, sławią rzekome sukcesy gospodarcze i społeczne spółdzielni.

17. Brak podmiotowości członków przy bezczelnej samowoli tzw. władz spółdzielni - totalne!

18. Sprzedawanie w sposób korupcyjny mieszkań i lokali użytkowych z tak zwanego "odzysku" i przekupywanie w ten sposób ważnych instytucji (sądy,prokuratura).

 

Pan pierwszy zauważył patologię komunistycznej spółdzielczości! Liczymy, że usłyszy Pan nasz głos, głos milionów Polaków... zniewolonych i wyzyskiwanych w postkomunistycznych spółdzielniach.

 



Oprac. Maria Kondratowicz

Decyzja MOPR ws. dodatku mieszkaniowego

Postkomunistyczne spółdzielnie-molochy degradują człowieka. Są synonimem ubezwłasnowolnienia, korupcji i głębokich patologii niszczących spółdzielczą ideę zrzeszania.

Ekonomiczny wyzysk ludności egzystującej w spółdzielniach to niestety nie jedyny negatywny skutek braku reformy spółdzielczości PRL. Okazuje się, że pseudospółdzielczość jest również problemem i kosztem dla samorządu, ponieważ generuje duże wydatki i obciążenia w ramach pomocy społecznej, któreprzy zdrowej spółdzielczości byłyby radykalnie niższe.

Przy normalnej, demokratycznej spółdzielczości nie dochodziłoby do obciążania samorządu sztucznie zwiększonymi wydatkami na materialną pomoc najuboższym, wymuszania finansowania kosztów spółdzielczych eksmisji oraz obarczania nakładami na przeciwdziałanie przestępczości, szerzącej się w spółdzielniach-molochach i osiedlach eksmisyjnych.

Zobaczmy dosadny przykład społecznego i samorządowego, a więc i państwowego, kosztu istnienia postkomunistycznych spółdzielni-molochów.

Białystok: młode małżeństwo z dzieckiem wynajmuje mieszkanie w jednej z białostockich spółdzielni. Czynsz naliczany przez zarząd SM za 33,8 m2, w biednym Białymstoku, wynosi aż 343,71 zł miesięcznie.

Zobacz skan struktury naliczanego czynszu.


Młoda rodzina z małymi dochodami wystąpiła do białostockiego MOPR o dodatek mieszkaniowy. Otrzymała pomoc w kwocie 357,34 zł czyli odrobinę ponad stawkę czynszu spółdzielni. W decyzji MOPR zawarto informacje, o przekazywaniu środków bezpośrednio do kasy SM. Zatem wspierana przez MOPR rodzina nie dysponuje przydzielonymi pieniędzmi. Dodatek skalkulowany i wypłacony przez MOPR na podstawie nierynkowego, uznaniowego czynszu konsumuje spółdzielnia. W wielkich postkomunistycznych spółdzielniach wskutek braku demokratycznych wyborów zrzeszeni, zarówno właściciele lokali jak posiadacze spółdzielczych tytułów do lokali, nie mają wpływu na stawki narzucanych opłat i sposób wydawania pieniędzy. Spółdzielnie zakwalifikowane w ustawie jako własność prywatna mają całkowitą swobodę w polityce czynszowej i wydatkach.

Zobaczmy teraz jak wygląda koszt utrzymania zbliżonego metrażem mieszkania w przykładowej białostockiej wspólnocie. Wspólnota, podobnie jak spółdzielnia, administruje budynkami w centrum miasta. Za mieszkanie o powierzchni 34,01 m2 nalicza 255,21 zł, czyli o 88,50 zł mniej miesięcznie niż SM. Rocznie to daje oszczędność aż 1062 zł  w porównaniu do spółdzielni!!!!


Co to oznacza w praktyce: Młodzi, gdyby mieli wolnorynkowego zarządcę, w skali roku mogliby zaoszczędzić 1062 złote. A białostocki MOPR kalkulując dodatek na podstawie rynkowego, wspólnotowego czynszu, ustaliłby dodatek mieszkaniowy nie 357 zł a na poziomie 260 złotych. Czyli rocznie wypłaciłby o 1168 złotych mniej!!!

Wnioski:

1. Zreformowanie postkomunistycznej spółdzielczości mieszkaniowej i odbudowanie idei prawdziwej spółdzielczości obniży koszty egzystencji milionom Polaków.

2. Prawo wyboru zarządcy i decydowanie o wydatkach ograniczy koszty czynszowe, przyśpieszy remonty i zapewni lepszą dbałość o budynki.

3. Obniżenie kosztów zarządzania dzięki reformie, uczyni zasoby spółdzielcze bardziej konkurencyjnymi i atrakcyjniejszymi na rynku mieszkaniowym. Spowolni bardzo niebezpieczną obecnie ucieczkę lepiej zarabiających do wspólnot mieszkaniowych i budownictwa jednorodzinnego. Aktualnie postępująca koncentracja w postkomunistycznych spółdzielniach najsłabszej ludności zagraża wzrostem przestępczości i wymuszaniem wyższych nakładów na pomoc społeczną.

4. Reforma spółdzielczości umożliwi zrzeszonym rozwój kapitałowy, wspomoże proces budowy nowych mieszkań. Obecnie prezesi wielu spółdzielni mimo posiadania gruntów i źródeł finansowania nie budują nowych mieszkań. Inwestycje budowlane prezesów są drogie, a oferowane stawki czynszowe odstraszają potencjalnych zainteresowanych.

5. Uzdrowienie spółdzielczości częściowo rozwiąże problem eksmisji i rosnących gett w rodzaju białostockiej ul. Barszczańskiej. Aktualnie w spółdzielniach-molochach dochodzi do nadużywania instrumentu eksmisji. Wbrew interesowi publicznemu wyrzuca się ludzi z mieszkań (odmowa odpracowania zadłużenia, odmowa zamiany lokali) obarczając samorządy obowiązkiem dostarczania lokali socjalnych i ponoszenia kosztów pomocy społecznej: zasiłki, dodatki mieszkaniowe itp.

 

Zobacz liczbę procesów w białostockiej spółdzielni BSM >>

Zobacz skutki tworzenia gett wskutek polityki eksmisyjnej >>

Zobacz jak postępuje się w postkomunistycznych spółdzielniach z zadłużonymi z lokatorskim prawem do lokalu >>

Zobacz skalę eksmisji w spółdzielni-molochu >>

 

Celina ebrowska ofiara lokatorskiego prawa do lokalu

Celina Żebrowska wyrzucona zlokatorskiego mieszkania w BSM, od dłuższego czasu koczuje w samochodzie zaparkowanym pod blokiem na ul. Palmowej w Białymstoku, w którym znajduje się jej były lokal.

W czasie mrozów Żebrowska wchodziła na klatkę schodową by ogrzać się. Według relacji jej pobyty nie spodobały się byłemu sąsiadowi, policjantowi mieszkającemu w tej samej klatce. Policjant wspólnie z inną osobą próbował przepędzić p. Celinę z klatki, spod kaloryfera. Doszło do awantury, szamotaniny i użycia siły. Według relacji, Żebrowskiej wykręcono rękę tak silnie, że doprowadzono do złamania. Pani Celina trafiła do szpitala.

Pokrzywdzona zawiadomiła prokuraturę. Policjant wg informacji został zawieszony w czynnościach.

Żebrowska jest ofiarą tzw. systemu lokatorskiego tytułu do lokalu. Straciła prawo do mieszkania w BSM i trafiła na ulicę. Od dłuższego czasu walczy w sądach o utracone mieszkanie próbując unieważnić umowy dotyczące przejęcia lokalu. W prokuraturze trwa postępowanie o oszustwo i fałszowanie dokumentów na jej szkodę.

SM PAX

W dniu 10 grudnia 2016 r. miał miejsce bandycki napad z zamiarem pozbawienia życia na Pana Antoniego Konopkę przewodniczącego Stowarzyszenia Mieszkańców Osiedli Paksowskich (SMOP).

Bandyta napadł na Pana Antoniego, gdy ten opuścił teren monitorowanego, dozorowanego na bieżąco i ogrodzonego osiedla, w którym napadnięty mieszka. Sprawca pobił Pana Antoniego i pozbawiwszy go przytomności wepchnął pod nadjeżdżające samochody na bardzo ruchliwej w Warszawie ul. Targowej.Na szczęscie nadjeżdżający kierowcy zauważyli leżącą na ulicy ofiarę napadu i wyhamowali. Spłoszyli również bandytę a wezwany patrol policji podjął pościg - niestety nieskuteczny..

Pan Konopka miał wiele szczęścia, gdyż poza ogólnymi objawami pobicia i złamanym palcem w wyniku kompleksowych badań w szpitalu nie stwierdzono naruszenia innych wewnętrznych organów.

Pan Antoni oraz SMOP od lat walczą ze zjawiskami patologicznymi mającymi miejsce w Spółdzielni Mieszkaniowej PAX. Napad miał miejsce w cztery dni po wygranym przez niego postępowaniem sądowym o pozbawienie członkostwa w SM PAX uchwałą nieistniejącej Rady Nadzorczej. Konopka wytoczył SM PAX proces o ustalenie nieistnienia uchwały WZ SM PAX z 30.06.2011 r. w sprawie wyboru RN. Po trzech latach procesu Sąd Apelacyjny w wyroku z 7.01.2014r ustalił nieistnienie tej uchwały a co zatem RN SM PAX.

 

Tadeusz Popielas

 

 

 

Niektóre spółdzielnie-molochy wpadły na pomysł wyłudzania opłat od naiwnych, kierujących się dobrą wiarą firm.

Prezesi zamieszczają w mediach elektronicznych ogłoszenia o "przetargach" choć w rzeczywistości spółdzielczość jest zakwalifikowana jako mienie prywatne i tak naprawdę żadnym wymogom przetargowym nie podlega. Zarządy SM wybierają wykonawców całkowicie uznaniowo, na podstawie widzimisię i niejednokrotnie prywatnych interesów prezesów z różnymi firmami na koszt zrzeszonych w postkomunistycznych dybach spółdzielców.

Stąd m.in. fenomen, że wielomilionowe zlecenia mogą wykonywać firmy-słupy: jednoosobowe działalności albo np. spółki cywilne nieposiadające parku maszynowego ani kadr do realizacji wielkich zamówień. W rzeczywistości słupy prezesów fizycznie nie realizują żadnych robót a jedynie pośredniczą między zarządami a faktycznymi wykonawcami. Ich udział sprowadza się do legalizacji transferu pieniędzy ze spółdzielni do firm powiązanych z prezesami.

Ostatnio otrzymujemy sygnały o organizacji spółdzielczych "przetargów", w których warunkiem przystąpienia jest zakup za 100 netto + VAT tzw. "specyfikacji istotnych warunków zamówienia". Spółdzielnia-moloch nie umieszcza na stronie internetowej pliku z "istotnymi warunkami zamówienia" a żąda opłaty za udostępnienie danych. Ogłoszenia o "przetargu" są kolportowane w sposób masowy w mediach, niejednokrotnie w innej części Polski w stosunku do siedziby spółdzielni. Przykładowo ogłoszenie gdańskiej SM pojawiło się w dzienniku internetowym lokalnej białostockiej prasy.

Przynętą motywującą naiwnych do płacenia 100 zł + VAT jest roztaczanie wizji dużej skali robót, wielkich ilości produktów do dostarczenia albo stałego pewnego zysku z usług konserwatorskich. Dodatkowo może zdarzyć się, że do mikrofirm-celów dzwoni osobnik przedstawiający się jako członek rady nadzorczej i nakłania ofiarę do kupna specyfikacji podpowiadając przy okazji, że nie trzeba zwracać uwagi na wymagania, że dobór produktu może być swobodniejszy, niekoniecznie zgody z wymaganiami. Tak zdarzyło się np. w przypadku "przetargu" na kilkaset opraw oświetleniowych. Oszust łudził firmy wielkim, łatwym zamówieniem sugerując rzekomą swobodę wyboru.

Proceder chyba zyskuje na popularności bo opcja 100 zł + VAT coraz częściej pojawia się w Internecie. Należy przypuszczać, że ofiarą telefonicznych i ogłoszeniowych naciągaczy padają dziesiątki firm skuszonych potencjalnie łatwym zyskiem. Szczególnie niebezpieczne dla naiwnych lub początkujących są pseudoprzetargi na ściśle określony produkt ze wskazaniem na setki albo tysiące sztuk. Przy masowym rozpowszechnieniu ogłoszenia i wzmocnieniu telefonami od "członka rady nadzorczej" wyłudzenia mogą sięgać kilku lub nawet kilkunastu tysięcy złotych.

 

 

 

Foto Internet

Miasto: Rynsztok. Miejsce zdarzenia: Rynsztokowa Spółdzielnia RS, gabinet prezesa.

Mieszkaniec udał się do zarządu RS w celu wyjaśnienia sprawy rzekomych zaległości w opłatach za ogrzewanie. RS domagała się od spółdzielcy zapłaty uznaniowego ryczałtu za ogrzewanie mieszkania. Od lokali bez podzielników ciepła władze spółdzielni pobierały karną opłatę w stawce aż 6 zł za m2 stanowiącą wielokrotność rzeczywistego kosztu c.o. przypadającego na lokal (faktyczna cena oscylowała w granicach 2 zł za m2). Mieszkaniec znając rzeczywiste koszty protestował, nie godził się na uznaniowe, niesprawiedliwe stawki.

Na spotkaniu z ówczesnym wiceprezesem RS spółdzielca odmówił zapłaty 6 zł za m2 za ogrzewanie. Doszło do sprzeczki i ostrej wymiany zadań. Członek zarządu RS w ostrych, wulgarnych słowach zaczął grozić mieszkańcowi eksmisją wywiezieniem na ulicę Bronksową. Spółdzielca w emocjonalnej reakcji chwycił wiceprezesa za kołnierz i lewą nogą wymierzył kilka zasłużonych, wychowawczych kopniaków w tyłek. Niewysoki wiceprezes krzyczał do sekretarki żeby wezwała policję. Mieszkaniec w emocjach ripostował: "to dzwoń chamie".

Mimo skopania dupy wiceprezesowi na oczach sekretarki (krzyczała: "o Boże, o Boże! Panie prezesie co ja mam robić?") policja nie przyjechała, nie było żadnej interwencji ani późniejszego doniesienia.

Od pamiętnego zdarzenia "wychowawczego skopania tyłka", wiceprezes, później prezes potężnej RS liczącej 15 tysięcy członków, w kontaktach z tym mieszkańcem zachowuje się zupełnie inaczej. Nie odzywa się wulgarnie, nie grozi, nie zastrasza. Zatem prewencyjne skopanie prawdopodobnie esbeckiej dupy, okazało się bardzo wychowawcze lepsze od wyroków sądowych.

Niewezwanie policji mimo publicznej kary cielesnej i niedokonanie zemsty, było dużym zaskoczeniem dla mieszkańca, bo okazuje się, że owy prezes zatrudniając setki pracowników, zatrudnia również członków rodzin policjantów pracujących na komisariatach na terenie Rynsztoku.

W przynajmniej kilku postępowaniach przygotowawczych z zawiadomień członków RS dotyczących nieprawidłowości w spółdzielni, sprawy otrzymywali do prowadzenia funkcjonariusze rodzinnie powiązani ze spółdzielnią. Przykładowo w postępowaniu o oszustwo czynności prowadziła policjantka, której tata w tym czasie pracował w spółdzielni RS. W tych okolicznościach każde zawiadomienie kończyło się odmową śledztwa albo umorzeniem.

 

 

 

Więcej artykułów…