21
Wt, Sie

Plakat wyborczy Jarosawa Kaczyskiego

Od dłuższego czasu zabiegamy o kompleksową reformę postkomunistycznej spółdzielczości i uwolnienie milionów ludzi, dziś bezwzględnie eksploatowanych przez grupy nomenklaturowe kontrolujące spółdzielnie-molochy.

Lidia Staroń w PO i część posłów PiS działa w osamotnieniu w kwestii dzieła reformy, którą należy postrzegać jak punkt przełomowy w historii Polski po 1989 roku.

Z powyższego plakatu przemawia do nas Jarosław Kaczyński z jakże prawdziwym hasłem, kwintesencją stanu postkomunistycznej spółdzielczości. Czy możemy liczyć na dotrzymanie słowa?


Przeczytaj o postulowanych zmianach w prawie spółdzielczym i ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych >>

Skan ze strony TVP

Płacę abonament telewizyjny i jestem oburzony publikowaniem antypolskich, propagandowych i prowokacyjnych materiałów w telewizji publicznej. 12 września 2014 r. w TVP Info w programie "Kod Dostępu" zobaczyliśmy kolejną odsłonę kampanii nienawiści przeciwko Polsce i Polakom.

Zobacz "Kod Dostępu" >>

Przedstawiciel społeczności żydowskiej oskarżał Polskę i Polaków o antysemityzm. Dostało się jak zwykle Kościołowi i "kibolom" (termin z propagandowej nowomowy).

Rok 1984 coraz bliżej

Przedstawione w programie pseudotezy i sposób ich przekazu bardzo przypominają klasyczne mechanizmy państwa totalitarnego. Każdy z nas jeśli nie zna - to powinien przeczytać, a ci którzy czytali - powinni koniecznie przypomnieć "Rok 1984" Georga Orwella. To genialna książka odkrywająca zło totalitaryzmu.

Opisany przez Orwella świat i działania reżimu totalitarnego, np. "Tydzień nienawiści", penalizowanie "myślozbrodni" albo fałszowanie historii - właśnie dzieją się na naszych oczach.

W "Roku 1984" bohater, Winston, pracował w wydziale ministerstwa zajmującym się fałszowaniem przeszłości. Jego zadaniem było wyszukiwanie artykułów prasowych i ich modyfikowanie odpowiednio do bieżącej sytuacji politycznej.

Dziś orwellowski "Rok 1984" jest bliżej nas. Upiorny świat totalitaryzmu wali do naszych drzwi m.in. z ekranu TVP Info i chce zawładnąć przestrzenią publiczną - chce odebrać nam wolność. Wczorajszy program o antysemityzmie jest przykładem-ostrzeżeniem przed orwellowskim "Tygodniem nienawiści" i manipulowaniem historią.

Na bazie doświadczeń ostatnich lat możemy otwarcie mówić o wojnie z wolnością i próbach totalitaryzacji państwa. Agresywna działalność organizacji fałszujących historię (m.in. twierdzenia o "polskich obozach śmierci", oskarżanie Polaków o współudział w holokauście) - stanowi zuchwałą formę manipulacji wymierzonej w polskie państwo.

"Polskie obozy śmierci" czy rzekoma współodpowiedzialność za holokaust to wybitnie orwellowska polityka historyczna. W powieści "Rok 1984", bohater, Winston Smith fałszował historię zawartą w publikacjach prasowych. Partia fałszowała przeszłość, ponieważ supermocarstwa permanentnie prowadziły ze sobą wojnę okresowo zmieniając sojusze. Po zmianie sojuszy Winston musiał na nowo zapisywać wydarzenia, na nowo definiować bohaterów i wrogów, wymazywać fakty, które stały się niedopuszczalne w nowej rzeczywistości politycznej. Fałszowanie było koniecznością dla zachowania dogmatu nieomylności i doskonałości Partii.

Dziś antypolskie instytucje i osoby na wzór orwellowskiej powieści realizują bardzo podobne działania. Różnica sprowadza się do szerszej palety narzędzi. Powieściowy Winston fałszował artykuły. U nas oprócz łże-artykułów używa się kłamliwych publikacji książkowych, Internetu i propagandy sączonej za pośrednictwem publicznej telewizji (orwellowskie teleekrany).

Przeciw kłamstwu

Nie ma zgody na pseudohistoryczne prace, pseudowykłady, pesudoartykuły, kłamstwa, np. o "polskich obozach śmierci". Nie ma zgody na penalizację myśli i karanie za wyrażenie opinii.

Nie jesteśmy bezsilni. Mamy obowiązek protestować przeciwko złu i kłamstwu. Jeżeli czujemy się odpowiedzialni za naszą Ojczyznę, naszą przyszłość i wolność, musimy mówić NIE napierającemu na nas złu.

Serdecznie polecam genialne dzieło Georga Orwella "Rok 1984". To obowiązkowa lektura dla zwykłych ludzi oraz sędziów wydających wyroki na zamówienie grup interesów obcych polskiej racji stanu.



Stanisław Bartnik



Zobacz przykład orwellowskiej polityki historycznej >>

Foto hubtour.pl

Działalność władzy zagraża bezpieczeństwu i suwerenności państwa

Za antypolską i godzącą w bezpieczeństwo oraz interes narodowy i państwowy należy uznać kolejną "inicjatywę" Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji (zobacz publikację >>) nakierowaną na wzmacnianie ruchów separatystycznych.

W dobie brutalnej wojny na Ukrainie rozpoczętej pod pretekstem ochrony mniejszości rosyjskiej z lokalnych mediów dowiadujemy się, że polskie Ministerstwo będzie "promować" języki mniejszości narodowych! Równolegledziennik Rzeczpospolita informuje o walce z językiem polskim i polskimi szkołami na Białorusi (zobacz artykuł >>). Nie wspominam już o sytuacji na Litwie, która z niezrozumiałych przyczyn ogranicza prawa Polaków.

Mając na uwadze dotychczasowe "inicjatywy" i zachowania władzy w kontekście ochrony polskiej suwerenności i integralności terytorialnej nasuwa się wniosek, że polityka grupy rządzącej jest nakierowana na wielotorowy demontaż polskiej państwowości. Warto w tym miejscu wskazać najbardziej szokujące przykłady:

- nieograniczone, niekontrolowane nadawanie obywatelstwa i wydawanie paszportów ludności z Bliskiego Wschodu, obcej Polakom etnicznie, cywilizacyjnie i kulturowo; ludności nie znającej języka polskiego;
- bezpodstawne uchwalenie wypłaty świadczeń emerytalnych obywatelom obcego państwa;
- blokowanie możliwości powrotu do Ojczyzny Polakom ze Wschodu i utrudnianie im uzyskania obywatelstwa;
- tolerowanie a nawet wspieranie lokalnych ruchów separatystycznych, np. Ruchu Autonomii Śląska, Ruchu Autonomii Podlasia (szokuje np. wchodzenie PO w koalicję z RAŚ);
- promowanie i finansowanie organizacji powiązanych z wrogimi Polsce środowiskami i rządami (np. żądającymi wypłaty odszkodowań, oskarżającymi o współudział w holokauście, aprobującymi szowinizm i rasizm);
- niespotykane, porównywalne do okresu stalinizmu represjonowanie Polaków za postawy patriotyczne i ochronę polskiego interesu (np. wyroki skazujące za hasła "Polska dla Polaków", "Bóg, Honor, Ojczyzna"); używanie władzy sądowniczej do zastraszania obywateli;

Przywołane przykłady wpisują się w podręcznikową definicję zdrady stanu (przeczytaj definicję w Wikipedii >>)

Obecna władza, w mojej ocenie, przyczynia się do osłabiania III RP rozumianej jako suwerenne państwo narodowe. Afirmując separatyzmy i ruchy odśrodkowe dąży do realizacji doktryny federalizacji. W myśl tego planu Polska przynajmniej w części znalazłaby się w strefie niemieckiej jako kolejny land. Nie jest wykluczone, że kooperantem akcji federalizacji Polski mogłaby zostać putinowska Rosja. Obowiązuje przecież strategiczne partnerstwo Niemcy - Rosja.

Rozczłonkowanie i federalizacja Polski znajduje się w obszarze zainteresowania nie tylko Niemiec i Rosji, ale również innych bardzo wpływowych grup. Planem likwidacji III RP jako niepodległego i suwerennego bytu z pewnością są zainteresowane organizacje chcące wyłudzić od Polski odszkodowania związane ze skutkami holokaustu. Jednakże wiedzą one doskonale, że przy obecnej formule III RP wymuszenie zapłaty około 60 mld USD jest całkowicie niewykonane. Nie wchodzi też w rachubę przejęcie nieruchomości na wielką skalę.

Jedyną sensowną perspektywę daje doprowadzenie III RP do gospodarczej upadłości (co dzieje się na naszych oczach - potworne zadłużenie państwa, ogromna dziura w ZUS) oraz inspirowanie i wywołanie silnych konfliktów etnicznych, które pozwoliłyby, przy użyciu siły, doprowadzić do radykalnych zmian terytorialnych i majątkowych.

Michalkiewicz nie bez przesady używa pojęć: "stronnictwo ruskie", "stronnictwo pruskie", "stronnictwo amerykańsko-izraelskie". III RP stała się teatrem walki tych grup interesów i rozrywania dostępnego jeszcze majątku.

Zadajmy sobie pytanie: czy Putin w Moskwie popiera ruchy separatystyczne albo promuje język ukraiński??

Albo czy w Izraelu rząd albo samorząd wspiera mniejszość palestyńską...?
Albo czy sąd izraelski skazuje swoich obywateli za "Izrael dla Żydów" lub karze za rasizm lub szowinizm wobec Palestyńczyków??


Przejmowanie polskich mediów

Oprócz szkodliwych działań rządu trwa przejmowanie rynku informacyjnego. Portal wgospodarce.pl zawiadamia, że w niemieckich rękach jest już niemal 100% byłych polskich mediów regionalnych (zobacz artykuł >>). Co ciekawe niemieckie prawo zabrania sprzedaży niemieckich mediów w obce ręce aby niemiecki odbiorca nie padł ofiarą wrogiej propagandy.



Stanisław Bartnik

Niejeden spokojny, opanowany i mało świadomy telewidz, poszukujący „po kanałach” łatwej i niewymagającej rozrywki może w końcu zapytać: Dlaczego tyle muszę słuchać o prywatnych sprawach jakichś zboczonych mniejszości, ich uczuciach, pragnieniach, problemach, doznaniach, cierpieniach, a nawet tak zwanych małżeństwach i sposobach na przedłużenie gatunku. Nie interesuje mnie to!

Dlaczego w wiadomościach, faktach, informacjach, serialach, filmach, wywiadach, programach publicystycznych, rozrywkowych, muzycznych, a nawet podróżniczych, sportowych i kulinarnych raczeni jesteśmy obrzydliwą homopropagandą? Na domiar złego bez ostrzeżenia, że należy natychmiast zabrać dzieci sprzed telewizorów, ani nawet jakoś delikatniej - tak jak w przypadku lokowania produktów.

Po odpowiedź należy wrócić do zamierzchłych, dla niektórych wręcz niepamiętanych czasów. Równo ćwierć wieku temu w 1989 roku Marshall Kirk i Hunter Madsen, dwóch homoseksualistów, słusznie uznawanych jeszcze wtedy przez Światową Organizację Zdrowia za zaburzonych psychicznie, wydało w Stanach Zjednoczonych książkę „After the Ball. How America will conquer its fear and hatred of Gays in the 90's”, czyli „Po balu. Jak Ameryka w latach 90. pokona swój strach i nienawiść do gejów”. W swobodnym tłumaczeniu brzmi to mniej więcej tak:

- Opinia publiczna musi zostać znieczulona na homoseksualizm. Należy przyzwyczaić ją, że jest to zjawisko powszechne. Aby osiągnąć cel o gejach należy mówić dużo, często i w życzliwej tonacji.

- Trzeba przekonywać, że homoseksualizm to nic niezwykłego, to po prostu coś innego niż heteroseksualizm, jak prawo- i leworęczność.

- Przedstawicieli organizacji homoseksualnych należy jak najczęściej pokazywać w mediach, szczególnie w TV, aby osoby te trafiły do obiegu publicznego.

- Trzeba atakować Kościoły, zwłaszcza Kościół Katolicki poprzez wytykanie im archaicznych praktyk, zacofania i niejasności w interpretacji Biblii.

- Gejów należy przedstawiać jako ofiary opresyjnego społeczeństwa i w ten sposób wzbudzać współczucie.

- Należy stworzyć i rozpowszechnić hasło „tolerancja”, jako obowiązek wszystkich względem homoseksualistów.

- Trzeba prezentować homoseksualizm jako źródło kariery i powodzenia gejów - ludzi sukcesu, gdyż celebryci mają szczególną moc oddziaływania na społeczeństwo.

- Należy wszystkich, którzy będą myśleć inaczej przedstawiać jako homofobów i ogarniętych nienawiścią prymitywów.

To Ameryka lat 90. ubiegłego wieku. A u nas, ćwierć wieku później? Spróbujcie tylko włączyć TV.

 

autor Jarosaw Roland Kruk Wikipedia licencja CC-BY-SA-3.0

Odbyła się debata nad obywatelskim projektem ustawy pod roboczą nazwą „Stop pedofilii”. Już wczoraj swoje oburzenie tym, iż znalazł się on w ogóle w Sejmie wyraził na antenie Radia Gazeta (pod taką nazwą rozpoczęło swoją niechlubną działalność Radio Zet) miedzy innymi ulubieniec niektórych mediów, Stefan Niesiołowski.

Być może Ewa Kopacz chciała z przytupem pożegnać się ze stanowiskiem Marszałka, bo do czytania projektu (ćwierć miliona podpisów poparcia) przed wyrzuceniem go do kosza jednak doszło. I znowu skucha Kopaczowej, która po raz kolejny potwierdziła, że na osi poziomu inteligencji i zdolności do logicznego myślenia zbliża się niebezpiecznie do wartości ujemnych. Uwaga! To zabrzmi jak dobry żart!

W Sejmie przemawiał Mariusz Dzierżawski, pełnomocnik Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop pedofilii”.  Mówił między innymi o tym, czym grozi masturbacja, z którą dzieci - według standardów Światowej Organizacji Zdrowia - mają być oswajane od najmłodszych lat. Czytał fragmenty książki pod tytułem tak nieprzyzwoitym, iż nie pozwolę sobie na jego zacytowanie. Za przyzwoleniem Ministerstwa Edukacji podręcznik ten jest wykorzystywany w trakcie spotkań dzieci z edukatorami seksualnymi z grupy Ponton, powstałej przy Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny (!!!), najaktywniejszego w Polsce promotora deprawacji w szkołach. Dzierżawski czytał właśnie obrzydliwy fragmenty książki skierowanej przecież do nieletnich, gdy nagle Kopacz upomniała go w niezwykły, idiotyczny jak na nią przystało, sposób: „Proszę Pana, w Sejmie są młodzi ludzie!” Cyrk na kółkach! Kompromitacja zupełna. Debilizm to zbyt łagodne medycznie określenie. Ona nic nie rozumie! Zero myślenia, zero inteligencji, zero wyczucia, zero, zero, zero…. Ale co tam, ZROBI ŁASKĘ i zostanie premierem. Na bank.

 

 

 

Jarosław Galej

 

 

 

Patrząc jak 27 sierpnia, tuż po zaserwowaniu przez Tuska pierwszego pęta powakacyjnej kiełbasy wyborczej, nasi drodzy posłowie z Tadeuszem Iwińskim na czele miotają się po sali sejmowej, przypomniałem sobie jak zaraz po wybuchu afery taśmowej włączyłem telewizorek. Patrzę i słucham jak tenże Iwiński coś plecie jak zwykle bez sensu, aż tu nagle wściekle atakuje jakiegoś typa z PO tak: „straciliście moralne prawo, moralne prawo…”. Mądrze i celnie, że aż mnie szczerze zatkało. Oczywiście, że stracili, a raczej nigdy go nie mieli, lub w najlepszym razie stracili dawno temu kłamiąc bezczelnie i obiecując co tylko może dać głosy i jeszcze ślina na język przyniesie. Bezdyskusyjnie ma rację nasz drogi zawodowy poseł, nieprzerwanie pracujący (ooops przepraszam - w ich terminologii słuszniej i sprawiedliwiej będzie - zasiadający) w Sejmie od 23 lat. Ma rację! Tylko jaki to rodzaj moralności reprezentuje akurat on, który w pamiętnym 1981 w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR dochrapał się stopnia doktora habilitowanego w zakresie nauk politycznych? Do dziś posługuje się tym zaszczytnym tytułem Ba, ponoć jest profesorem nauk humanistycznych. Brawo! Ale, moment… według słownika języka polskiego „humanizm to postawa intelektualna i moralna wyrażająca się w uznawaniu człowieka za najwyższą wartość i źródło wszelkich innych wartości”. Jak to się ma towarzyszu humanisto do faktu, że gdy wy odbieraliście pseudonaukowe tytuły, inni dokładnie w tym samym czasie tracili wszystko, w tym paznokcie, zdrowie, życie w więzieniach pozakładanych i sprawnie zarządzanych przez te same kreatury, co szacowna Wyższa Szkołą Nauk Społecznych? Nie przeszkadzało? Skąd! Z takim tytułem warto rzucić się było (bo i honorarium już zacniejsze) w wir pracy i spłodzić takie wiekopomne dzieła jak: Burżuazyjne i emigracyjne próby deprecjacji roli i polityki PZPR (1980–1985) czy Geneza, źródła i rola antykomunistycznej krucjaty w strategii i taktyce amerykańskiego imperializmu materiał pomocniczy na zebrania ideologiczne POP. Jest tego więcej, ale przyzwoitość nie pozwala przywoływać, jeszcze ktoś spróbuje, nie daj Bóg, to czytać. O tych wypocinach autor zdaje się zapomniał już dawno, za to na swojej stronie internetowej chwali się trochę lepiej brzmiącymi tytułami: „Portugalia na zakręcie historii”, „Ruch rewolucyjny w Afryce, Azji i Ameryce Łacińskie” (pisownia oryginalna) czy „Współczesny neokolonializm”.

Każdy, ale to każdy z taką przeszłością i dorobkiem sam powinien postarać się co prędzej zniknąć z polityki i telewizorów raz na zawsze. Chyba, że jest mocno zachłanny lub nic innego w życiu (niż być humanistą) nie potrafi, to przynajmniej coś tam bąknąć o błędach młodości, trudnym dzieciństwie, ogólnej sytuacji, permanentnym stanie upojenia alkoholowego (do dziś panującym tu i ówdzie) Ale nie, on brnie dalej i dalej. W 2009 w Biurze Analiz Sejmowych składa wniosek o zbadanie konstytucyjności zakazu stosowania symboli komunistycznych. Tu oczywiście, jak na zacnego intelektualistę przystało, błyskotliwie go uzasadnia: Zakaz rozpowszechniania koszulek z sierpem i młotem czy wizerunkiem Che Guevary czyni z Polski ciemnogród i może godzić w konstytucyjne prawa obywatelskie. Tym wyczynem zasłużył wtedy na uznanie internautów i tytuł Komucha Roku 2009 w plebiscycie portalu Niezalezna.pl. W 2013 skutecznie blokuje przyjęcie w Sejmie uchwały w sprawie upamiętnienia śmierci Grzegorza Przemyka, tym samym uznania zbrodni dokonanej przez profesorskich kolegów. Mało? Oto kolejna szczera i całkiem świeża wypowiedź: Armia Czerwona wyzwoliła Polskę w 45 roku (TVN, 6 maja AD 2014). Towarzyszu! ZNIEWOLIŁA! Taka jest zgodna opinia historyków, może poza tymi z Uniwersytetu Warmińsko - Mazurskiego w Olsztynie, gdzie znaleźliście sobie przytulisko i kontynuujecie jakże bogatą działalność naukową. Jak wytłumaczyć, wasze towarzyszu słowa, mojej 94 letniej Babci, która po „wyzwoleniu” zostawiła swój majątek i serce na Grodzieńszczyźnie, aby przeprowadzić się z małymi córeczkami, w tym moją Mamą, na kilka długich lat do Kazachstanu? Dziadek zresztą też się nie nudził. W innej części waszego ukochanego ZSRR-u łopatą wykopał „wyzwolicielom” dobry kawał kanału Wołga - Don. Może w ramach wdzięczności? Nie wiem, Dziadek nie dożył, nie mogę zapytać. Towarzysz profesor humanista ma na ten temat jakąś celną naukową teorię? Śmiało! I tak nic już bardziej nie może popsuć wizerunku, a mandat z Olsztyna i miejsce w kolejnym Sejmie pewne.

 

 

 

Jarosław Galej

 

Sejmowa Komisja Edukacji, korzystając z wakacyjnego uśpienia i rozluźnienia czujności opinii publicznej, nie próżnuje. Już wkrótce ma trafić do niej projekt autorstwa Ruchu Palikota (obecnie Twój Ruch, za chwilę pewnie jeszcze inaczej w zależności od potrzeb przedwyborczych), według którego dzieci w wieku do lat sześciu będą obowiązkowo uczęszczały na lekcje o nazwie „wiedza o seksualności człowieka”. Jeśli Sejm przyjmie ustawę, a wiele na to wskazuje, będziemy mieli realny problem, z którym trzeba będzie się zmierzyć wyśmiewanym przez pseudoelity „ciemnogrodzianom”. Ustawa jest odpowiedzią na rzekome „oczekiwania rodziców”. Zastosowano tu starą jak świat sztuczkę. Zlecono sowicie opłacanym „autorytetom” specjalistyczne badania, z których wynika (zgodnie z zamówieniem), że niemal 88 % Polaków chce edukacji seksualnej. Ciekaw, przy okazji, jestem ilu z Was zostało zapytanych i miało możliwość wypowiedzenia się w powyższej kwestii?

Autorzy ustawy mydlą nam oczy w sposób jeszcze bardziej bezczelny, powołując się na międzynarodowe zobowiązania Polski i „sugestie” WHO. Całkiem niedawno wszakże w siedzibie Polskiej Akademii Nauk, pod patronatem MEN i resortu zdrowia, odbyła się konferencja, podczas której przedstawiono rekomendację Światowej Organizacji Zdrowia dotyczącą edukacji seksualnej w Europie. Pojawiły się tam „zalecenia” (czytaj naciski), aby dzieciom w wieku 4-6 lat wpajać treści o „uczuciach seksualnych jako części uczuć ludzkich” oraz „stosownym języku seksualnym”, a także nakazano, by obowiązkowo informować dzieci, które nie skończyły jeszcze 4 lat (!) o „różnych rodzajach związków” i „prawie do badania tożsamości płciowych”.

Projekt sejmowy podpisała Wanda Nowicka – znana z wulgarnych akcji sodomistycznych i odrażających manif feministycznych, mających wpajać nam nową, lepszą moralność i poprawność, które nie ma nic wspólnego z wartościami wyniesionymi przez nas z tradycyjnych rodzin, kaplic i szkół.

Cel autorów ustawy jest od dawna ten sam, znany i na szczęście bezbłędnie rozpoznany przez tą część Polaków, którzy nie poddali się propagandzie serwowanej przez TVN, Gazetę Wyborczą i ich liczne satelity.

Jestem nauczycielem, codziennie mam kontakt z normalnymi dziećmi, ich troskliwymi rodzicami i niestety … trzęsącymi się o kilka nędznych, comiesięcznie wypłacanych srebrników, zarządcami tak zwanych szkół, a raczej „zakładów indoktrynacji”. Nie miejcie złudzeń, większość z nich dla „kariery” i pieniędzy zrobi wszystko, co im każą. Dawno zostali ubezwłasnowolnieni, wyzuci z własnych poglądów, umiejętności samodzielnego myślenia i jakiejkolwiek ludzkiej przyzwoitości. Błagam, błądźcie czujni! Rozmawiajcie z waszymi dziećmi i natychmiast reagujcie! To od Was zależy ich los, nie pozwólcie, aby było za późno!

 

 

 

Jarosław Galej

 

 

 

 

 

 

 

Więcej artykułów…