27
N, Maj

Walne Zgromadzenie SM Soneczny Stok. Sala 417 miejsc. Ponad 13 tysicy uprawnionych

Nagranie dotyczy walnego zgromadzenia członków spółdzielni Słoneczny Stok zorganizowanego w sali na 417 miejsc!!!

spółdzielnia ta liczy ponad 13 tysięcy członków uprawnionych do głosowania;
mimo to zarząd co roku organizuje jednoczęściowe walne zgromadzenie, z dala od osiedli SM, w innej części miasta, w dniu roboczym;
w przypadku sfilmowanego walnego zgromadzenia na salę obrad próbowało wejść i wziąć udział w zebraniu ponad 1000 osób;
w trakcie obrad m.in. wyłączano klimatyzację i przedłużano procedury by zmusić uczestników do szybszego opuszczenia sali by ważne głosowania odbywały się w nocy;
przy takich warunkach obradowania oczywiście nie ma możliwości skutecznego liczenia głosów.

Wynajem małych sal, zwoływanie jednoczęściowego zgromadzenia w dniu roboczym, daleko poza terenem spółdzielni ma na celu uniemożliwienie uczestnictwa w głosowaniach zwykłym członkom spółdzielni.

Walnym zgromadzeniom w spółdzielniach-molochach towarzyszy też zastraszanie i terroryzowanie przeciwników prezesów, kupowanie głosów, fałszowanie wyników głosowania, fałszowanie protokołów obrad, wydawanie kart do głosowania osobom nieuprawnionym.

W konsekwencji zrzeszeni w SM nie mają żadnego wpływu na wybór władz, sposób zarządzania, wydatki oraz podejmowanie uchwał o zaciąganiu kredytów. Stąd też fenomen nieusuwalności prezesów i niemal dożywotniego rządzenia w spółdzielniach-molochach.

Podstawą reformy spółdzielczości jest zagwarantowanie wolnych i demokratycznych wyborów. Należy przyjąć jako zasadę, że w spółdzielniach przekraczających 500 członków walne zgromadzenie musi być zastąpione wyborami bezpośrednimi, tajnymi, z głosowaniami na kartach do głosowania (głosowanie uchwał i oraz wybory członków organów spółdzielni). Ponadto wybory takie muszą być chronione prawnie (przestępstwa przeciwko wyborom ścigane tak samo jak przy wyborach samorządowych i parlamentarnych).

Monta styropianu na bloku spdzielni

Pisaliśmy już o procederze zawyżania cen, monopolizowania zaopatrzenia spółdzielni, księgowania fikcyjnych wydatków.

Teraz kolej na opis oszustw na materiałach i technologii wykonania. Poniżej przykład oszustw stwierdzonych przy docieplaniu spółdzielczych bloków (inwestycja o wartości 25 mln zł).

Kontrola robót wykazała następujące wady i błędy wykonawstwa:

- stosowano styropian zwykły zamiast ekstrudowanego w miejscach, gdzie według projektu wymagany był ekstrudowany;

- nie wymieniono zgodnie z projektem i kosztorysem rur spustowych z blachy ocynkowanej na rury spustowe z blachy powlekanej;

- wadliwie układano opaski z płytek chodnikowych wskutek czego dochodzi do osunięć i zapadania wokół ścian;

- blacha okapnikowa w górnej części cokołu nie posiada spadku w kierunku na zewnątrz powodując degradację elewacji;

- nie czyszczono, nie zmywano ścian;

- nie odgrzybiano i nie gruntowano powierzchni ścian;

- płyty styropianowe przyklejono do ściany niezgodnie z projektem ( zaniechano nałożenie wałka z masy klejącej na obwodzie płyt i zamiast ośmiu placków wykonano tylko pięć);

- wadliwie wtopiono siatkę zbrojącą w masę klejową;

- zastosowano nieodpowiednie kołki (przemarzające, tańsze)mocujące styropian niezgodnie z projektem;

- nie wyłożono styropianem grubości 2 cm na dolnych ościeżach okiennych, nie wzmocniono systemowymi aluminiowymi profilami kątowymi narożnika dolnych części ościeży;

- nie ocieplono stropodachu budynku granulatem z wełny mineralnej o grubości zgodnej z projektem;

- nie rozebrano starych rynien dachowych, pasów nadrynnowych i podrynnowych;

- nie zamontowano nowych rynien dachowych pasów nadrynnowych i podrynnowych z blachy powlekanej;

- tynk w narożach okiennych pęka (jest to początkowa faza odpadania wierzchniej warstwy wyprawy akrylowej typu „ kasza „) co wskazuje, że nie zastosowano dodatkowej warstwy siatki w narożach okiennych.”


Dane udostępnił projektant budowlany. W sprawie termomodernizacji trwa postępowanie prokuratorskie z udziałem biegłych.




Stanisław Bartnik

Postkomunistyczna spdzielczo III RP

Grupy nomenklaturowe kontrolujące spółdzielnie-molochy czerpią dochody nie tylko z funduszu remontowego. Intratnym źródłem przychodów i jednocześnie wartościowym narzędziem wywierania wpływu jest obrót lokalami spółdzielni.

Fragment umowy

Dobrym przykładem może być sprzedaż lokalu po byłym komisariacie policji. Lokal znajdował się na parterze 4-piętrowego bloku. Na potrzeby komisariatu zaadaptowano parterowe mieszkania wydzielając funkcjonariuszom łączną powierzchnię 113,90 m2. Dobra lokalizacja i wartość mieszkań rozstrzygnęła, że lokum od razu przeznaczono dla zaufanego „żołnierza” rodziny nomenklaturowej, prowadzącego w spółdzielni działalność gospodarczą w zakresie usług świadczonych lokatorom na podstawie monopolu udzielnego przez prezesów.

W związku z tym pokomisariatowego lokalu nie wystawiono do publicznego przetargu. Sporządzono natomiast wycenę – ale w bardzo specyficzny sposób. W operacie przyjęto, że to „lokal usługowy” mimo iż w rzeczywistości były to mieszkania czasowo zaadaptowane na potrzeby komisariatu policji. Jego wartość wyliczono biorąc cenę lokali z zupełnie innej części osiedla, z najbardziej zdewastowanego i zaniedbanego budynku, w którym dodatkowo naliczano podwyższony czynsz co radykalnie zmniejszało wartość rynkową tamtejszych zasobów. W tak zmanipulowanej wycenie zapisano, że lokal jest wart nie więcej niż 812,82 zł za m2 (łącznie 92.580 zł za 113,90 m2). W tym czasie realna cena lokali mieszkalnych w tej części osiedla kształtowała się w przedziale 1300-1800 zł za m2.

Poniżej przykładowe ceny sprzedaży mieszkań poeksmisyjnych:

  • 48,30 m2, parter – 1480 zł/m2

  • 51,70 m2, III piętro – 1617 zł/m2

  • 61,60 m2, III piętro – 1396 zł/m2

  • 58,80 m2, II piętro – 1421 zł/m2

  • 42,60 m2 IV piętro – 1572 zł/m2
     

Zastosowana promocja cenowa (812,82 zł za m2 ) to jednak nie wszystko. Żołnierzowi dodatkowo rozłożono zakup na 11 dogodnych rat – miesięczna kwota do zapłaty to 7715 zł (podpisując umowę wpłacił pierwszą ratę 7715 zł). Szczęśliwy nabywca mieszkania w tak specjalnej cenie sprzedał je później z zyskiem.

Przywołany przykład obrazuje jak niekorzystne jest prawo spółdzielcze dopuszczające tego rodzaju nadużycia dzięki pozbawianiu zrzeszonych realnej możliwości współdecydowania o posiadanym majątku. Z jaką łatwością prezesi mogą bezkarnie dokonywać różnych kombinacji. W praktyce zawłaszczać nie swój majątek i uznaniowo nim dysponować. Zdarzenie ilustruje też jak potężna i bezkarna jest nomenklaturowa grupa zuchwale umieszczająca w dokumentacji zmanipulowaną wycenę (poświadczenie nieprawdy o wartości lokalu).

III RP jako państwo nomenklaturowe utworzone na mocy umowy okrągłostołowej dyskryminuje milionowe masy ludności pozbawiając je elementarnej ochrony i wystawiając na wyzysk ze strony nomenklatury komunistycznej. W 1989 ludność egzystującą w polskiej spółdzielczości w praktyce sprzedano ludziom PZPR odmawiając reformy tej sfery państwa. Spółdzielnie-molochy stały się doskonałymi, wydajnymi żerowiskami dla grup byłej partii bezwzględnie eksploatujących ludność i zgromadzony spółdzielczy majątek.

Generalnie spółdzielcze oszustwa związane z obrotem lokalami polegają np. na wskazanym manipulowaniu ceną lokalu lub ustawianiu pseudoprzetargu w celu sprzedaży podstawionej osobie. Oszustwa służą osiągnięciu bezpośrednich korzyści ekonomicznych lub umacnianiu wpływów grupy poprzez nagradzanie użytecznych osób. Klientem prezesów może być np. rodzina prokuratora, sędziego czy policjanta. W przypadku opcji typowo prowizyjnej prezesi mogą np. pobierać od szczęśliwego nabywcy wcześniej umówioną „działkę” za załatwienie kupna w korzystnej nierynkowej cenie.

Członkowie postkomunistycznych spółdzielni-molochów w przypadku pojawienia się wątpliwości co do transakcji prezesów powinni zawsze żądać dokumentów i rutynowo kontrolować wydatki oraz zawierane umowy sprzedaży. Aktywność mieszkańców spółdzielni może wydatnie ograniczyć skalę oszustw i rozmiary niegospodarności mimo niekorzystnego i nieprzyjaznego prawa spółdzielczego.

Ustawodawca z kolei powinien zatroszczyć się o wyeliminowanie tego procederu poprzez zapisanie gospodarki finansowo-lokalowej na poziomie nieruchomości z obowiązkiem głosowania czynności przekraczających tzw. zwykły zarząd.

 

 

Autor: Stanisław Bartnik

 
Przeczytaj relację pracownika spółdzielni-molocha. Dowiedz się jak funkcjonuje >>

 

Obrót lokalami w postkomunistycznej spółdzielni-molochu. Eksmisje dla zysku, manipulowanie cenami, przejęcia lokali, korumpowanie funkcjonariuszy publicznych.

Unikalna publikacja już wkrótce!

 

Klatka schodowa w spdzielni-molochu

Człowiek postkomunistycznej spółdzielczości

Człowiek spółdzielczy „wyhodowany” w obozie budownictwa socjalistycznego w dobie PRL jest nieprzystosowany i niezdolny to współtworzenia społeczeństwa kreowanego w III RP na obywatelskie, aspirującego do standardów społeczeństw demokratycznych. Co więcej: niedawny obywatel PRL-u staje się niejednokrotnie naturalnym klientem pomocy społecznej, gdyż mając mentalność niewolnika, co do zasady pozostaje nastawiony roszczeniowo, nie tylko w kwestii znalezienia pracy.

Realizowane przez prezesów antyspołeczne, całkowicie partykularne cele – spółdzielnie-molochy traktują jako przedsiębiorstwa mające dawać wyłącznie zyski z eksploatacji ludności – powodują dotkliwe koszty i straty dla III RP. Bo oto spółdzielczość postkomunistyczna zamiast przyczyniania się do ekonomicznego rozwoju społeczności, zamiast budowania i generowania dochodów zrzeszonych dzięki integracji i kooperacji – wprost przeciwnie jest miejscem zniewolenia, wyzysku ekonomicznego i wykoślawiania dusz.

Zniszczenie i zdegenerowanie jakie powoduje, w wielu przypadkach okazuje się nie do odrobienia. Tylko nieliczne jednostki i grupy z tych społeczności wyrywają się poza klatkę mentalnego zniewolenia. Z reguły decydują się na emigrację z III RP i bezpowrotną ucieczkę z tych nieobserwowanych przez Boga miejsc. Z kolei słabsi, niejednokrotnie wchodzą w kolizję z prawem i w efekcie lądują w rynsztoku.

Transformacja gospodarcza wrogiem prezesów

Druga dekada nomenklaturowej III RP przyniosła molochom nowe zjawiska i nowe zagrożenia. Wejście III RP do UE i otwarcie rynków pracy paradoksalnie poważnie zaszkodziło interesom nomenklaturowych rodzin. Z pozoru miało być lepiej. Teoretycznie lokatorzy powinni jechać, zarabiać i przysyłać pieniądze krewnym tkwiącym w spółdzielniach. Prezesi oczekiwali poprawy ściągalności czynszów i lepszych dochodów. Jednak życie napisało inny scenariusz, bardzo niekorzystny dla partyjnych baronów. Oczywiście płynie emigracyjny strumień pieniędzy, ale nie trafia on w dłuższej perspektywie do kieszeni prezesów. Co aktywniejsi lokatorzy zobaczywszy inne standardy i atrakcyjniejsze warunki życia za granicą, postanawiają osiąść tam na stałe i w efekcie w ogóle rezygnują z zamieszkiwania w molochach. Inni zarobiwszy niezbędną ilość pieniędzy migrują z obozów PRL-u budując domy lub nabywając mieszkania we wspólnotach. Trend ten nabiera cech masowości. Ludność lepiej zarabiająca systematycznie odpływa z molochów dzięki nowym możliwościom finansowym i coraz szerszej alternatywie mieszkaniowej oferowanej przez wolny rynek. Exodus ludności (emigracja zarobkowa i migracja poza PRL-owskie kołchozy) pogłębia regres ekonomiczny utrudniając biznesy byłym funkcjonariuszom PZPR. W molochach, wskutek przemian społeczno-gospodarczych, z przymusu koncentruje się ludność z pogranicza marginesu. Dla prezesów to kłopot bo ściągalność czynszu jest gorsza i na niewiele się zdaje zaostrzenie polityki eksmisyjnej.

Epatowanie opinii publicznej licytacjami lokali eksmisyjnych (nawet dziesiątki eksmisji rocznie) przy jednoczesnej ucieczce zaradniejszej ludności psuje wizerunek postkomunistycznym spółdzielniom, nasilając przekonanie że są drogie, nieatrakcyjne i niebezpieczne do życia. Bezpośrednim dotkliwym efektem negatywnego wizerunku jest spadek cen lokali. Uderza on w pierwszej kolejności w zwykłych lokatorów, ale o to akurat nikt się nie martwi. Obniżka cen dotyka prezesów, bo biznes eksmisyjny traci na rentowności zmuszając bonzów do nasilenia windykacji. To z kolei wywołuje nadpodaż lokali poeksmisyjnych, na które nie ma chętnych w cenach oczekiwanych przez nomenklaturowe grupy. Koncentracja ludności niezamożnej pieczętuje permanentny problem z egzekucją opłat co zmusza prezesów do windowania czynszów. Tworzy się ekonomiczna równia pochyła ciągnąca spółdzielnie-molochy do powolnego upadku.

 

Autor: Stanisław Bartnik

 

Oportunizm i skrajna alienacja człowieka w spółdzielczości postkomunistycznej.
Unikalna publikacja już wkrótce!

 

Docieplanie bloku z wielkiej pyty

Celem niniejszej publikacji jest propagowanie wiedzy o patologicznych mechanizmach postkomunistycznej spółdzielczości oraz ograniczanie skali nadużyć lub ich całkowite wyeliminowanie dzięki charakteryzowaniu niezgodnych z prawem zachowań.

"Słupy" to z reguły jednoosobowe działalności gospodarcze albo spółki cywilne zarejestrowane głównie na potrzeby prania funduszu remontowego i legalizowania regularnego transferu pieniędzy zkasy spółdzielni. Figurantami w słupowych firmach (do ustawowego zakazu w 2007 r.) były zazwyczaj osoby z rady nadzorczej, rad osiedli, pracowników molocha itp. Po 2007 r. słupy-usługodawcy pochodzą z zaufanego otoczenia prezesów, ale formalnie nie mogą być już członkami organów molocha – zarządu i rady nadzorczej.

Mechanizm użycia „słupów” jest banalnie prosty. Nomenklaturowi baronowie spółdzielni w celu wyprania remontowego składnika czynszu zawierają z firmą-słupem umowy np. na wspomniane roboty dociepleniowe. W klasycznej formie procederu jednoosobowa firma-słup nie ma żadnych stałych pracowników ani wymaganej wiedzy ani osobiście nie wykonuje robót. Jej zadanie sprowadza się do pośredniczenia między spółdzielnią a wykonawcami.

"Słup” zawiera umowę z molochem na roboty w mocno zawyżonej cenie. Przykładowo gdy stawka rynkowa wynosi 80-100 zł netto za m2, z firmą prezesów uzgadnia się cenę 160-200 zł netto za m2. Po uzgodnieniu na linii spółdzielnia-słup rekrutuje się podwykonawców – rzeczywistych wykonawców robót. Jeżeli w danej spółdzielni warunki pozwalają to „słup” zawiera całkowicie lipne umowy i wystawia fikcyjne faktury – żadne prace nie są w rzeczywistości wykonywane a dokonuje się jedynie obrotu lewymi dokumentami.

Gdy inwestycja dotyczy wielomilionowych wydatków to nie jest możliwe operowanie całkowicie fikcyjną dokumentacją. W takich przypadkach prezesi decydują się na realne prace. Selekcję podwykonawców dla „słupa” prowadzą zaufane osoby delegowane przez zarząd. Przygotowują też niezbędną dokumentację księgową i projektową. „Słup” w takiej formule jest tylko figurantem podpisującym co każą i gdzie każą. Podwykonawcy zaś, pracują niejednokrotnie za stawki niższe od rynkowych, bo nabór odbywa się z najmniej wykwalifikowanych grup. Motywem takiego działania jest zamiar ekstremalnego obniżenia kosztów planowanych robót, tak, by osiągnąć jak najwyższy zysk z corocznego zagospodarowania funduszu remontowego. System ten nieuchronnie skutkuje rażąco niską jakością robót oraz oszustwami ze strony podwykonawców niemających motywacji do zachowania wymaganej jakości prac z powodu braku nadzoru i realnych odbiorów.

Oderwany fragment "ocieplenia"


Generalnie biorąc, „słupy” mają za zadanie formalnie pośredniczyć między molochem a rzeczywistymi wykonawcami. Prezesi ustalają przedmiot robót i wysokość zawyżenia ceny. Księgują „słupowe” faktury i na ich podstawie dokonują wypłaty z kasy molocha. Czynność ta pozwala legalnie wyciągnąć ze spółdzielni pieniądze zgromadzone na funduszu remontowym ewentualnie pozyskane z kredytów bankowych. Ogromnym ułatwieniem dla procederu jest komasacja funduszu remontowego. Pieniądze gromadzone w skali całej spółdzielni są uznaniowo wydawane na wybrane nieruchomości czy budynki. Selektywna realizacja robót przy jednoczesnej koncentracji dużych pieniędzy zapewnia swobodę kształtowania cen. Warto w tym miejscu przypomnieć, że prezesów nie wiąże ustawa o przetargach a zakwalifikowanie spółdzielni jako mienia prywatnego daje zarządom całkowicie wolną rękę w ustalaniu wysokości cen. Tam gdzie grupy nomenklaturowe są silne i wrośnięte w struktury III RP jako normę można przyjmować zasadę: cena w spółdzielni o 100% wyższa od rynkowej.

W wariancie podstawowym strony operacji godzą się na wysokie koszty podatkowe wynikające z zawyżenia ceny i nie robią z księgowością nic więcej poza zawyżeniem stawki. W opcji kosztowej realizują czynności typowe dla zawyżania kosztów uzyskania przychodu. Na firmę-słup kupuje się materiały na inwestycję i następnie przekazuje podwykonawcom, od których zazwyczaj nabywa się tylko robociznę. Przy zawyżaniu kosztów uzyskania przychodu na dużą skalę firmą-słupem może być też dystrybutor materiałów budowlanych występujący jako generalny wykonawca – pośrednik między spółdzielnią a faktycznymi wykonawcami. W celu wygenerowania jak najwyższych kosztów „słup” księguje wszelkie możliwe, dające się zewidencjonować koszty, a więc np. usługi projektowe, wszelkiej maści lipne doradztwa na umowę o dzieło, materiały nieużyte w inwestycji pochodzące z innych transakcji realizowanych bez kwitu... itd. itp. Ogromnym ułatwieniem w przestępstwie zawyżania kosztów uzyskania przychodu jest wzięcie jako „słupa” firmy sprzedawcy materiałów, który bardzo łatwo może dokonać tzw. optymalizacji podatkowej.

Śmiałość do zawyżania kosztów uzyskania przychodu jest tym większa im potężniejszy moloch i silniejsze jego umocowanie w lokalnym nomenklaturowym półświatku. Wariant zawyżania kosztów uzyskania przychodu jest optymalny dla wydajnego prania pieniędzy – gwarantuje maksymalizację zysku i dodatkowy bonus z niezapłacenia należnych państwu podatków. W wielkich spółdzielniach to ogromne pieniądze. Przykładowo przy 10 mln zł wydanych z kasy spółdzielni-molocha w obrębie roku na docieplenia bloków po 160 zł netto za m2 (rynkowa cena to wspomniane 80-100 zł netto za m2) prezesi mogą wyciągnąć przez „słupy” milionowe kwoty.

Pod względem podziału zysków najkorzystniej dla prezesów jest gdy „słup” występuje wyłącznie jako figurant i merytorycznie nie uczestniczy w procesie tworzenie dokumentacji. Wówczas koszt jego wynagrodzenia maleje do minimum bo taka osoba jedynie podpisuje podsuwane kwity.

 

 

 

 

Autor: Stanisław Bartnik

 

 

 

 

Zorganizowane okradanie członków postkomunistycznych spółdzielni. Oszustwa podatkowe.
Unikalna publikacja już wkrótce
.

 

 

 

Owocne zebranie rady nadzorczej

Postkomunistyczne spółdzielnie-molochy zachowują pozory demokracji poprzez utrzymywanie organu o nazwie rada nadzorcza.

To ciało kolegialne liczące zazwyczaj kilkanaście osób. Jego formalnym uprawnieniem jest kontrola zarządu i podejmowanie decyzji o funkcjonowaniu spółdzielni – tyle w teorii. Jednak praktyka w postkomunistycznych molochach ma mało wspólnego z teorią.

W molochach całkowitą władzę i wyłączną kontrolę nad spółdzielnią mają prezesi (formalnie zarząd SM). To oni decydują o wszystkim – realnie biorąc pozostają nomenklaturowymi właścicielami spółdzielni, są bowiem nieusuwalni, zazwyczaj mają silną ochronę w lokalnych organach ścigania i wymiarze sprawiedliwości. Rada nadzorcza jest jedynie parawanem mającym dać pozór demokratycznego zarządzania molochem.

Grupa nomenklaturowa, tzw. rodzina (w jej skład wchodzą zazwyczaj dawni działacze PZPR, funkcjonariusze byłej milicji, tajni współpracownicy SB itp.) kontroluje molocha i ma w nim na wyłączność stałe lukratywne źródło utrzymania nieprzerwanie od roku 1989.

Każda rodzina nomenklaturowa ma tzw. oficerów – osoby o wysokim znaczeniu dla utrzymania władzy w molochu. Oficerami z najbliższego otoczenia prezesów mogą być np. ludzie wykonujący kluczowe roboty dla spółdzielni, realizujący zaopatrzenie materiałowe, ale również osoby znajdujące się w organach państwowych (prokuratura, sąd). Rola „siłowych oficerów” rośnie z każdym rokiem ze względu na bronienie rodzin w sprawach o niegospodarność, fałszowanie głosowań, niedozwolone inwestycje itp.

W pierwszej dekadzie III RP czymś normalnym było np. oficjalne zasiadanie prokuratora czy sędziego w radzie nadzorczej spółdzielni choć formalnie biorąc cały czas zakazywała tego ustawa.

Graniczną datą dla struktury osobowej i charakteru rady był rok 2007. Przed reformą z 2007 r. mandaty w radzie molocha przez wiele lat na stałe piastowali zaufani ludzie prezesów. Za pośrednictwem działalności gospodarczych „radnych” rady nadzorczej prezesi mogli wyciągać pieniądze z molochów. W miastach spółdzielczych niejednokrotnie dochodziło do sytuacji, że większość członków rady miała zarejestrowane działalności gospodarcze i świadczyła usługi, wykonywała dostawy na zlecenie prezesów. Przykładowo:

  • radny A – obsługiwał dostawy materiałów budowlanych dla spółdzielni,

  • radny B – duże roboty remontowo-budowlane,

  • C – ubezpieczenie majątku spółdzielni,

  • D – archiwizację dokumentacji,

  • E – drobniejsze prace remontowe,

  • F – montaż podzielników ciepła,

  • G – był dzierżawcą lokali na specjalnych warunkach, konsumentem dotacji z SM,

  • H – świadczył usługi geodezyjne dla molocha.
     

Obsadzenie osobami z aparatu nomenklaturowego kluczowych odcinków pozwalało prezesom niezwykle wydajnie drenować kasę spółdzielni. W dobie III RP spółdzielnie-molochy stały się dla komunistycznej nomenklatury znakomitymi żerowiskami pozwalającymi zarabiać miliony kosztem praktycznie bezkarnego eksploatowania dużych mas ludności.

Po roku 2007, gdy ustawowo wprowadzono kadencyjność radnych i zakaz zasiadania pracowników i usługodawców, prezesi z konieczności zmienili formułę rady obsadzając ją tzw. słupami. W większości to ludzie niemający zielonego pojęcia o działalności spółdzielni, będący dla prezesów wyłącznie maszynką do głosowania. Słupy z rady wysługują się nomenklaturowym baronom za drobne przywileje: otrzymywanie diety za posiedzenia, możliwość nabycia lub dzierżawy lokalu na atrakcyjnych warunkach, zniżkę w czynszu itp. Podczas posiedzeń nigdy o nic nie pytają, o nic nie wnioskują. Podnoszą rękę do głosowania zgodnie z instrukcją. Głosując nad podsuwanymi uchwałami zazwyczaj nie zdają sobie nawet sprawy, że np. zatwierdzają wielomilionowe wydatki.

Choć nowelizacja ustawy uchwalonymi zakazami wymusiła na prezesach osobową reorganizację rady nadzorczej, to jednak zasadniczo nie ograniczyła korupcji. Zmodyfikowano formułę prania pieniędzy czynszowych poprzez np. ustanowienie jednego lub kilku pośredników z którymi prezesi zawierali umowy na świadczenie molochowi wszelkich usług i dostaw towarów. Legalizację nowej formy transferu pieniędzy dawała słupowa rada nadzorcza. Zmiana ta okazała dla prezesów korzystna, gdyż budżet spółdzielni przechodził przez mniej rąk a to oznaczało mniejsze koszty prania i większe bezpieczeństwo.

Nowa formuła została opisana w relacji pracownika spółdzielni-molocha. Czytaj szczegóły >>

W molochach prezesi zawsze uczestniczą w obradach RN bezpośrednio i moderują ich przebieg i wynik. Zasadą rady jest też tzw. kolegialność decyzji. Czyli w pojedynkę członek rady nadzorczej bez zgody większości nie może nic zrobić. Nie ma prawa zobaczyć jakichkolwiek dokumentów ani oczywiście czegokolwiek kontrolować. W ocenie prezesów to bardzo pożyteczna zasada, bo dająca gwarancję „właściwej pracy” rady, gdy wcześniej głosami pracowników spółdzielni na manipulowanych walnych wyrekrutują odpowiednich kandydatów.

W realiach postkomunistycznego molocha jeżeli członek RN chce otrzymać do wglądu np. faktury lub umowy, to musi występować na drogę sądową. Postępowania takie przy uwzględnieniu aktywności prezesów (składanie apelacji, obstrukcja procesowa) może trwać nawet rok. W tzw. miastach spółdzielczych, gdy władza zarządów sięga głęboko prokuratury i sądu, w bataliach o dokumenty niejednokrotnie zapadają zaskakujące orzeczenia i wywalczenie dostępu do dokumentów gwarantowanych art. 8(1) ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych okazuje się bardzo trudne.

Swego czasu hitem była interpretacja polegająca na sądowej odmowie udostępnienia pod pretekstem, że strona umowy lub wystawca faktury nie jest osobą trzecią (ma członkostwo w spółdzielni). Najnowszą innowacją/wariacją jest przedstawianie sądowi oświadczeń stron umów i wystawców faktur, że nie życzą oni sobie udostępniania dokumentów lokatorom bo może to naruszać ich dobra osobiste. Skądinąd to racjonalny argument z punktu widzenia zainteresowanych, bowiem przykładowo ujawnienie fikcyjnych faktur lub zawyżonych cen zakupu towarów i usług mogłoby narażać ich na odpowiedzialność karną, a więc z pewnością naruszyłoby ich dobra osobiste.

 

 

Autor: Stanisław Bartnik

 

 

Jak funkcjonuje rada nadzorcza w spółdzielni-molochu?
Unikalna publikacja już wkrótce!

 

 

 

Organizacja i obsada to klucz

Prezesi szczegółowo opracowują scenariusz przebiegu zebrania włącznie z treningiem nieprzewidzianych sytuacji. Podstawą sprawnego manipulowania przebiegiem jest właściwa obsada stanowisk. Od prezesów ma być przewodniczący, członkowie prezydium, członkowie komisji liczących głosy i przyjmujących wnioski. Przed każdym walnym zebraniem drużyny prezesów szkolą się i następuje szczegółowy podział zadań. Oprócz przejęcia kontroli nad organami wyznacza się najemników do składania wniosków i atakowania przeciwników kłamliwymi oskarżeniami i wywoływaniem awantur na zebraniu. Do kanonu przeszły oskarżenia „że lokator nie płaci czynszu”. Rola prowokatorów nabiera znaczenia, gdy jakimś cudem na zebraniu przeważają zwykli członkowie spółdzielni. Wówczas cyngle prezesów mają za zadanie przedłużać obrady i wywoływać chaos irytujący i odstraszający zwykłych mieszkańców. Normą są więc awantury i jałowe dyskusje o byle co (np. remont toalety), mające na celu przeciągnięcie zebrania do późnych godzin nocnych w przypadkach, gdy w pierwszej fazie większość na sali mają przeciwnicy zarządu. Technika ta pozwala wydłużyć obrady do godziny pierwszej, drugiej w nocy – do czasu gdy opozycja baronów nomenklaturowych, wymęczona i zniesmaczona sama opuści walne zgromadzenie. Zazwyczaj normalni ludzie doświadczając chamstwa i trudnych warunków, w proteście i oburzeniu, opuszczają zebranie już po 2-3 godzinach. Zakłócanie przebiegu zebrania przez prowokatorów, ale też i celowa opieszałość ze strony poszczególnych komisji i prezydium walnego przeciąganiem głosowań, wydłużaniem czasu przygotowania kart do głosowania itd., pomaga w przesunięciu czasu ważnych głosowań na godziny nocne – czas głosowania nad absolutorium dla prezesów, zgoda na zaciąganie kredytów, sprzedaż nieruchomości i inne.

Nie ważne kto głosuje, ale kto głosy liczy

Żołnierze prezesów liczą głosy. Bezpośrednią konsekwencją obsadzeniakomisji i prezydium jest wpływ na przeliczanie głosów. Zdominowanie organów walnego przez nomenklaturową grupę gwarantuje możliwość „korygowania” wyników głosowań w przypadkach, kiedy obrady nie idą po myśli bossów. Dodatkowym atutem jest fakt, że żołnierze-pracownicy kontrolują miejsca przeliczania, sporządzają karty do głosowania oraz później przechowują głosy i protokoły. Taki przywilej daje wolną rękę w manipulacjach i ukrywaniu dowodów. Bezprawie pieczętuje odmawianie nagrywania przebiegu zebrań. Takie rozwiązanie pozwala dowolnie kształtować treść protokołu i wyniki głosowań. W miastach spółdzielczych, gdzie lokalne mafie zdominowały przestrzeń publiczną dochodzi do najbardziej zuchwałych oszustw. Szczególnym numerem jest np. zwoływanie jednoczęściowego walnego w sali na 400 miejsc dla 14 tysięcy uprawnionych i jawne oszukiwanie w liczeniu głosów. Okrasą dla bezprawia są funkcjonariusze milicji ze spółdzielczego komisariatu obstawiający zgromadzenie po cywilnemu i oficjalnie. Zamówienie milicji jest demonstracją siły mającą trzymać w ryzach blokersów. Innym niezwykle sugestywnym elementem jest przeprowadzanie jawnych głosowań nad absolutorium. Prezes wraz z zastępcami siedzi na podwyższeniu, ma przed sobą panoramę sali. Jak koreański przywódca widzi każdego pracownika i wykonawcę. Gdy pada komenda głosowania nad absolutorium dla zarządu i rady nadzorczej, baron molocha może pilnie obserwować swoich podwładnych jak głosują. Czasem, dla większej dyscypliny nagrywa zebranie aby ewentualnie upewnić się czy wszyscy pozostają wystarczająco lojalni. Co najciekawsze służalcze lokalne gazety relacjonują przebieg manipulowanych zebrań, a nazajutrz po zgromadzeniu prasówkę ma prokuratura i sąd. Nikt jednak nigdy nie wskazuje na łamanie prawa czy brak demokracji. Prawda o zebraniach pozostaje tematem tabu.

 

Autor: Stanisław Bartnik

 

Mechanizmy bezprawia na walnych zgromadzeniach w spółdzielniach-molochach.
Unikalna publikacja już wkrótce!


 

Więcej artykułów…