21
Wt, Sie

Sytuacja na prawicy przypomina tę z 1980 roku. Odpowiednikiem robotników są dziś "narodowcy" czyli osoby o pewnym ogólnym spektrum poglądów. I są "związkowi" doradcy, czyli twarze Ruchu Narodowego. Jest profesor Żaryn (odpowiednik Geremka) dla tych bardziej wykształconych; jest Ziemkiewicz dla proletariatu (odpowiednik może Henryka Wujca?).  Co podważa ich wiarygodność? Flirt z mainstrimowymi mediami (przed chwilą Żaryn u Olejnik). Swoją drogą była to żenująca audycja. Każdy z 1000 uczestników sobotniego kongresu zaprezentowałby się lepiej od Żaryna.

O co chodzi Żarynowi. Ano aby jacyś "suwerenni Polacy" porozumieli się z "suwerennymi Żydami". Tylko że ci ostatni również uważają się za Polaków, więć gdzie Żaryn bedzie ich poszukiwał? Podobnie Ziemkiewicz raduje się tym, że udało się na kongresie wyklaskać (czyli zagłuszyć jak Chruszczow butami) głos judeorealistów.

Jeszcze raz sytuacja z sierpnia 1980. Jedna grupa marginalizuje inną. Kto w roli Kiszczaka? Minister Sienkiewicz. Ten facet nie potrafi utrzymać w dyskrecji wszystkiego co wie. W obszernym wywiadzie dla "GW' minister Sienkiewicz twierdzi, że ruch narodowy nie ma szans na zorganizowanie struktur gotowych do udziału w wyborach. To znamienne. Kto wystąpi w roli rozbijaczy? Jakiego typu agenturę zainstalował Bondaryk wśród narodowców? Czy są to kontrolowane organizacje kibicowskie, czy samozwańczy liderzy (Winnicki, Zawisza, Holocher)? Ludzie niewiadomej proweniencji i o niejasnych xródłach dochodów? A może sama wierchuszka - czyli Ziemkiewicz i Żaryn? Im bliżej wyboów ci ludzie zostaną zmnuszeni do samookreślenia.

A jakimi narzędziami będą się posługiwać w rozbijaniu? Przecież nikt z narodowców nie ogląda TVn i nie czyta "Wyborczej". Teraz już wiemy po co powstały "TV Republika, Do rzeczy i Sieci"?

Czas na ostracyzm, rozpoznaliśmy ich i musimy zwrócić mainstrimowych agentów ich naturalnemu środowisku.  Inaczej znowu olbrzymi samorodny potencjał Polaków zostanie skanalizowany i ukierunkowany na porozumienie suwerennych z obu stron i odsunięcie "twardogłowych" (tak jak w 1980) z obu stron - co otwarcie przyznaje Żaryn.

Po zamieszczeniu filmu o młodzieży grającej w piłkę na Ursynowie  w trakcie procesji Bożego Ciała rozpętał sie prawdziwy atak pogański na autora filmu Eugeniusza Sendeckiego, lecz także na Kościół Katolicki i na moją skromną osobę. Do chwili obecnej 1 milion 11 tysięcy wyświetleń na Youtube, blisko 10 tysięcy komentarzy na Yt, 8 tysięcy zalogowanych użytkowników nie lubi filmu, około 800 lubi. Co tak bulwersowało blogerów i użytkowników Yt oraz innych portali?

Przenikanie się przestrzeni. Obchody Bożego Ciała dla niewtajemniczonych mają charakter przenikania sfery sacrum ze świątyni na przestrzeń naszego codziennego życia. Jest to doroczny obrzęd cykliczny, w trakcie którego nasza cała przyroda i artefakty są święcone przez kapłana. Jest to tzw. dobro rzadkie w ujęciu socjologicznym. Przy tym nie ma znaczenia, że nie wszyscy uważają je za dobro rzadkie. Seks z atrakcyjną studentką jest dobrem rzadkim dla 50-letniego profesora Żuka, chociaż nie wszyscy profesorowie mają takie pragnienia.

Jest to dzień ustawowo wolny od pracy. Dzień ten wykorzystali młodzieńcy ursynowscy do gry w piłkę w trakcie przechodzącej procesji z Najświętszym Sakramentem. Dyskusja toczyła się wokół kilku problemów.

Równoważność czynności. Zdaniem pewnej grupy blogerów prawo kilku osób do gry w piłkę nie może być ograniczane przez wielotysięczne zgromadzenie o charakterze religijnym. Młodzieńcy ci mieli okazję aby zachować się przyzwoicie.  Jednocześnie komentatorzy pochwalający postępek futbolistów zarzucali autorowi nieprzyzwoite zachowanie w postaci filmowania zdarzenia przez niego jako uczestnika uroczystości religijnej.

Savoire vivre "Umieć żyć" tzn. postępować tak, aby nie wyrządzać przykrości osobom wchodzącym z nami w interakcje. Wyobraźmy sobie, że w trakcie rozgrywanej symultany szachowej (równoważnik gry w piłkę) pojawia się grupa szamanów z wuwuzelami, prezentując wszem i wówczas swoje umiejętności.

Ekspansja Kościoła. Film był też pretekstem do oskarżania Kościoła katolickiego o tendencje ekspansjonistyczne i ograniczanie swobód obywatelskich. Tymczasem także przeciwnicy Kościoła otrzymali w dniu 30 maja ekwiwalent w postaci dnia wolnego od pracy i nauki.

Zagrożenie mainstreamu. Umiejętność spowodowania oglądalności na ww. poziomie to dla zawodowych manipulatorów żyjących z kolorowego okienka poważne zagrożenie. Ich landlordowie zadają sobie pytanie, za co ich tak drogo opłacają, skoro film nagrany telefonem przez amatora może być hitem tygodnia?

Prowokacja autora. Na forum Frondy, określającym się jako społeczność katolicka, autor był oskarżany o tendencje sekciarskie, porównywany do księdza Natanka, czy wręcz pomawiany o szkodzenie katolicyzmowi. i tylko ten zarzut zasługuje na polemikę.

Kościół katolicki nie może być kojarzony jedynie z senioralną, sfeminizowaną, nie najdoskonalej wykształconą, moherową wspólnotą (vide Joanna od krzyża").  Image Kościoła wymaga aktywnego uczestnictwa dobrze wykształconych, zamożnych mężczyzn w sile wieku, nie wstydzących się swojej wiary (Eugeniusz Sendecki). W ten sposób odbieramy wyznawcom teorii predestynacji ich fałszywe atuty.  Po minionym weekendzie można odpowiedzialnie stwierdzić, że czasy dyżurnego, medialnego, kanapowego katolika Terlikowskiego czy Hołowni to już przeszłość. Nastała era dominacji katolików-naturszczyków Sendeckiego, Kurzei, Zakrzewskiego, Czeczetkowicza.

Rodzinne powiązania Bartosza Węglarczyka, Adama Michnika, Moniki Olejnik, Tomasza Fegina, Andrzeja Morozowskiego czy Igora Tuleyi przesłania nam optyka naszych wspaniałych, kochających, bogobojnych rodzin. Dziadek w partyzantce, babcia z różańcem w ręku, matka w procesji Bożego Ciała, ojciec prowadzący za rękę do Komunii św.

Tymczasem funkcje rodziny apartaczyka komunisty są diametralnie różne od funkcji które pełniły nasze tradycyjne rodziny katolickie. Wszyscy wiemy, że państwo nie miało zaufania do rodziców donosiciela Pawki Morozowa. No ale może funkcjonariuszom systemu ufało, że wychowają potomstwo w duchu marksizmu-leninizmu? Np. tacy Morozowscy? Otóż nie do końca. W tym celu aby wyręczyć państwa Morozowskich, Feginów, Światłów powstał Komsomoł, znany w "naszym" (rządzonym przez nich) kraju pod nazwą Czerwonego Harcerstwa. W pewnych azjatyckich mocarstwach tradycja powierzania wychowania młodego pokolenia instytucjom kontrolowanym przez państwo przetrwała do XXI wieku.

W czasie gdy dzieci znajdują się pod "opieką" kombatów, katsa czy innych kaprali (jak za Bismarcka) rodzice mogą poświęcić się służbie państwowej. Trudno wymagać aby pięciolatek czy nawet dwunastolatek zrozumiał, że tatuś wraca zmęczony po całonocnym konwejerze. Nie może się z tobą wujek pobawić Adasiu, bo dziś w nocy wyrywał paznokcie Ince.

Z zainteresowaniem przeczytałem wspominki Andrzeja Seweryna z komsomolskich obozów, na których bywał ze swoim rówieśnikiem Adasiem Michnikiem i sporo starszym dowódcą zuchów Jackiem Kuroniem. Chociaż Seweryn nie zdradza wszystkich szczegółów, te które ujawnia są niezwykle interesujące. Świętością jeśliby tak można się wysłowić, (bo żadne praktyki religijne na obozie nie były dozwolone) był dla Andrzeja rozkaz wydany przez druha Jacka. Nawyk posłuszeństwa to bardzo ważna idea wpajana socjalistycznemu nastolatkowi. Posłuch zostaje na resztę życia, zależy kto jest przy komendzie. No i do starszego kolegi zawsze można było się zwrócić po imieniu z każdym problemem. Po takim obozie człowiek wracał pod skrzydła mamusi z bagażem nowo zdobytej wiedzy, nie musiał już prosić o objaśnienie trudnych wyrazów takich jak internacjonalizm, socjalistyczna wydajność pracy itp.

Obozy charakteru koedukacyjnego nie posiadały, pod namiotami mogła się więc wytwarzać pomiędzy chłopcami więź uczuciowa będąca surogatem miłości do odległej mamusi. Cóż może być wspanialszego od wspólnego przebywania mężczyzn we własnym towarzystwie? Ja byłem raz na takim zimowisku, pamiętam że jakiś łobuz wypił mój kompot. Od tego czasu nowiuśki harcerski mundur, chustę z lilijką, pas i finkę wrzuciłem na dno szafy i nie chciałem ich więcej widzieć. No dobra kłamię - pas i finkę nosiłem później do cywilnego ubrania.

Seweryn wspomina, że wszyscy jego koledzy fascynowali się postacią Karola Świerczewskiego, nazywając siebie walterowcami. Nic dziwnego, że taki socjalistyczny zuch marzy o przygodach i zaiste miał możliwość ich realizacji - a to na Kubie u boku Castro i Che Guevary, albo w Wietnamie Ho Chi Minha. Socjalizm w najczystszej postaci uskutecznili jednak niedoścignieni Czerwoni Khmerzy.

Ustaliliśmy więc, że wpływ rodziców na wychowanie socjalistycznego człowieka jest ograniczony. Ale taki socjalistyczny człowiek jest doskonale przygotowany do pracy w koncernie. Nie straszne mu dziejowe i polityczne przewroty. Kiedy np. komunizm zostaje zastąpiony kapitalizmem, socjalistyczny człowiek przekształca się w korporacyjnego perfekcjonistę.

Np. w takiej redakcji ogólnopolskiej gazety lub telewizji. Tam wszyscy niezależnie od wieku są ze sobą po imieniu. Tam też obowiązuje zaufanie do starszych kolegów, a więc rozkaz jest niepotrzebny, wystarczy sugestia starszego, bardziej doświadczonego kolegi i już mamy pewność czy nasze poglądy idą po linii redakcyjnej.

Rodzina jest dla socjalistycznego człowieka grupą nieformalną, wtórną i obcą. Grupą formalną, pierwotną i swoją jest przede wszystkim komsomoł.

A grupa odniesienia? To panteon nieśmiertelnych nazwisk: Lew Dawidowicz Bronstein Trocki, Plutarco Elias Calles (to przeciw niemu wybuchła Cristiada), Karol Świerczewski "Walter", Che Guevarra, Salvador Allende.

Jak w syntetycznym ujęciu przedstawić stan państwa i społeczeństwa, w których przyszło nam żyć? Takimi rozważaniami chciałbym przywitać nową odsłonę niezwykle zasłużonego portalu Slonecznystok.pl. Niewątpliwie toczy się w naszym kraju wojna kulturowa i o tym przede wszystkim będę w kolejnych tekstach pisał. Jednak jakie są motywy ludzi przystępujących do antyspołecznych, antyrodzinnych i antyreligijnych inicjatyw? Większość z nich nigdy wszak nie słyszała o Antonio Gramscim, nie jest też w stanie intelektualnie odnieść się do rozważań tzw. frankfurckiej szkoły filozofii. Ich fobie, prawdziwe czy urojone krzywdy stanowią jedynie alibi dla ciemnej strony ludzkiej natury. Ludzie ci doskonale zdają sobie sprawę, że istnieje globalna elita ekonomiczna. Jak można zostać dokooptowanym do kasty uprzywilejowanych? To jest głównym motorem poczynań takich ludzi.

Nie jest to oczywiście zjawisko powstałe współcześnie. W sowieckim systemie Gułagu wykształciła się warstwa uprzywilejowanych więźniów (zazwyczaj kryminalnych) nazywana „błatnymi”. Tamte przywileje polegały konkretnie na tym, iż owi więźniowie nie pracowali, a otrzymywali większe ilości lepszej jakości jedzenia, spośród przydziału wypracowanego przez ogół więźniów. Ich filozofię prezentuje Aleksander Sołżenicyn w brutalnym przekazie „błatnego” wobec zwykłego więźnia: „Ja zdechnę jutro, ale ty dzisiaj”.

W nazistowskich obozach koncentracyjnych wykształciła się instytucja „kapo”, uprzywilejowanego więźnia wyposażonego w atrybuty władzy w postaci pałki i opaski na rękawie. Ludzi z pałkami i opaskami z taśmy na rękawach kurtek widziałem w Warszawie w dniu 11 listopada 2011 roku. Stworzyli oni barierę na wyznaczonej trasie pochodu Marszu Niepodległości. Dopięli swego. Prawo zostało złamane, gdyż Marsz wyruszył inną od uzgodnionej z władzami stolicy trasą.

Ludzie z pałkami i opaskami na rękawach. Bez nich niemożliwe byłoby sprawne funkcjonowanie obozów zagłady podczas II wojny światowej.

Jak natomiast określić system polityczny, z którym mamy obecnie do czynienia? To kleptokracja - rządy złodziei na wszystkich poziomach państwowości, od spółdzielni mieszkaniowej po sądy.

Co łączy sprawy Kociołka i Sawickiej-Cielebąk? Ciężar gatunkowy, presja społeczna i medialna są kluczem porozumienia między oskarżonym a jego obrońcami, którzy mówią klientowi: "Sprawa jest niezwykle trudna, jej prowadzenie więc musi sporo kosztować".

Czy istnieje zależność pomiędzy wysokością wynagrodzenia adwokata a jego realnym wpływem na wymiar wyroku? Wszak to sąd feruje wymiar kary, profesjonalni sędziowie nie powinni nabierać się na adwokacki teatr. W przypadku Sawickiej i Kociołka na ubogich nie trafiło. Czy to nie doskonała okazja na uzyskanie przez mecenasów rekordowej wysokości honorariów?

Przy okazji sprawy brata Ryszarda Sobiesiaka wyszło na jaw, że stawki za korzystne orzeczenie przed Sądem Najwyższym zaczynają się od 2 milionów złotych. Nikt nie wymknie się współczesnym szmalcownikom w togach. „Błatnym” uprzywilejowanym dziś ten, kto jest w stanie odpowiednio zapłacić. Prezes i księgowa pewnej białostockiej firmy, którzy ukradli Polakom 30 milionów złotych zostali uniewinnieni. Mówi się, że mecenasi zażądali od nich 3 milionów. „Uczciwe” 10 procent.

 

Marek Czarniawski

 

TV Republika będzie tubą propagandową PIS i Kaczyńskiego w wyścigu po władzę w Polsce. Sakiewicz otrzymał zadanie nakłonienia Ojca Rydzyka do „współpracy”. Za tym eufemizmem kryje się postulat, aby koncern medialny z Torunia nie promował własnych list do europarlamentu i katolickiego kandydata na prezydenta. Pamiętamy, że: „nie ma w polskim parlamencie sił nastawionych antyizraelsko”. Republice chodzi właśnie o zachowanie takiego status quo. Już raz ojciec Rydzyk dał się nabrać na ten numer. Jeżeli teraz ulegnie straci wiarygodność wśród katolików i pozostanie mu jedynie rola kronikarza uroczystości religijnych i życia Kościoła.

 

Ponadto niebezpieczne dla Polski jest eskalowanie konfliktu z Rosją. Być może już wkrótce tam będziemy musieli jeździć aby legalizować heteroseksualne związki, których może zakazać Unia Europejska. Paradoksalnie to Rosja może stać się wkrótce oazą wolności religijnej na pustyni paneuropejskiego ateizmu.

 

W jakiej sprawie Sakiewicz chce się porozumieć z Rydzykiem?

 

W sprawie utrzymania obecnego zgniłego kompromisu aborcyjnego? Veto.

 

W sprawie popierania okupacji Iraku i Afganistanu? Veto.

Istotą bolszewizmu są obietnice bez pokrycia. Bolszewizm obiecuje najwięcej

Bolszewicy zdobyli wpływy w społeczeństwie rosyjskim i w końcu sięgnęli po władzę w 1917 roku, gdyż obiecywali Rosjanom więcej niż inne stronnictwa polityczne. Obiecywali najwięcej i nikomu nie pozwolili się w obietnicach prześcignąć. Oczywiście, nigdy nie zamierzali swych obietnic spełnić lub jak w przypadku parcelacji własności ziemskiej - była to obietnica spełniona lecz tymczasowa. Po parcelacji przyszła kolektywizacja. Można by perwersyjnie stwierdzić, że przeciwnicy bolszewików, którzy straszyli, iż w tym systemie żony będą wspólne - paradoksalnie przysporzyli bolszewikom mimowolnie wielu wyposzczonych zwolenników.

Dzisiaj bolszewicką taktykę stosują politycy, aby zdobyć władzę. „Skuteczny” polityk obiecuje więcej od konkurencji najwięcej, przekonuje tych, którzy na żadne przywileje nie zasłużyli. Drugą cechą rozpoznawczą neobolszewizmu jest walka z Kościołem katolickim. Ateizacja prowadzona jest przy pomocy tzw. taktyki salami, bolszewicy walczą z najsilniejszym przeciwnikiem, szukając sojuszników w celu zwalczania katolickiego „zagrożenia”. W imię fałszywie pojmowanej troski o publiczne finanse neobolszewicy podsuwają nam konkretne rozwiązania oszczędnościowe. Oto np. 1 miliard 400 milionów złotych można jakoby zaoszczędzić usuwając naukę religii ze szkół. Powody? Ruch Palikota złożył w ministerstwie edukacji donos na katechetów, którzy nauczają o m.in. o cudzie Jezusa w Kanie galilejskiej. Jak zwracają uwagę posłowie od Palikota, Jezus "wyprodukował w Kanie Galilejskiej aż sześć stągwi wysokiej jakości trunku". Ten fakt skłonił ich do zadania pytania, czy "nie wpływa to w sposób podświadomy jako przyzwolenie do konsumpcji dużej ilości alkoholu?". "Czy do pomyślenia jest, aby w szkole wbrew ustawie o wychowaniu w trzeźwości dawano przykład produkcji alkoholu, w dodatku nazywając to cudem?" – dziwią się. Dalej jak twierdzą, obrazek Jezusa idącego po wodzie może skutkować utonięciami. Palikotowcy próbowali też ocenzurować opis Męki Pańskiej jako zbyt drastyczny dla dzieci.

Facet na bilboardzie bez krawata z zakasanymi rękawami - jawi się jako człowiek przy pracy, tymczasem jego całe życie to pasmo interesów, interesików, biznesików, szmoncesów, kontraktów i przekrętów. Doskonale czuje to jego target, czy elektorat - to wszelkiej maści alimenciarze, niepracujące niebieskie ptaki.

Jak walczyć z bolszewikami? Możemy ośmieszać ich postulaty, przelicytowując ich absurdy. Walcząc tą metodą utrącamy ich argumenty. Czy np. powinno się uczyć dzieci o holokauście? Czy to nie nazbyt drastyczne dla niedojrzałej wyobraźni 10-latka, czy nie popchnie go do naśladownictwa czynów zbrodniczych? O edukacji seksualnej w szkołach, która przypomina raczej pruską musztrę napiszę innym razem. Jednak absurdalnie zapytajmy samozwańczych edukatorów: czy stereotypowe czynności z prezerwatywą naciąganą na ogórek nie zabijają inwencji i wyobraźni przyszłych konsumentów pornografii i prostytucji?

 

Marek Czarniawski