Solidarna Polska wymyśliła sobie, żeby w UoBiA zawrzeć zakaz noszenia „broni białej”, czyli wyposażonej w ostrza o długości powyżej 8 cm. Autorzy projektu zawarli w nim pomysły kompletnie absurdalne:"Kto posiada w miejscu publicznym nóż, siekierę, tasak lub inne przedmioty mające charakter broni ofensywnej, z wyłączeniem noży o jednej krawędzi roboczej i długości ostrza nieprzekraczającej 8 centymetrów, podlega karze grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat 2.[…]
Nie popełnia przestępstwa określonego w ust. 1 osoba, która posiada w miejscu publicznym nóż, siekierę, tasak lub inne przedmioty mające charakter broni ofensywnej w celu ich przetransportowania po zakupie lub nabyciu w inny sposób oraz w sytuacji, gdy posiadanie tych przedmiotów jest niezbędne dla prawidłowego wykonania uprawnień i obowiązków zawodowych, sportowych oraz rekreacyjnych".
Po Wiplerze, który obiecywał większą ilość komorników, tym razem poroniony pomysł Ziobry. Ci ludzie maja totalniacką mentalność i totalniackie kompetencje, więc ich styl kombinowania jest przewidywalny. Czy pozwolą nam posiadać broń? To prawdopodobne. Kiedy wpadną na pomysł, że za pistolet wart 2000 można pobierać opłaty roczne za pozwolenia i atesty w wysokości 4000. Może powstaną jakieś zbrojeniowe WORDy co będą nas oblewać na egzaminach z przepisów o użyciu broni?
O trzy lata dłużej będą pracować nasze wnuki do emerytury i to być może nie ostatnie słowo rządzących. Niedawno podwyższyli nam wiek emerytalny do 67 lat. Robią z nas niewolników i na to zgody być nie może. Musimy walczyć aktywnie z antyludzkim systemem zniewolenia.
Każdy kto popiera pomysł 6-latki do szkół w rządowej wersji jest szkodnikiem, partyjniackim aparatczykiem.
6- latki do szkół pod warunkiem obniżenia wieku emerytalnego do 64 lat. Wówczas ci promotorzy tego szkodliwego pomysłu stracili by swoje ekonomiczne argumenty.
Fragment apelu USOPAŁ Jana Kobylańskiego do polskiej młodzieży:
"Oczywiście im żywiej patrioci się organizują, żydokomuna czuwa i już „wsadziła” truciznę między młodych. Jedną z nich jest Robert Winnicki, przytaczamy co inni Polacy- patrioci o nim mówią: „Kto ma kontakt z młodymi działaczami i sympatykami Ruchu Narodowego ten wie doskonale, że od dawna niepokoi ich dziwnie chwiejna i zmienna postawa takiego na przykład Roberta Winnickiego. Co lub kto powoduje, że ten młody polityk potrafi w jednej chwili zmienić zdanie? Dlaczego najpierw z uporem maniaka twierdzi, że nie czas na udział w wyborach, ale wieloletnią pracę u podstaw i grzmi o wywróceniu okrągłego stołu, ale dopiero wtedy, kiedy będzie już ojcem, a może nawet dziadkiem, po czym nagle zmienia zdanie i będzie obalał III RP już dzisiaj?
Czy do Rady Decyzyjnej Ruchu Narodowego nie docierają głosy niezadowolenia i niepokoju tym, że cała para zamiast rozpędzać koła polskiej lokomotywy zaczyna iść w gwizdek walk frakcyjnych i pozbywania się najbardziej ideowych działaczy?
Ten sam Winnicki organizuje komitet Marszu Niepodległości 11 listopada i nie podaje go do wiadomości. I nieprawdopodobne rzeczy, jakie mają miejsce wewnątrz ruchu młodzieżowego. Na podstawie fałszywych doniesień, które nie mają podstaw, a jedynie są oszczerczymi, potwornymi prowokacjami, Robert Winnicki zażądał i zmusił polskie, katolickie i oddane sprawie polskiej małżeństwo Annę i Przemysława Holocherów do rezygnacji i odsunięcia się od działalności w ruchu. Pytamy: kto mu kazał to zrobić? Albo za ile? Na czyich usługach on jest? Wszyscy wiemy również z ostatniego zebrania na Teneryfie, że jest on antykatolikiem. I jest jak kameleon, zmienia się tyle razy, ile jest to potrzebne, aby wykorzystać każdą dogodną sytuację".
"Wielu moich przyjaciół, z którymi nie potrafię już dzisiaj rozmawiać normalnie o Polsce i rządach PO. Problem zaczyna się na poziomie diagnozy. Oni nie tylko odrzucają inną diagnozę niż ich własna, lecz nie akceptują też prawa do jej formułowania. I nie widzą, że tak samo było w PRL. To stamtąd pochodzi autorytarny obyczaj dyskredytowania i wykluczania z debaty publicznej „nieprawomyślnych”, pełnymi pogardy i inwektyw metodami. Wstępniaki w „Trybunie Ludu” zastąpiły dzisiaj „hejterskie” ataki w mediach i wpisy w internecie; bydło, faszyści, mohery, watahy, pisuardesy, ze smoleńską sektą włącznie. I dzieje się to za przyzwoleniem i wsparciem ludzi Solidarności" - mówi dr Barbara Fedyszak Radziejowska.
Zgoda, tylko, że dzisiaj to nie postkomuniści przodują w stosowaniu metody wykluczania. My ludzie prawicy nie boimy się ataków mediów komunistycznych, w tym państwowych. Jeżeli TVN atakuje Oskara Wądołowskiego, dla nas automatycznie staje się on bezdyskusyjnym bohaterem. Z założenia.
Groźne dla ludzi z szeroko rozumianego ruchu narodowego (małymi literami) są ataki ze strony mediów Sakiewicza, Lisickiego czy braci Karnowskich. Te ataki to w istocie próby wykluczenia z debaty publicznej o której mówi doktor Fedyszak. Te ataki to nie tylko artykuły, lecz także celowe zakulisowe działania, intrygi zmierzające do pozbawienia działaczy ruchu narodowego materialnych podstaw bytu.
Te media szczują ludzi wzajemnie. Informują, że gdzieś odbędzie się wykład majora Baumana, zjawiają się tam ludzie z NOPu czyli konkurencja dla PIS, policja ich aresztuje pod pozorem udziału w nielegalnym zgromadzeniu, informuje pracodawców tych młodych chłopców.
I tak rękami policji i prokuratury PIS "dorzyna watahę", ludzi którzy ośmielili się działać publicznie bez koncesji ze strony Kaczyńskiego. Taką koncesję mają jedynie Kluby "Gazety Polskiej".
A co robi Sakiewicz? Gdy sytuacja się zaostrza on wyjeżdża do Krakowa, już po raz drugi.
W zeszłym roku szli w ogonie Marszu Niepodległości, ale to zostało uznane przez wierchuszkę za wspieranie konkurencyjnej dla PIS organizacji. Więc 11 listopada wyjadą do Krakowa.
Nie przenoście nam frontu walki o wolną Polskę do Krakowa.
Pogrom wierzących, jakiego komuniści nie potrafili dokonać w okresie stalinizmu dokonuje się w pozornie wolnej szkole współczesnej. Wówczas naszą odpowiedzią były słowa: "My chcemy Boga w książce w szkole". Dziś musimy przeciwstawić się złu, "nauczaniu" gender, "równości", homotolerancji. Ostatnio nawet z naszych podatków sfinansowano edukatorów uczących dzieci wkładania prezerwatyw w stanie nietrzeźwości.
Pamiętam swoje lekcje katechezy celowo mylnie nazywane lekcjami religii. W szkole podstawowej zajęcia mieliśmy w wynajętym domu rolnika. Lekcje katechezy przed komunią odbywały się po drugiej stronie ulicy u innego rolnika, więc nie widzieliśmy specjalnej różnicy. W liceum katecheza odbywała się w salce parafialnej. Pomiędzy uczniami uczęszczającymi na katechezę zawiązywała się szczególna więź, inna niż z pozostałymi uczniami z klasy.
Dzisiaj posłami są osoby zateizowane, wychowane w okresie stalinizmu. Nie znają zasad wiary, nie rozumieją jej znaczenia dla ludzi religijnych. chcą aby wszyscy wyznawali ich ateistyczne wartości, czyli antywartości. Etapem jest próba wyrugowania katechezy ze szkół. Gdy dyrektorka rzeszowskiej szkoły bierze udział w parafiadzie - natychmiast jest donos do lokalnego oddziału "Gazety Wyborczej". Odruch donosicielstwa pozostał w wielu, chociaż służba bezpieczeństwa podobno została zlikwidowana, to pozostał IV wydział do walki z klerem.
Proponują zamiast religii "etykę". Ale jaką etykę? Medyczną, chrześcijańską czy bezwyznaniową? To też tylko etap ta cała etyka. System nie znosi próżni. Więc zamiast religii będą obowiązkowe lekcje edukacji seksualnej już od 6 roku życia. Ze wspomnianym wcześniej zakładaniem prezerwatywy i symulowaniem orgazmu. Typowa kultura jaskiniowców publicznie wydających pomruki kopulacyjne. Jednak dla homoterrorystów i atei-terrorystów to też zbyt mało. W Irlandii wprowadzono obowiązkowe lekcje ateizmu. Są "wykładowcy", jest kanon obowiązkowych marksistowskich "lektur" z ich genderowym guru Richardem Dawkinsem.
Czyli totalna indoktrynacja. Uczą ateizmu, oceniają postępy uczniów, rugują ich przekonania. Na religijnych rodziców będą uczyli pisać donosy. Wówczas wkroczy sąd i zdyscyplinuje moherowych oszołomów. A młodzieży hasło "róbta co chceta".
Polska zawsze była przedmurzem cywilizacyjnym i ostoja wartości. Przez dziesięciolecia chroniliśmy zachód przed czerwoną zarazą. Demokratyczne państwa zachodnie zaniepokojone losem Polaków, Czechów, Rumunów, Węgrów nie ulegały radykalnej lewackiej ideologii. Wraz z upadkiem berlińskiego muru sytuacja się zmieniła. Gdy znikło zagrożenie komunizmem, lewaccy pseudointelektualiści spod znaku "szkoły frankfurckiej filozofii", "Zielonych" i Antonio Gramsciego zaczęli realizować postulaty kulturowe poprzez realny wpływ na politykę.
Dziś paradoksalnie to Rosja jest w pierwszym rzędzie krajów zakazujących promocji homoseksualizmu i genderowej retoryki. Dla Rosji zagrożonej wyludnieniem, aborcją, alkoholizmem kwestia przeciwstawienia się zgniłej cywilizacji zachodu to sprawa podstaw jej bytu.
Nasz Dziennik opublikował ważny artykuł o problemie michnikowszczyzny. Warto przeczytać zwłaszcza w związku z ostatnimi "akcjami" Gazety Wyborczej w Białymstoku.
Zaczyna irytować histeria wokół plebiscytu warszawskiego. Nie jesteście wy Warszawiacy pępkiem wszechświata, aby cała polska debata publiczna miała toczyć się wokół was. A co widzimy na głównych stronach portali? Finałowe odliczanie. Od 1945 roku wprowadziliście grabież zabierając chłopom ich ziarno, wysyłając w teren brygady rekwizycyjne. Bo złodzieje warszawscy, plebs z Kercelaka i z Różyckiego zbuntuje się, plebs musi mieć chleb. W kolejnych dekadach Warszawa była lepiej zaopatrzona w produkty konsumpcyjne od reszty kraju. W imię propagandy.
Plebiscyt to procedura uwzględniania głosu plebsu właśnie, czyli najliczniejszej i najuboższej warstwy metropolitalnej rzymskiej ludności. Stąd antyreferendalne wystąpienia podwarszawskich celebrytów. podzieliliście mieszkańców na "rdzennych" i "słoiki". Tych ostatnich pozbawiliście prawa głosu, bo zameldowanie w stolycy od lat było przywilejem. Mieszkałem w wielu miastach. Ludzi z gruntu bardziej nieprzyjaznych przyjezdnym spotkałem jedynie w Poznaniu.
Czas przyznać, że status mieszkańca stolicy to niezdrowe odżywianie, edukacyjna patologia, społeczne rozwarstwienie i komunikacyjne ubezwłasnowolnienie. Ponadto zawłaszczenie przekazu medialnego.
Narzucenie Polakom referendalnej histerii jako rzekomego sine qua non przyszłości kraju. A najgorszym co spotkało polską kulturę to narzucenie stolicznego trendu w kulturze. Z waszym hipsterstwem, celebryctwem, operą Grodzką, co przenika na prowincję, jest tam bezkrytycznie przez prowincjonalnych kacyków z Pułtuska i Garwolina małpowane. Jedźcie wszyscy na grzyby. Na grzyby!
Jarosław Marek Rymkiewicz jest przerażony faktem iż Polska jest rozszarpywana.
Załóżmy, że jest i że przerażenie poety jest uzasadnione. Jedynym środkiem zaradczym jaki widzi jest wykrzyczenie tego faktu i ogłoszenie go na skrzyżowaniu Alei Jerozolimskich i Marszałkowskiej. I tutaj dochodzimy do meritum. Miarodajny człowiek z kulturalnej elity kraju nie zna sposobu na zatrzymanie katastrofy. A to właśnie elita powinna podsuwać mniej zorientowanemu społeczeństwu środki zaradcze. Już pierwsza myśl, jakoby owo skrzyżowanie miało być miarodajnym forum do komunikowania ważnych wiadomości jest założeniem błędnym.
Ludzie podążający owym szlakiem doskonale wiedzą, że ich los jest zdeterminowany tym, czy potrafią załapać się do którejś z uprzywilejowanych grup. Jedni czynią to lansując się w środowisku celebryckim, uważają, że drogą do kariery jest łóżko znanej postaci. Inni próbują znaleźć przytulisko w perspektywicznej organizacji politycznej. Jeszcze inni postawili na kanały literackie jako drogę do sukcesu. Ale w każdym przypadku idzie o sukces osobisty. Są też tacy, którzy widzą swoją życiową szansę w kolaboracji z owymi drapieżnikami rozszarpującymi święte ciało Narodu. To ci co zakupują niepotrzebną broń i drony w zagranicznych koncernach zbrojeniowych. To ci co lobbują na rzecz łupkowego gazu. To ci dożywotnio opłacani z budżetu Brukseli. Oni zawsze będą uprzywilejowaną mniejszością. Bo ich sukces zależy od szerokiej warstwy tych, którzy do przywilejów dostępu nie mają.
Posłużę się przykładem literackim. Autorzy Rymkiewicz i Wencel mają możnego mecenasa w postaci pewnego prawicowego koncernu medialnego. Inni producenci książek mają handicap w postaci dostępu do sieci dystrybucyjnej Empików. Są też tacy autorzy, którzy nastawili się na rynek zagraniczny. Wystarczy napisać biografię żyjącego współcześnie 50 letniego przywódcy sąsiedniego państwa i o dystrybucję nie trza się już martwić. A czy piszący autor, któremu sen z powiek spędza troska o pozyskiwanie kanałów zbytu książek może spokojnie oddawać się pracy twórczej?
Strona 17 z 19
Używamy cookies
Klikając przycisk "OK" wyrażasz zgodę na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystasz tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie danych osobowych pozostawionych w czasie korzystania z serwisu SlonecznyStok.pl.