19
N, Sie

Wszelkie podobieństwo do osób realnych i zaistniałych sytuacji jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Zebranie Najwyższej Rady Spółdzielni zapowiadało się burzliwie. Oto bowiem po raz trzeci w ciągu minionych ośmiu tygodni prezes osiedla „Pochmurne Wzgórze” Wołodzia Jaroszewicz przyłapany został przez policję na jeździe po pijaku.
Pomimo celowo zaplanowanej późnej pory obrad, przed drzwiami sali konferencyjnej czekali reporterzy „Dziennika Ciemnogrodzkiego”, tudzież pomniejszych lokalnych gazet, spodziewając się, że tym razem, zgodnie z powszechną wolą mieszkańców blokowisk, rada odwoła skompromitowanego prezesa.
-Otwieram zebranie. Bla, bla bla, ple, ple, ple… Sralis mazgalis, referetkins dupkins… Pstrykać fotki i wynocha z sali -zniecierpliwiła się na dziennikarzy przewodnicząca rady.
-A co tam pismaki jeszcze czatują pode drzwiami?
-Czekają, spokojnie posiedzimy, mamy czas, zmęczą się to pójdą, muszą zamknąć jutrzejszy numer, nie zdążą nic napisać.
-A co ty Wołodzia dziś taki markotny, toż uszu tobie nie urwiem, nie boj się – zgromadzeni pocieszali jeden przez drugiego, autora niechlubnego wyczynu.
-Tak, ty gieroj, mocna głowa. Wypić może i za fajerę dziarsko trzyma – cmokali z podziwem członkowie rady.
-A co ma na swoje usprawiedliwienie?- wołał z końca stołu przygłuchy sekretarz zebrania- Może nie zakąszał?
-Toć wiadomo, że nie zakąszał, whisky i koniaku się nie zakąsza, co to myślicie dziadku, że nasz Wołodzia berberuche pod ogórcy pije?
-No i Dzień Kobiet był, jakżeż z koleżankami z pracy nie tego... to nie po komsomolsku.
-Pamiętam jak my w 1945 z ruskimi sołdatami bez zakąszania pili…
-Ja to umiem dmuchać w balonik- pouczał nieszczęsnego prezesa przygłuchy sekretarz –Bo trzeba nie z płuc, tylko do ust nabrać świeżego powietrza i wtedy dmuchać! A miętówki ty w samochodzie wozisz? Masz ja dam tobie parę…
-Tak, ale musimy coś jutro prasie przekazać, będą dzwonić, dobijać się od rana, ustalmy coś wreszcie – znów zniecierpliwiła się przewodnicząca.
-Prosta sprawa – podsumował sekretarz.- W papierach zapiszemy naganę bez pozbawiania premii, w niedzielę do spowiedzi, proboszczowi i batiuszce sutą ofiarę z własnej, nie spółdzielczej kieszeni, każdej z naszych firm po kontrakcie i jak pijesz, to zakąszać masz od tej pory!

Cdn…


autor / źródło:

Weronika Zielonogórska

Prezes Jan Siarhiejuk pędził wielkimi susami do sali konferencyjnej, gdzie czekali już na niego z niepokojem zgromadzeni przedstawiciele miejscowego grajdołka: komendant posterunku i jednocześnie sąsiad prezesa, sędzina znana ze skłonności do atrakcyjnych protokolantów, prokurator-alkoholik, redaktor naczelny „Dziennika Ciemnogrodzkiego” i przewodnicząca Najwyższej Rady Spółdzielni, nie wiedzieć czemu przezywana głupio: „cnotka-lesbijka”.

Rozczłapane buty Siarhiejuka z daleka słychać było na marmurowych schodach, co oznajmiało oczekującym, że na ich biedne łby posypią się dzisiaj gromy. Na widok rozzłoszczonego oblicza pryncypała wszyscy zerwali się z miejsc.
– Co tu mnie takie ceregiele a myśleć nie ma komu - wypalił od drzwi Siarhiejuk.
– Sam muszę wszystko za was załatwiać, unia jego mać! Ty redaktorku to mnie wkurzasz najbardziej – pogroził pięścią prezes naczelnemu „Dziennika”.
– Jak to możliwe, że jakiś pismak, bez mojego pozwolenia pisze, że niby ja mam willę w Złotopolicach, toć wszyscy umoczym, ja i komendant gołodupiec, co nigdy beze mnie by willi nie wybudował. Ale jak pójdziem na dno to razem, pociągnę was za sobą, nie ma „zmiłuj”. Będziecie pierdzieć w pasiaki. Pan prokurator, psia mać, w pokera nie umie grać, a z dwoma asowkimi parami wygrał ode mnie 8 tysięcy baksów. Co ja niby jestem instytucja filantropijna? Ja zawsze mam fula, albo karetę, jak przegrywam to widać mam taki kaprys! Ja nie życzę sobie jakichkolwiek śledztw, dochodzeń, węszenia! Czy wrażam się jasno?
Tak jest Panie prezesie! – odpowiedzieli chórem zgromadzeni. Pani sędzina chciała mieć córkę w ministerstwie, załatwiło się. Twoja puszczalska żonka komendancie narobiła długów w kuratorium, wyciągnąłem, pomogłem. Ja jestem człowiekiem, można ze mną się zawsze dogadać, a tu jakiś pismak z jakiegoś zadupia „Nasze Blokowiska” ośmiela się ze mną wojować! Niepojęte! Zniszczę, uziemię, życie mu zepsuję. Wiecie, że nie znoszę sprzeciwów. Milczeć i słuchać – rozkazał władczo prezes.– Zrobimy tak…


autor / źródło:

Weronika Zielonogórska

lowca_jeleni

Prezes Jan Siarhiejuk energicznym krokiem wparował do okazałego gabinetu. Gabinet zaprojektowany był według najnowszych trendów. Czarny, skórzany fotel za 14 tysięcy netto ustawiony był na podeście. Z drugiej strony biurka ustawiona była kozetka dla interesantów, ze specjalnie zdeformowanymi sprężynami. Delikwent zapadał się na tym przybytku i widział nad sobą na wysokości półtora metra okazałe tłuste oblicze prezesa.

Sekretarz gminy miał dzisiaj urwanie jaj. Toż sylwester zdarza się raz w roku. Zabawa miała być na sto par i to nie byle jakich. „Niech wiedzą prostaki jak w naszej gminie potrafią się bawić. Trzeba poważnych gości, z Białegostoku i z województwa zaprosić. Masz zorganizować wszystko na medal. Inaczej won, znajdę nowego przydupasa.” – zapowiedział wójt.