21
Wt, Sie

Skan strony ZUS

Rządząca PO-PSL, ale też i PiS, unika tematu reformy ZUS - instytucji w mojej ocenie skrajnie nieefektywnej i niegospodarnej, blokującej polską gospodarkę i przyczyniającej się do dramatycznej emigracji zarobkowej.

W 2014 roku zapytaliśmy ZUS o koszty za rok 2013 i okazało się, że wynoszą one ponad 4 miliardy złotych a różnego rodzaju "informatyzacje i przetargi na usługi informatyczne" to wydatki w liczone setkach milionów złotych.
Zobacz astronomiczne koszty ZUS >>
 
Niewydolny, molochowy ZUS jest zadłużony i oprócz przymusowych składek na wypłaty bieżących świadczeń bierze pieniądze z budżetu państwa. Od kilku lat narasta też ucieczka płatników do ubezpieczycieli zagranicznych co pogarsza płynność finansową.
Zobacz ofertę konkurencji ZUS >>
 
Choć ZUS w obecnej formie jest toksyczny dla gospodarki a w perspektywie widać krach systemu, elity III RP ani myślą o zmianach. Dlaczego?? ZUS jest swego rodzaju spółdzielnią, korytem, z którego tłusto żyją różne grupy interesów na koszt szeregowych obywateli III RP. Ba! Niektórzy zbili nawet fortuny na koncesjonowanej współpracy z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych. Tu właśnie, podobnie jak w postkomunistycznej spółdzielczości mieszkaniowej, należy upatrywać braku zainteresowania reformą mogącą być przełomem w gospodarczej historii III RP.

Nowy Sejm musi zająć się reformą ZUS i odbiurokratyzowaniem gospodarki. Bez tego Polskę - jeśli będzie zarządzana tak jak obecnie - czeka załamanie i podporządkowanie silniejszym sąsiadom.

Wystarczającym ostrzeżeniem są dotychczasowe rządy. W dobie koalicji PO-PSL zadłużenie zostało niemal podwojone mimo wtłaczania do Polski olbrzymich pieniędzy unijnych porównywalnych do powojennego planu Marshalla.

2007 - 527,8 mld zł - Kaczyński/Tusk
2008 - 597,8 mld zł - Tusk
2013 - 840 mld zł - Tusk
2014 - 912,1 mld zł - Tusk/Kopacz

Zobacz info o zadłużeniu Polski >>

Decydując się na odbudowę naszej gospodarki powinniśmy korzystać ze sprawdzonych wzorców, np. rozwiązań angielskich czy skandynawskich. Generalnie zmiana ma sprowadzać się do uproszczenia systemu i zapewnienia powszechności ubezpieczenia. Dziś sygnałem przekroczenia granic absurdu w ZUS jest kserowanie. Mimo że zakład ma system informatyczny za miliardy złotych (koszt zakupu i utrzymania) to wciąż kseruje dokumenty na dużą skalę. Na poziomie jednego tylko oddziału ZUS to tony papieru a w kraju tysiące ton. Oprócz marnotrawstwa papieru i maszyn poraża całkowita moim zdaniem niefunkcjonalność i bezużyteczność takich zasobów.
Zobacz publikację o tonach papieru >>

Wydaje się, że kserowanie jest czytelnym czerwonym światłem, miarodajnym dowodem biurokratycznej paranoi zagrażającej nam wszystkim jako płatnikom i świadczeniobiorcom.

Marnotrawienie pieniędzy na niewydolną informatyzację to nie wszystko. Według otrzymanych danych w 2013 r. w zakładzie pracowało aż 46.620 - to prawdziwa armia!
Zobacz publikację o astronomicznych kosztach ZUS >>

Żeby uratować system ubezpieczeniowy i odciążyć finanse państwa konieczne jest uproszczenie systemu i radykalna redukcja kosztów.

1. Utworzenie jednej zbiorczej, prostej bazy danych z internetowym dostępem dla klientów.
2. Baza ma opierać się tylko na niezbędnych danych identyfikacyjnych: podstawą będzie numer pesel.
3. Składka ubezpieczeniowa (procentowa wartość wynagrodzenia) byłaby obliczana samodzielnie przez płatnika - zadaniem nowego ZUS będzie jedynie ewidencjonowanie i archiwizowanie wpłat i obrotów na kontach płatników.
4. Likwidacja bezsensownych, zbędnych deklaracji i skomplikowanych systemów naliczania kwot do zapłaty.
5. Likwidacja zaświadczeń, oświadczeń, poświadczeń itp. itd.
6. Likwidacja - idiotycznego moim zdaniem - systemu naliczania opodatkowania dla wypłacanych świadczeń. Niczemu racjonalnemu to nie służy a mnoży jedynie koszty biurokratyczne.
7. Centralna baza danych funkcjonowałaby w Warszawie i posiadała obsługę pracowniczą. Kontakt z płatnikami:internetowy, telefoniczny, korespondencyjny.
8. W terenie mogłyby ewentualnie pozostać punkty konsultacyjne (wydawanie orzeczeń lekarskich, przyznawanie świadczeń).
9. Uproszczenie wiązałoby się ze zwolnieniem co najmniej 40 tysięcy pracowników oraz zagospodarowaniem budynków i istniejącej infrastruktury (np. wynajem nieruchomości i uzyskanie dodatkowych dochodów z ich racjonalnego zagospodarowania).
10. Po reformie obecne 4 miliardy złotych dziś wydawane na utrzymanie ZUS mogłyby być przeznaczone na finansowanie bieżących świadczeń.
11. Obniżenie obowiązkowych składek do poziomu 10-15% wartości wynagrodzenia odblokowałoby polską gospodarkę: możliwy postulowany radykalny wzrost wynagrodzeń na rękę, nowe miejsca pracy, napływ kapitału, rozwój produkcji, większa konkurencyjność polskiej gospodarki.
12. Początkowy ubytek wpływów w związku ze zmniejszeniem składki ZUS z 1090 zł do np. 200-300 zł zostałby zrekompensowany powszechnością ubezpieczenia (radykalny wzrost liczby płatników) i dochodami podatkowymi z naturalnego wygaszania szarej strefy.
13. W ramach reformy należy zlikwidować KRUS tworząc jednolity system ubezpieczeń.
14. Pakiet zmian musi też objąć likwidację przywilejów dla służb mundurowych (dawne pieszczochy PZPR). W dobie PRL zrozumiałe było, że partia nagradza przywilejami funkcjonariuszy milicji, SB, wojska itd. Służby te gwarantowały partii istnienie systemu totalitarnego i zachowanie władzy. Dziś nie ma uzasadnienia by mundurowi przechodzili na emeryturę w sile wieku i żyli na koszt innych płatników.


Czytaj o sposobach na ZUS i podatki w Białymstoku

Jak Jan Zusowy-Białostocki prowadzi działalność gospodarczą... w szarej strefie >>

Czesława sposoby na ZUS i podatki w Białymstoku >>

 

Stanisław Bartnik

Skan strony z artykuem

Kolejny raz możemy sobie pogratulować trafności wniosków w kwestii oceny wpływu obcych sieci handlowych polską gospodarkę.

Wielokrotnie pisaliśmy już o bezmyślnym dopuszczaniu przez władze państwowe i samorządowe do niekontrolowanej ekspansji obcego kapitału handlowego, który wielopłaszczyznowo degraduje naszą gospodarkę.

Najbardziej dotkliwymi skutkami szkodliwej polityki są:
- brak wpływów podatkowych;
- blokowanie rozwoju polskich firm produkcyjnych i handlowych;
- rozwijające się strukturalne bezrobocie;
- silna emigracja zarobkowa;
- zubożenie ludności.

Zezwalanie na niekontrolowaną ekspansję stanowi działanie na szkodę polskiego interesu. W mojej ocenie jest odmianą polityki zdrady stanu. Gdy pełniąc funkcję publiczną swój własny interes, interesy grup, przedkłada się ponad dobro społeczne i państwowe.

Poniżej wpis nt. zagranicznych sieci handlowych na polski handel

http://niezalezna.pl/69671-raport-gazety-polskiej-jak-zagraniczne-sieci-pograzaja-polski-handel

oraz nasze wcześniejsze wpisy

http://slonecznystok.pl/gospodarka/biznes/item/1199-bialystok-geneza-bezrobocia-i-emigracji-zarobkowej.html

http://slonecznystok.pl/gospodarka/biznes/item/1134-bialostocki-handel-walczy-o-przetrwanie.html

http://slonecznystok.pl/gospodarka/biznes/item/1187-bialystok-wzrost-bezrobocia-i-upadek-rodzimych-firm.html


 

 

Skan strony interia.pl

Białostocki "ekonomista" Robert Tyszkiewicz ostrzega przed skutkami upadku Grecji.

Brzmi to jak ponury żart bo ekipa, w której działa Robert Tyszkiewicz konsekwentnie od lat zadłuża Polskę:

2007 - 527,8 mld zł - Kaczyński/Tusk
2008 - 597,8 mld zł - Tusk
2013 - 840 mld zł - Tusk
2014 - 912,1 mld zł - Tusk/Kopacz

i uchwala przepisy dławiące polską gospodarkę, czyniące ją niekonkurencyjną - np. ostatnie zaostrzenie ustawy o GIOŚ uderzające w rodzimą przedsiębiorczość produkcyjną. To ekipa Tuska/Tyszkiewicza zadbała o spadek wpływów podatkowych istrukturalne bezrobocie.

Tacy ludzie powinni jak najszybciej zniknąć z polskiej polityki bo w obecnym tempie zadłużania rzeczywiście niebawem podzielimy los Grecji. Powinni też odpowiedzieć za działanie na szkodę państwa.






Stanisław Bartnik

Petycja

Masz ładnie położoną działkę? Możesz ją stracić!

Sejm pracuje nad nową ustawą wywłaszczeniową.

W projekcie ustawy z dnia 8 kwietnia 2015 projektodawca zakłada ustanowienie „prawa szlaku” czyli prawa do wywłaszczania każdego z jego nieruchomości, jeśli ktoś uzna, że ziemia ta ma „szczególne walory krajobrazowe, przyrodnicze, lokalizacji i ukształtowania terenu lub tradycji korzystania z danego terenu”.

Co to oznacza?

Polski właściciel nieruchomości zlokalizowanej w miejscu, które możesłużyć celom rekreacyjnym, narciarskim, turystycznym, może zostać wywłaszczony ze swojej ziemi, jeśli ktoś inny (prywatny inwestor) postanowi na tym miejscu realizować inwestycję służącą szeroko pojęta rekreacji, czy komercji! Na mocy nowego prawa będzie można zatem wywłaszczyć domy i działki prywatne, ale również te należace do Skarbu Państwa, jak np. parki narodowe! 

Projektodawcy „prawa szlaku” w ustawie Kodeks Cywilny chcą zmienić wyrażenie „służebność przesyłu” na „służebność publiczną”. Umożliwi to niemal nieograniczoną ingerencję w prywatną własność, również w domy, zabudowania gospodarcze, przedsiębiorstwa, uprawy, działki...

Pomimo wielu negatywnych opinii prawnych Sejm RP nadal próbuje rozszerzyć konstytucyjną definicję "celów publicznch" o turystykę, sport i rekreację, wprowadzając odpowiednie sformułowania "tylnymi drzwiami", bez konsultacji społecznych. Podobnie, jak zrobiono ze słynnym dopiskiem do ustawy medialnej: „lub czasopisma”

Według wyroku Sądu Administracyjnego sygn. akt IV SA/Wa 2037/06 inwestycje tj. trasy narciarskie, bobslejowe, wyciągi narciarskie, koleje napowietrzne, koleje gondolowe i koleje krzesełkowe oraz urządzenia towarzyszą nie mogą być uznane za inwestycje celu publicznego, ponieważ nie służą zaspokojeniu powszechnych potrzeb. Nie są inwestycjami nakierowanymi na urzeczywistnienie interesu publicznego istotnego dla zbiorowości. Z chwilą uchwalenia „prawa szlaku” sytuacja prawna właścicieli nieruchomości obciążonej byłaby znacznie gorsza od sytuacji prawnej gminy, beneficjentów partnerstwa publiczno-prywatnego, których celem jest osiągnięcie jak największych korzyści z nieruchomości władnącej. 

Nowe prawo umożliwia osobie trzeciej wejście nawet do prywatnegodomu i wykorzystanie go do swoich celów biznesowych, jeśli mieszczą się one w szeroko pojętych "sporcie", "turystyce" lub "rekreacji". Jeden z pomysłodawców ujął to słowami:

"Prawo własności powinno służyć nie tylko właścicielowi, jeśli dobro, którego dotyczy, ma wartośc dla wielu osób".

Projekt nie ma nic wspólnego z celem publicznym - jest tylko z premedytacją zaplanowanym przejęciem cudzych atrakcyjnych nieruchomości.

Co to oznacza?

Bez zgody właściciela na jego terenie możne być wybudowany hotel, restauracja, basen, ...:"gmina uprawniona jest do budowy na nieruchomości koniecznej infrastruktury szlaku".

Jest to pierwsza ustawa, która pozwala narzucić (niezależnie od woli właściciela!) i zapisać w księdze wieczystej charakter rekreacyjny, sportowy lub turystyczny danej ziemi. Będzie to równoznaczne z wywłaszczeniem! Biznes sportowo-turystyczny i narciarski będzie mógł przejąć dowolne tereny dochodowe i z tak przejętej nieruchomości czerpać wielkie korzyści.

Przykładem niech będzie stworzony, bez konsultacji społecznej i bez zgody właścicieli gruntów, projekt "Resort Narciarstwa w Kurorcie Tatrzańskim", który wytyczył zabór 60 hektarów w Tatrzańskim Parku Narodowym oraz wielu tysięcy hektarów innych prywatnych gruntów. Po uchwaleniu "prawa szlaku" te ponad 60 hektarów Tatrzańskiego Parku Narodowego zostanie przejętych przez luksemburską spółkę Mid Europa Partners, która wykupiła między innymi PKL na Kasprowym Wierchu!!!

Wielu prawników jednoznacznie wskazuje, że projekt "prawo szlaku" jest niezgodny z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej.


Podpisz petycję >>

Lidia Staro

Stało się to co było nieuniknione. PO wyrzuciła z listy wyborczej Lidię Staroń walczącą o reformę spółdzielczości i interweniującą w sprawach zwykłych ludzi. Od dłuższego już czasu prominenci PO mówili otwarcie, że Lidia Staroń nie reprezentuje interesów PO, gdy np. chodziło o demokratyzację spółdzielczości. Bodaj Kidawa-Błońska uspokajała prezesów, że głos Staroń w sprawie przemian nie jest stanowiskiem partii.

 

Czytaj więcej >>

Janusz Sanocki

Ogłoszenie ogólnonarodowego referendum przez prezydenta Komorowskiego jest niezwykłą szansą na zmianę ustroju Polski.

Komorowski ogłosił referendum z czysto interesownych pobudek, chcąc pozyskać elektorat Pawła Kukiza. Stąd pierwsze pytanie o jednomandatowe okręgi wyborcze – główny i jedyny postulat wyborczy Kukiza.

Przypomnijmy, że Platforma w 2004 r. zapowiadała wprowadzenie JOW w wyborach do Sejmu, ale swoich obietnic nie dotrzymała. Formalnie jednak Komorowski – zwłaszcza przed drugą turą wyborów – mógł się przedstawiać jako odwieczny zwolennik JOW. Referendum miało ten wizerunek uwiarygodniać.

Teraz kiedy wybory wygrał Duda Komorowski jakoś nie kontynuuje tematu JOW, ale jego wniosek formalnie rzecz biorąc – został przyjęty przez Senat i musi zostać zrealizowany.

Oczywiście – nikogo nie trzeba przekonywać bo każdy to widzi sam, jak tzw. „klasa polityczna” boi się JOW-ów. Wbrew propagandzie, jaką uprawiają partyjni liderzy, JOW – owszem wytwarza system dwupartyjny, ale na pewno nie partii PiS i PO. Obie te partie do wyborów w JOW się w obecnym kształcie nie nadają. Gdyby było inaczej i JOW-y były dla nich korzystne, to już dawno byłyby wprowadzone.

Gdyby więc najbliższe wybory odbyły się w systemie z JOW (nawet gdyby to był system mieszany) to największe straty poniosłaby i Platforma i PiS, a największym zwycięzca były antysystemowy Ruch Kukiza.

Ludzie mają dość partii „systemowych”, one same nie maja wartościowych kadr, kandydatów, których można by wystawić i wygrać wybory, a do Kukiza garną się ludzie, którzy dotąd tkwili na marginesie życia publicznego, ale którzy mają autorytet we własnych środowiskach. Ruch Kukiza bez trudu wyłoniłby kandydatów zdolnych dominować Sejm. Przykładem jak działa JOW mogłyby być tu wybory na Węgrzech w 2010 r. Węgierski parlament liczył wówczas 385 posłów, z czego 175 wybierano w JOW-ach, pozostałych z list partyjnych i w okręgach wielomandatowych. Blok Orbana – Fidesz zdobył w sumie 263 mandaty, ale w okręgach jednomandatowych na 175 miejsc fideszowcy zdobyli aż 173 mandaty (98,86%). To dzięki JOW-om, nawet w systemie mieszanym, Orban uzyskał w parlamencie konstytucyjną większość.

Gdyby więc jesienne wybory w Polsce odbywać się miały nawet w systemie mieszanym 50/50 Ruch Kukiza – jako ruch buntu - mógłby zdominować polityczną scenę. No dobrze, ale co ma do tego referendum?

Otóż zgodnie z art. 125 Konstytucji jeżeli w referendum ogólnokrajowym weźmie udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania, wynik referendum jest wiążący.

A zatem – jeżeli do referendum pójdzie 50% i jeden wyborca i jeżeli większość opowie się za wprowadzeniem JOW – wybory będą musiały się odbyć w JOW-ach - zapis konstytucyjny jest jasny. Sejm będzie musiał zmienić kodeks wyborczy, a żaden przepis konstytucyjny nie zabrania mu tego uczynić nawet dzień przed ogłoszeniem wyborów.

O to czy obywatele poprą JOW w referendum jestem zupełnie spokojny. Były przeprowadzane badania w Nysie w roku 2000, robił je potem CBOS – wyniki były jednoznaczne. 75% badanych Polaków popiera wybór posłów w JOW. Teraz po sukcesie Kukiza sądzę że wynik będzie jeszcze lepszy.

No dobrze, ale przecież referendum może zostać odwołane. Już są „konstytucjonaliści” gotowi uzasadnić, że referendum może być „niekonstytucyjne”. To jest bardzo ciekawy pogląd, bo gdyby go wziąć serio oznaczałby, że sama Konstytucja jest „niekonstytucyjna”. Zasadą naczelną bowiem wszelkiej demokracji jest suwerenność Narodu. „Władzę zwierzchnią sprawuje w Rzeczypospolitej Naród przez swych przedstawicieli lub bezpośrednio” – artykuł 4 Konstytucji jest właściwie cytatem ze wszystkich fundamentalnych zasad demokracji począwszy od amerykańskiej Deklaracji Niepodległości, Konstytucji Amerykańskiej,. Konstytucji 3 Maja czy francuskiej Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela. Nie sposób sobie wyobrazić demokracji, w której Naród nie mógłby legalnie wyrazić swej woli w referendum.

A zatem nasze partyjne elyty znalazły się w pułapce. Trzeba tylko byśmy tę pułapkę domknęli zapewniając frekwencję w referendum 6 września.


Jednomandatowe okręgi wyborcze - dlaczego??

 

Janusz Sanocki

 

Foto sejm.gov.pl

W tym roku kończy się pięcioletnia kadencja Prezydenta Rzeczypospolitej Bronisława Komorowskiego. Można się już pokusić o podsumowanie wyników pracy głowy państwa. Trudno się doszukać jakichkolwiek sukcesów, które polepszyłyby byt zwykłych obywateli. Mamy do czynienie z polityką wizerunkową, polegającą na spotykaniu się z zadowolonymi grupami społecznymi i unikaniu kontaktu z przedstawicielami grup protestujących. Prezydent skoncentrował się na kreowaniu własnego wizerunku, a nie na rozwiązywaniu zaistniałych problemów społecznych.

 

W polityce krajowej Prezydent Rzeczypospolitej stosuje metodę automatycznego podpisywania ustaw przegłosowanych w Sejmie i Senacie przez większość koalicyjną PO – PSL. Wyniku bezrefleksyjnego zgadzania się z uchwalonymi ustawami przez parlament setki tysięcy miejsc pracy zostało zlikwidowane w Polsce. Następstwem czego było wypchnięcie kilku milionów Polaków za granicę w poszukiwaniu pracy. Najczęściej wyjeżdżają za chlebem za granicę ludzie młodzi i zostają już tam na stałe.

 

Podobnie jest w polityce europejskiej, gdzie każdy kraj walczy o swoje z wyjątkiem Polski. Bronisław Komorowski nie walczy o polskie interesy i podpisuje każdy dokument z Unii Europejskiej, który mu podsuną. Pokazuje przez to, że Polska jest państwem trzeciej kategorii, które wszystko zawsze akceptuje, nawet coś niekorzystnego.

 

Najbardziej zaś zdumiewa prowadzenie polityki zagranicznej w stosunku do Federacji Rosyjskiej. W tym miejscu należy przypomnieć o podpisanym w dniach 27 – 28 lutego 2013r. w Moskwie dokumentu „Plan współpracy między BBN i Aparatem RB FR na lata 2013 – 2014” przez szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego ministra Stanisława Kozieja z szefem Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej Nikołajem Patruszewem. Co ciekawe Polska jest jedynym krajem wśród członków NATO, z byłych członków Układu Warszawskiego, który podpisał plan współpracy wojskowej z Rosją. Podpisanie takiego dokumentu w praktyce oznaczało, że w latach 2013 – 2014 sprawy takie jak analiza koncepcji strategicznych Polski, narodowe planowanie strategiczne, metodyka prowadzenia strategicznych przeglądów bezpieczeństwa czy transparentność ćwiczeń i manewrów wojskowych były omawiane i konsultowane przez BBN z Aparatem Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej.

 

Jednym z efektów nawiązanej współpracy były konsultacje o których mówi komunikat BBN: „24 stycznia 2014r. w Warszawie odbył się – jako przedsięwzięcie towarzyszące planowanym, roboczym konsultacjom między Biurem Bezpieczeństwa Narodowego i Aparatu Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej – polsko – rosyjski okrągły stół ekspercki poświęcony przejrzystości ćwiczeń wojskowych. Obrady otworzyli i podsumowali zastępcy sekretarzy rad bezpieczeństwa Polski i Rosji Zbigniew Włosowicz i Jewgienij Łukjanow. Wystąpienia wygłosili przewodniczący Rady Wykonawczej Stowarzyszenia Euro – Atlantyckiego Janusz Onyszkiewicz, prorektor Moskiewskiego Państwowego Instytutu Spraw Międzynarodowych Artjom Malgin, Łukasz Kulesza z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, dyrektor generalny Rosyjskiej Rady Spraw Międzynarodowych Andriej Kortunow, Agnieszka Legucka i Agata Włodkowska – Bagan z Akademii Obrony Narodowej oraz dyrektor Ośrodka Badań Obronnych Rosyjskiego Instytutu Badań Strategicznych Grigorij Tiszczenko. W dyskusji głos zabrali m.in. gen. Franciszek Kochanowski ze Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i płk Eduard Szyszmakow z ataszatu Federacji Rosyjskiej.”

 

Ponadto w 2012r. Biuro Bezpieczeństwa Narodowego pod kierownictwem gen. Kozieja w ramach prac nad Strategicznym Przeglądem Bezpieczeństwa Narodowego wypracowało doktrynę, w myśl której Rosja, a nie NATO powinna być gwarantem pokoju w Europie, w tym naszego bezpieczeństwa. W 2012r. BBN sporządził dokument „Budowa zintegrowanego bezpieczeństwa narodowego Polski”, w którym stwierdza, że minął już okres błędnej polityki klientelizmu wobec USA, którego efektem miało być „obniżenie naszego prestiżu narodowego”. Autorzy tej publikacji twierdzili, że najkorzystniejszym dla Polski scenariuszem ma być taki rozwój sytuacji międzynarodowej, w którym zostaną zrealizowane rosyjskie cele strategiczne. Taka polityka zapewni Polsce stabilność. W ekspertyzie zapisano, że: „Rola NATO powinna być drugorzędna ze względu na nawarstwioną latami w świadomości Rosjan opinię o nim jako wrogim bloku zagrażającym ZSRR, a potem Rosji. ( ... ) Polska musi traktować to państwo ( Rosję ) ( ... ) nie jako przeciwnika, lecz istotnego gwaranta bezpieczeństwa europejskiego, w tym naszego bezpieczeństwa”.

 

Trzeba wiedzieć, że Biuro Bezpieczeństwa Narodowego ( BBN ) jest urzędem realizującym powierzone przez Prezydenta Rzeczypospolitej zadania w zakresie bezpieczeństwa narodowego. Biuro jest merytoryczno – organizacyjnym zapleczem ( pełni funkcje sekretariatu ) Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego odpowiada za jego działalność przed Prezydentem Rzeczypospolitej. Natomiast Rada Bezpieczeństwa Narodowego jest organem doradczym Prezydenta Rzeczypospolitej w zakresie wewnętrznego i zewnętrznego bezpieczeństwa państwa.

 

Biuro Bezpieczeństwa Narodowego po objęciu funkcji Prezydenta Rzeczypospolitej przez Bronisława Komorowskiego w 2010r. zmieniło kurs z zachodniego na wschodni. Nie ma w tym nic dziwnego, skoro w otoczeniu obecnego prezydenta działa wiele osób, które, jak wynika z archiwów IPN – u, współpracowały z tajnymi służbami PRL – u a więc, de facto, służyły sowieckiemu reżimowi.

 

Po tragicznej śmierci w Smoleńsku szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Aleksandra Szczygły, Bronisław Komorowski 13 kwietnia 2010r. mianował na jego miejsce gen. Stanisława Kozieja. W czasach PRL – u Stanisław Koziej odbył w sierpniu 1987r. kurs Sztabu Generalnego ZSRR, który był zabezpieczony przez GRU. Koziej był w tym okresie również członkiem egzekutywy PZPR. Jako żołnierz I Zarządu Sztabu Generalnego w latach 1978 – 1981 brał udział w opracowaniach planu ataku wojsk Układu Warszawskiego na państwa Europy Zachodniej.

 

Ponadto doradcą prezydenta Bronisława Komorowskiego ds. międzynarodowych jest Roman Kuźniar, który według archiwów IPN – u został zarejestrowany jako kontakt operacyjny „Uniw” pod numerem 16645. W czasach PRL Roman Kuźniar był członkiem PZPR i przeszedł specjalne przeszkolenie wojskowe. W stanie wojennym w 1982r. otrzymał odznaczenie państwowe „Za Zasługi dla Obronności Kraju”. Roman Kuźniar w latach 80 pracował w Państwowym Instytucie Spraw Międzynarodowych. Według dokumentów służb specjalnych PRL wielu urzędników PISM zostało zarejestrowanych przez komunistyczne służby specjalne jako tajni współpracownicy, m.in. Adam Rotfeld ps. „Rauf”.

 

W 2011r. w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego odbyły się konsultacje z przedstawicielami Aparatu Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Stronę polską reprezentował wtedy wiceszef BBN Zdzisław Lachowski. Według akt znajdujących się w Instytucie Pamięci Narodowej Zdzisław Lachowski został zarejestrowany jako kontakt operacyjny „Zelwer”.

 

Od maja 2010r. kontakty Bronisława Komorowskiego i jego zaplecza z Rosją stały się niemal regułą.

 

Jak widać Bronisław Komorowski jest pozbawiony wyczucia politycznego w stosunku do Rosji i spraw polityki wschodniej. U urzędującego prezydenta można dostrzec niesamowity deficyt wyobraźni politycznej i brak ogólnej wiedzy z zakresu obronności kraju. Dotychczasowe działania w sferze obronności Polski, to były przedsięwzięcia pozorowane polegające w gruncie rzeczy na stopniowej likwidacji armii.  

 

Ten kontrowersyjny stosunek Prezydenta Rzeczypospolitej do Federacji Rosyjskiej wyjaśnia Tomasz Sakiewicz w książce „Partyzant wolnego słowa”, wydanej w 2013r. przez Wydawnictwo M. Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” we fragmencie swojej książki na stronie 88 i 89 opisuje domniemane powiązania Bronisława Komorowskiego z agenturą rosyjską: „Ludzie, którzy go wówczas lepiej znali, uważali go za bardzo radykalnego działacza antykomunistycznego. Szczycił się naprawdę niezłą kartą opozycyjną. Jednak gdzieś koło roku 1988 zaczął się zmieniać. Miał wówczas jakieś problemy z pracą. W domu było kilkoro dzieci na utrzymaniu. Przełom roku 1988 i 1989 być może jest kluczowy dla wyjaśnienia jego przemiany. Wtedy stało się topo prostu widoczne.

 

Bez wątpienia wyjaśnienia wymaga to, czy na jakimś etapie nie wzięła sprawa w swoje ręce rodzina jego żony, której obydwoje rodzice byli kadrowymi oficerami Urzędu Bezpieczeństwa. Oczywiście zdarzały się takie mezalianse, wynikające ze wspólnego buntu przeciw systemowi. Z tym, że dla rodziny żony dzisiejszego prezydenta ten bunt nastąpił w roku 1968, w wyniku walki frakcji w obozie komunistycznym, a Komorowski zaczął wtedy świadomie angażować się w opozycję. To tłumaczy pewne podłoże psychologiczne. Czy mimo odsunięcia rodziców żony Komorowskiego od stanowisk w bezpieczeństwie wypadli oni też spoza zainteresowania Moskwy? Mrzonki. Moskwa zwykle miała swoich ludzi w każdej frakcji. Prezydent musi kiedyś o tym powiedzieć. Nie może zasłaniać się życiem osobistym. Chodzi o pierwszą osobę w państwie i skala prywatności jest w takim wypadku ograniczona.

 

Jakiś czas temu pewien człowiek, którego do dziś uważam za wiarygodnego informatora, zdradził mi, że jesienią 1989 roku Komorowski pojawił się na terenie rosyjskich nieruchomości w Warszawie. Jest to o tyle symptomatyczne, że wstęp mieli tam naprawdę nieliczni i nie było mowy o jakichś przypadkowych odwiedzinach. To były eksterytorialne placówki pod kuratelą wyłącznie państwa rosyjskiego, służące głównie do pracy operacyjnej. Oczywiście pewnie nie tylko, ale wszystko działo się pod okiem sowieckich służb. Oficjalnie były to placówki dyplomatyczno - handlowe, a nieformalnie miejsca, do których docierali najważniejsi szpiedzy rosyjscy. Miał się tam spotykać z kimś liczącym się w Rosji. Wyszedł mocno poruszony. Rzucił wtedy tylko jedno zdanie, że będzie wkrótce bardzo ważną osobą. W innym źródle również potwierdziłem fakt tego spotkania”.

 

Czy fakty podane przez redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” są prawdziwe, że mamy do czynienia z rosyjską agenturą? Niestety już w historii Polski zdarzył się przypadek posądzenia urzędującego Prezesa Rady Ministrów o powiązanie z rosyjską agenturą. 21 grudnia 1995r. w Sejmie minister spraw wewnętrznych Andrzej Milczanowski oskarżył premiera Józefa Oleksego o to, że jest szpiegiem rosyjskim! Wtedy Prezes Rady Ministrów odpowiedział, że jest niewinny i odmówił podania się do dymisji. Kilkumiesięczne śledztwo w sprawie „Olina” bardziej zaciemniło sprawę, niż ją rozjaśniło.

 

Na koniec należy wspomnieć o ukazaniu się w dniu 22 kwietnia 2015r. odważnej książki o nieznanych kulisach z życia prezydenta autorstwa dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego pod tytułem „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”. Czy publikacja potwierdziła fakty na temat urzędującego prezydenta podane przez redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”Tomasza Sakiewicza? Czy autor zbliżył czytelnika do poznania prawdy?                                                                                                                   

                                                                                       Krzysztof Krasowski  

Więcej artykułów…