W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. [zamknij]

Logowanie

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Spółdzielczy Przewodnik. 6. Degradacja człowieka w postkomunistycznej spółdzielczości

Klatka schodowa w spółdzielni-molochu Klatka schodowa w spółdzielni-molochu

Człowiek postkomunistycznej spółdzielczości

Człowiek spółdzielczy „wyhodowany” w obozie budownictwa socjalistycznego w dobie PRL jest nieprzystosowany i niezdolny to współtworzenia społeczeństwa kreowanego w III RP na obywatelskie, aspirującego do standardów społeczeństw demokratycznych. Co więcej: niedawny obywatel PRL-u staje się niejednokrotnie naturalnym klientem pomocy społecznej, gdyż mając mentalność niewolnika, co do zasady pozostaje nastawiony roszczeniowo, nie tylko w kwestii znalezienia pracy.

Realizowane przez prezesów antyspołeczne, całkowicie partykularne cele – spółdzielnie-molochy traktują jako przedsiębiorstwa mające dawać wyłącznie zyski z eksploatacji ludności – powodują dotkliwe koszty i straty dla III RP. Bo oto spółdzielczość postkomunistyczna zamiast przyczyniania się do ekonomicznego rozwoju społeczności, zamiast budowania i generowania dochodów zrzeszonych dzięki integracji i kooperacji – wprost przeciwnie jest miejscem zniewolenia, wyzysku ekonomicznego i wykoślawiania dusz.

Zniszczenie i zdegenerowanie jakie powoduje, w wielu przypadkach okazuje się nie do odrobienia. Tylko nieliczne jednostki i grupy z tych społeczności wyrywają się poza klatkę mentalnego zniewolenia. Z reguły decydują się na emigrację z III RP i bezpowrotną ucieczkę z tych nieobserwowanych przez Boga miejsc. Z kolei słabsi, niejednokrotnie wchodzą w kolizję z prawem i w efekcie lądują w rynsztoku.

Transformacja gospodarcza wrogiem prezesów

Druga dekada nomenklaturowej III RP przyniosła molochom nowe zjawiska i nowe zagrożenia. Wejście III RP do UE i otwarcie rynków pracy paradoksalnie poważnie zaszkodziło interesom nomenklaturowych rodzin. Z pozoru miało być lepiej. Teoretycznie lokatorzy powinni jechać, zarabiać i przysyłać pieniądze krewnym tkwiącym w spółdzielniach. Prezesi oczekiwali poprawy ściągalności czynszów i lepszych dochodów. Jednak życie napisało inny scenariusz, bardzo niekorzystny dla partyjnych baronów. Oczywiście płynie emigracyjny strumień pieniędzy, ale nie trafia on w dłuższej perspektywie do kieszeni prezesów. Co aktywniejsi lokatorzy zobaczywszy inne standardy i atrakcyjniejsze warunki życia za granicą, postanawiają osiąść tam na stałe i w efekcie w ogóle rezygnują z zamieszkiwania w molochach. Inni zarobiwszy niezbędną ilość pieniędzy migrują z obozów PRL-u budując domy lub nabywając mieszkania we wspólnotach. Trend ten nabiera cech masowości. Ludność lepiej zarabiająca systematycznie odpływa z molochów dzięki nowym możliwościom finansowym i coraz szerszej alternatywie mieszkaniowej oferowanej przez wolny rynek. Exodus ludności (emigracja zarobkowa i migracja poza PRL-owskie kołchozy) pogłębia regres ekonomiczny utrudniając biznesy byłym funkcjonariuszom PZPR. W molochach, wskutek przemian społeczno-gospodarczych, z przymusu koncentruje się ludność z pogranicza marginesu. Dla prezesów to kłopot bo ściągalność czynszu jest gorsza i na niewiele się zdaje zaostrzenie polityki eksmisyjnej.

Epatowanie opinii publicznej licytacjami lokali eksmisyjnych (nawet dziesiątki eksmisji rocznie) przy jednoczesnej ucieczce zaradniejszej ludności psuje wizerunek postkomunistycznym spółdzielniom, nasilając przekonanie że są drogie, nieatrakcyjne i niebezpieczne do życia. Bezpośrednim dotkliwym efektem negatywnego wizerunku jest spadek cen lokali. Uderza on w pierwszej kolejności w zwykłych lokatorów, ale o to akurat nikt się nie martwi. Obniżka cen dotyka prezesów, bo biznes eksmisyjny traci na rentowności zmuszając bonzów do nasilenia windykacji. To z kolei wywołuje nadpodaż lokali poeksmisyjnych, na które nie ma chętnych w cenach oczekiwanych przez nomenklaturowe grupy. Koncentracja ludności niezamożnej pieczętuje permanentny problem z egzekucją opłat co zmusza prezesów do windowania czynszów. Tworzy się ekonomiczna równia pochyła ciągnąca spółdzielnie-molochy do powolnego upadku.

 

Autor: Stanisław Bartnik

 

Oportunizm i skrajna alienacja człowieka w spółdzielczości postkomunistycznej.
Unikalna publikacja już wkrótce!

 

Ostatnio zmieniany

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież