W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. [zamknij]

Logowanie

Biznes

Poszukiwanie pracy jest bardzo ciężką pracą. Wie o tym każdy kto chociaż raz w swoim życiu pozostawał bez stałego zajęcia. Bezustanne nerwy, stres, ciągła niepewność jutra to tylko niektóre wydarzenia, które są obecne w codziennym życiu osoby bezrobotnej. Brak stałego zatrudnienia to tragedia dla każdej osoby pozbawionej bez pracy, bez względu na to kim jest dana osoba oraz jakie przyczyny takiej sytuacji.

W obecnej chwili jestem osobą pozbawioną pracy, zarejestrowaną w Powiatowym Urzędzie Pracy w Białymstoku. Moje kontakty z Urzędem Pracy polegają na stałych wizytach (co dwa miesiące) i z reguły kończyły się niczym. Ostatnio otrzymałem propozycję stażu, związanego z moim wyuczonym zawodem. Na początku bardzo się ucieszyłem z tego wydarzenia. Wreszcie, pomyślałem, coś bardzo pozytywnego. Od Pani, która mnie obsługiwała otrzymałem wszystkie potrzebne informacje, łącznie z datą, miejscem i godziną na którą powinienem się zgłosić. W dniu umówionej wizyty, odpowiednio przygotowany, zaopatrzony w potrzebne dokumenty zjawiłem się w wyznaczonym miejscu. Kilka minut przed wyznaczonej godzinie zapukałem do firmy, do której powinienem się zgłosić, pociągnąłem za klamkę i...drzwi okazały się zamknięte. Na początku myślałem, iż muszę poczekać trochę czasu…i tak czekałem piętnaście minut. Wtedy coś mnie tknęło i postanowiłem zadzwonić. Telefon został odebrany. Po przedstawieniu siebie, opowiedziałem dlaczego kontaktuje się z daną osobą. Opowiedziałem, iż dzwonię w sprawie oferty stażu z Urzędu Pracy, wspomniałem o spotkaniu, które powinno się odbyć w wyznaczonym dniu. Wszystkie te informacje otrzymałem w PUP Białystok. Mój rozmówca był bardziej zaskoczony niż ja, naprawdę!. Owszem, odpowiedział, ale w obecnej chwili ani on ani żaden z pracowników nie jest obecny w siedzibie firmy. Cóż mogłem zrobić. Wziąłem wszystkie swoje rzeczy i wróciłem z powrotem do domu. Długo nie mogłem pozbierać moich myśli po tym wydarzeniu. Straciłem czas, pieniądze, które wydałem na przyjazd i powrót. Miałem nadzieję, ale ta okazała się iluzoryczna, nic poza tym.

Powyższa historia jest zapewne jedną z wielu, można powiedzieć „norma”. Ale czy na pewno?. W tym miejscu należy zapytać o jakość pracy, a w szczególności usług świadczonych przeznaczonych przez „pośredniaki”. W dobie powszechnego dostępu do Internetu, gdzie każdy zainteresowany podjęciem pracy, może znaleźć wiele stron, na których publikowane są oferty pracy. Oprócz tego wiele firm, agencji pracy umożliwia publikowanie wysłanie potrzebnych dokumentów bezpośrednio do pracodawcy. Zdecydowana większość pracodawców publikuje swoje oferty w Internecie, bez pośrednictwa Urzędów Pracy. Można również odwiedzać potencjalnych pracodawców osobiście, zostawiając swoje dokumenty; bezpośredni kontakt jest także doskonałą okazją do poznania potencjalnego pracodawcy i zaprezentowania swojej osoby. Istnieje duże prawdopodobieństwo, iż nam się uda znaleźć upragnione zatrudnienie.

 

 

 

WER.ZIEL.

 

Białostockim hipermarketom spadają obroty??

Dział: Biznes Napisał

Nasi współpracownicy informują o pogorszeniu sytuacji ekonomicznej na Białorusi w związku z sankcjami nałożonymi na Rosję.

Gospodarka białoruska jest mocno uzależniona od Rosji. Łukaszenka nie dostał oczekiwanego wsparcia finansowego od Putina. Stara się ratować sytuację tnąc koszty, wprowadzając nowe podatki i uszczelniając granicę przed importem m.in. z Polski. Nałożono restrykcyjne wagowe ograniczenia dla tzw. mrówek w zakresie wwozu towaru na Białoruś.

Skutkiem jest spadek wymiany handlowej z Białorusią i perspektywa gorszych wyników dla białostockich hipermarketów, które dotąd dzięki łaskawej polityce administracji Truskolaskiego i szczodrej Tuska (przyzwolenie na unikanie opodatkowania) uzyskały status handlowego hegemona w Białymstoku. Ale dobra passa słabnie. Jeśli kryzys białoruski się utrzyma to może poważnie zaszkodzić obcym sieciom handlowym.

Francuska sieć reaguje i rozsyła pocztą elektroniczną zachętę do lokalnych zakupów online kusząc kodami rabatowymi.

Pewnym odbiciem dla białostockich hipermarketów może być program 500+, którym być może w pewnym stopniu zmniejszą straty wywołane polityczną wojną z Rosją. Jednak 500+ to broń obosieczna, bo wymusi podniesienie wynagrodzeń. Jeżeli rodziny faktycznie będą otrzymywać miesięcznie po 500 zł na każde dziecko to prawdopodobnie nie będzie chętnych na pracę na 3/4 etatu.

Dziki, barbarzyński proceder zatrudnienia na 3/4 etatu na 3 miesiące lub zatrudniania przez pośredników (agencje pracy) zostanie ograniczony. Jeśli tak się stanie będzie to bardzo dobra wiadomość dla polskich firm atakowanych dotąd mechanizmami nieuczciwej konkurencji.

Każdy z nas, jeśli chce mieszkać w Białymstoku, chce by dzieci nie musiały emigrować, powinien dokonywać zakupów w polskich sklepach i polskich firmach. Polskie firmy płacą podatki, wzmacniają gospodarkę i potencjał państwa. Zwiększają zamożność społeczności.

Białystok nie ma szansy na gospodarczy rozwój i trwałe miejsca pracy bez polskiego handlu oraz samorządowego i państwowego wsparcia produkcji.

 

Zobacz gazetki polskich sieci.

http://chorten.com.pl/pl/doc/385/gazetka




http://www.spolem.bialystok.pl/

Otrzymujemy sygnały, że obce sieci handlowe instalujące w Białymstoku swoje sklepy detaliczne nie płacą podatku za wieczyste użytkowanie.

Przy lokacji placówek handlowych i załatwianiu pozwoleń ponoć skrupulatnie dba się aby sieci nabywały działki na własność i płaciły tylko podatek od nieruchomości. Żadnego wieczystego użytkowania gruntów – jak to ma miejsce w przypadku polskiego handlu – a wyłącznie prawo własności. Rozwiązanie to znacząco obniża koszty podatkowe co ma istotne znaczenie w przypadku detalu spożywczego charakteryzującego się niższą rentownością. W ręku Portugalczyków czy Niemców to kolejny istotny oręż w wojnie z polskim handlem w Białymstoku.

W celu jednoznacznego potwierdzenia tych doniesień zostanie złożone zapytanie do administracji Tadeusza Truskolaskiego. W naszej ocenie takie praktyki są niedopuszczalne i stanowią formę nieuczciwej konkurencji wobec polskich firm.

W przypadku potwierdzenia się unikania podatku będziemy postulować wprowadzenie przez samorząd podatku handlowego dla obcych sieci handlowych, stanowiącego lokalny ekwiwalent podatku za wieczyste użytkowanie, którym teraz obciążane są polskie firmy działające w Białymstoku. Alternatywnym rozwiązaniem może być też przekształcenie we własność gruntów mających obecnie status wieczystego użytkowania i tym samym zniesienie podatku za wieczyste użytkowanie dla rodzimych podmiotów. Działanie takie byłoby przejawem troski o polskie interesy i dobro lokalnej społeczności.

Dyskryminowanie polskich firm jest szkodliwe dla lokalnej gospodarki, dusi firmy, pogarsza sytuację ekonomiczną mieszkańców Białegostoku, sprzyja bezrobociu i emigracji zarobkowej najwartościowszej ludności.

Przykład łupienia podatkiem za wieczyste użytkowanie – blokowisko, ul. Upalna.


Trzeba przyznać, że administracja Tadeusza Truskolaskiego już od wielu lat z żelazną wprost konsekwencją zwalcza rodzimą przedsiębiorczość, mimo iż polityka ta zmniejsza wpływy podatkowe i skutkuje ekonomicznym exodusem mieszkańców.

Zniszczono polski detaliczny handel na Jurowieckiej nie dając przedsiębiorcom żadnej konstruktywnej alternatywy. Zlikwidowano centrum handlowe przy Antoniukowskiej, a obecnie celem jest likwidacja CH Park. Władza uderza w skupiska polskich firm, gdyż najprawdopodobniej postrzega się je jako potencjalną konkurencję dla obcych sieci monopolizujących handel galeriami i wysypem detalicznych sklepów (wprost zadziwia liczba wydanych pozwoleń na sklepy Biedronka).

Obwoźny handel lokalnej firmy produkcyjnej – współczesny białostocki handlowy Drzymała.



Szokuje wieloletnia bezczynność samorządu i lokalnych polityków "znawców" ekonomii. Nie ma właściwie żadnych poważnych inicjatyw, które służyłyby co najmniej ochronie polskiego handlu i produkcji. Nie ma praktycznie żadnych inwestycji dających nowe powierzchnie handlowe istniejącym lokalnym firmom oraz umożliwiających start nowych przedsięwzięć uwzględniających produkcję. Zaznaczyć w tym miejscu należy, że ostatnio sygnalizowana przez władzę modernizacja Kawaleryjskiej to głównie efekt zgłaszanych projektów a nie samoistna inicjatywa administracji Truskolaskiego.

Wieloletnia wojna z polską przedsiębiorczością w Białymstoku a więc w konsekwencji blokowanie ekonomicznego umocnienia społeczności i wytworzenia się tzw. klasy średniej jest w ocenie Andrzeja Jędrzejewskiego elementem szerszego planu wielopłaszczyznowej przemiany Białegostoku i restauracji jego formy przedwojennej. Osłabianie polskiego kapitału i patriotycznego żywiołu, stymulowanie emigracji zarobkowej, promowanie separatyzmów, ma w wizji grup interesów osłabić spoistość Rzeczypospolitej i przygotowywać grunt do jakiejś formy regionalizacji. Jak pamiętamy w okresie odradzania się państwa polskiego nieasymilujące się, wrogie polskiej racji stanu grupy działające w Białymstoku, domagały się autonomii – formy drugiego wolnego miasta Gdańsk.

Historia powinna być dla nas nauczycielką życia. Tylko głupiec popełnia dwa razy te same błędy.


Przeczytaj o naszym projekcie centrum handlowego na Kawaleryjskiej >>
Przeczytaj o Drzymale białostockiego handlu >>
Przeczytaj o białostockich lizakach podatkowych >>

Jakiś czas temu kilkukrotnie wyjeżdżaliśmy do Sejmu na obrady Komisji ds. reformy spółdzielczości. Będąc tam mieliśmy okazję spróbować kuchni sejmowej.

Z pozoru wydawało się, że Restauracja Sejmowa, napchana politykami z najwyższej półki i celebrytami w rodzaju Materny, powinna oferować kuchnię na adekwatnym poziomie. Jednak ku naszemu zaskoczeniu wcale tak nie jest.

Serwowane przez Sejmową dania należy uznać za przeciętne, nawet barowe. Oczywiście ich ceny, mimo że umiarkowane jak na Warszawę, są oczywiście kilkukrotnie wyższe od poziomu białostockiego.

Gdyby przykładowo białostocka AleKuchnia lub Kuchnia Domowa U Gosi podpisała w Sejmie umowę na świadczenie usług gastronomicznych to z pewnością przebiłaby jakością kulinarnych celebrytów z Sejmowej.

Tutaj nikt nie może uwierzyć, że danie za przysłowiowe 15 zł z firm z białostockiego blokowiska może być lepsze niż produkt znanego lokalu za 80 zł bo wielu z nas myśli schematami i poddaje się regule tzw. dowodu społecznego.

W Białymstoku w standardowym lokalu gastronomicznym danie nie może kosztować 100 zł bo przy bezrobociu rzędu 13% i mniejszej niż normalnie sile nabywczej lokalnej klienteli taka cena byłaby nie do zaakceptowania.

Słabsza gospodarka, mniejsza zamożność, wręcz bieda szczególnie w osiedlach z wielkiej płyty, bardzo ogranicza możliwości rozwoju firm tej branży i przekłada się na bardzo niskie ceny.

Zachęcam do oceny umiejętności kulinarnych AleKuchni i Kuchni Domowej u Gosi. Obie firmy już przy małym zamówieniu rzędu 30-35 zł bezpłatnie dowożą dania do klienta. Ich oferta to idealne rozwiązanie dla firm produkcyjnych, usługowych, biur oraz administracji. Jestem przekonany, że przy większych zamówieniach oba podmioty udzielą dodatkowych rabatów i zaoferują bonusy stałym klientom.

AleKuchnia
http://www.alekuchnia.com.pl/index.htm



Kuchnia Domowa U GOSI – tel. 85 654 60 61
https://www.facebook.com/Kuchnia-Domowa-U-GOSI-598632873626373/

 

 

 

Jakość sprzętu AGD-RTV a interesy korporacji

Dział: Biznes Napisał

Silny lobbing wielkich korporacji w połączeniu z socjalistycznym modelem zarządzania gospodarką unijną przyniósł w ostatnich latach pogorszenie jakości sprzętu AGD i RTV.
 
Pod presją koncernów goniących za zyskiem ukształtowano system produkcji wyrobów na krótki okres użytkowania, niejednokrotnie czas gwarancji. Ponadto korporacje dbają o ograniczenie możliwości naprawiania sprzętu z niższej półki poprzez stosowanie modułowych podzespołów w wielu przypadkach nienaprawialnych. Dodatkowym zabezpieczeniem interesów koncernów jest narzucanie wysokich cen modułowych części zamiennych – by wskazywać konsumentowi na nieopłacalność serwisu i przymuszać go do zakupu nowych, ale słabej jakości, "jednorazowych" produktów. Nieetyczną pogoń za zyskiem widać nie tylko na przykładzie elektroniki, ale również w jakości materiałów i podzespołów typowo mechanicznych.

Być może jednak coś się zmieni, bo problem został zauważony i oby w dobrych intencjach.

Przeczytaj publikację: Koniec ze sprzętem, który psuje się tuż po gwarancji >>

Firmy zajmujące się serwisem produktów AGD RTV wskazują, że sprzęt starszych generacji zdecydowanie różni się jakością w porównaniu do bieżących serii wyrobów i opłaca się serwisować urządzenia wyprodukowane dawniej, np. pralki.

W branży serwisowej pojawiają się głosy o zagrożeniach dla firm zajmujących się naprawami. Grupy interesów naciskające na urzędników unijnych ponoć domagają się zamknięcia dostępu do rynku napraw dla podmiotów konkurencyjnych dla korporacji. Mówi się o eliminacji w drodze zmiany regulacji unijnych – przyjęcie, że tylko korporacje będą mogły zarządzać "legalną" dystrybucją części zamiennych a prawo do "legalnego" serwisowania będą nabywały podmioty uprawnione (przez kogo?) po uzyskaniu odpowiedniego certyfikatu.

Nietrudno domyślić się, że pozyskanie owych "certyfikatów" będzie kosztowne i może odbywać się w oparciu o niejasne kryteria. Zamysł lobbystów sprowadza się więc do administracyjnego wyeliminowania z rynku niekoncernowej konkurencji. Celem grup interesów jest hegemonia na rynku dystrybucji części zamiennych poprzez usunięcie wszystkich firm, którym nie przyzna się uprawnień do świadczenia serwisu.

Taki monopol radykalnie zwiększyłby zyski korporacji i skompensował ewentualne zmiany nakazujące produkcję sprzętu lepszej jakości.

Krajowym barometrem lobbingu i gry obcych interesów jest niedawne zaostrzanie ustawy o GIOŚ. Ta szkodliwa dla polskiej gospodarki instytucją narzucona przez unijnych biurokratów dusi polskie firmy produkcyjne i dławi powstawanie nowych inicjatyw produkcyjnych zmuszając do bardzo kosztownej i pracochłonnej biurokracji sprawozdawczej – pod pozorem ochrony środowiska. Warto w tym miejscu przypomnieć, że korporacje działające na polskim rynku swoje towary w dużej mierze produkują w Chinach i przysłowiowym Bangladeszu – więc z oczywistych względów bez kosztów GIOŚ.

 

Reklama: Pralki po 200-350 zł. Serwis i sprzedaż >> tel. 737 626 004

Strona 1 z 4