W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. [zamknij]

Logowanie

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Kłamstwa o uwłaszczeniu

Sila klamstwa"Mieszkania za złotówkę"

Część mediów swoimi publikacjami konsekwentnie dyskredytuje uwłaszczenie mieszkań spółdzielczych, antagonizuje członków spółdzielni lub próbuje wprowadzać w błąd osoby starające się o przeniesienie własności.

Wszyscy znamy karierę hasła "mieszkania za złotówkę". Lobby przeciwne uwłaszczeniu mieszkań rozpętało ogromną kampanię nienawiści i manipulacji powielając i upowszechniając kłamliwy termin "mieszkania za złotówkę".

Jak wiemy w 2007 roku zakazano prezesom spółdzielni mieszkaniowych naliczania, przy przeniesieniu własności lokali, dodatkowych uznaniowych kwot niezwiązanych z faktycznie poniesionymi kosztami budowy mieszkań. Ustawowy zakaz wywołał wściekłość wśród zarządów, które odtąd nie mogły już zarabiać na uwłaszczeniu, bo ustawodawca ograniczył im pobieranie opłat do wysokości spłaty kwot umorzonej pomocy państwowej udzielanej na budowę lokali. Stąd dla uwłaszczających się wzięły się złotowe kwoty do spłaty w sytuacji, gdy kredyty na budowę mieszkań były zaciągane np w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku.

Służalcze media jednak ani słowem nie wspominają z czego wynika  mechanizm naliczania złotowych spłat. Co więcej, w żadnej z dotychczasowej publikacji nie znalazłem wyjaśnienia, że pobierane przed 2007 rokiem marże rzędu od kilku do kilkunastu tysięcy złotych, pod pretekstem spłaty kosztów budowy, w rzeczywistości były niczym więcej tylko wyłudzaniem nienależnych zarządom kwot i mówiąc wprost oszukiwaniem uwłaszczających się członków spółdzielni. Media te nie wyjaśniają też, że warunkiem uwłaszczenia lokalu była i jest spłata kosztów budowy oraz brak zadłużenia czynszowego.

Wyjątkowa niegodziwość manipulacji hasłem "mieszkania za złotówkę" wiąże się też z sugerowaniem jakoby mieszkania można było kupić za złotówkę w ogóle, że niby dany spółdzielca nie poniósł żadnych innych kosztów, a teraz okazyjnie może nabyć lokal za kilka złotych. To perfidne kłamstwo do dziś wywołuje emocje i poczucie krzywdy u osób, które przed 2007 rokiem padły ofiarą uwłaszczenia za przymusową dopłatą oraz wprowadza w błąd tysiące osób, które wskutek kłamliwej propagandy żyją w przekonaniu, ze mieszkanie można kupić za kilka złotych.

Przykłady z publikacji:

Uwłaszczenie na starych zasadach. Mieszkanie ciągle kupisz za złotówkę.
Mieszkania za złotówkę także po Nowym Roku. Spółdzielnie idą na rękę.


Prawo własnościowe to zdaniem propagandzistów własność

Media wysługujące się antyspółdzielczemu lobby konsekwentnie powielają dodatkowe kłamstwo. W publikacjach sugerują, że własnościowe prawo do lokalu to własność, a uwłaszczenie polega na przekształceniu lokatorskiego prawa we własnościowe. Poniżej przykłady podawania nieprawdy:

Tylko do końca roku miała obowiązywać ustawa, która pozwalała na takie przekształcenia. Lokatorskie prawo do lokalu można było tanio zamienić na prawo spółdzielczo-własnościowe.

Bo od nowego roku to walne zgromadzenie spółdzielców miałoby decydować o tym, ile kosztowałoby przekształcenie mieszkania lokatorskiego na własnościowe.
– Większość mieszkań jest już własnościowa. Tych lokatorskich zostało jeszcze kilkadziesiąt.

Dziewięć lat czeka na akt własności. Bo spółdzielnia zwleka.
Jak tylko w 2001 roku weszła w życie ustawa o uwłaszczeniach, to napisałam pismo do spółdzielni, że chcę mieć prawo własnościowe.

Mieszkanie to często dorobek całego życia. Trzeba wykorzystać dogodną okazję i za symboliczną złotówkę przekształcić je na własnościowe
.

Piwnice będą własnościowe


Media po 2007 roku w wielu publikacjach bezpodstawnie informowały, że uwłaszczenie to przekształcenie w prawo własnościowe, choć ustawodawca zakazał ustanawiania prawa własnościowego i oczywiste było, że celem uwłaszczenia jest ustanawianie własności lokali, a nie własnościowego tytułu do lokalu.


O co więc chodzi w tych antypolskich i antyspołecznych nagonkach i okłamywaniu opinii publicznej?

W pokomunistycznej spółdzielczości tkwią olbrzymie pieniądze (budżet drugi co do wielkości po państwowym) i dysponowanie nimi odbywa się obecnie praktycznie bez żadnej kontroli. Ludność mieszkająca szczególnie w spółdzielniach-molochach jest eksploatowana i dyskryminowana. Nieuwłaszczonym spółdzielcom nie przysługuje status strony ani pokrzywdzonych, nie mają prawa do demokratycznych wyborów (prokuratura uznała, że wybory w spółdzielni nie podlegają ochronie). Dodatkowo dzięki zręcznemu zapisowi, że spółdzielnia jest prywatnym majątkiem, spółdzielczość nie podlega kontroli instytucjonalnej (np. NIK). Stan ten powoduje, iż akceptowane przez zarządy ceny zakupu towarów i usług są często znacznie wyższe od rynkowych, a wykonywane prace nie zawsze celowe.

Rozwój uwłaszczenia i edukacji spółdzielczej jest więc groźny dla obecnego status quo, ponieważ przeniesienie własności otwiera uwłaszczonym możliwość wyrwania się ze spółdzielni i wyboru wolnorynkowego zarządcy - a więc radykalnego obniżenia kosztów zarządzania i remontów budynków. Ponadto własność jest chroniona konstytucyjnie. Właściciel uzyskuje status pokrzywdzonego w sprawach np. o niegospodarność...... przynajmniej teoretycznie według ustawy i orzecznictwa SN. Uwłaszczenie lokali zmniejsza majątek spółdzielni jako osoby prawnej, czyli innymi słowy jest mniej mienia do zastawiania kredytów. Zarząd musi pytać o zgodę uwłaszczonych. Dla prezesów to bardzo istotna kwestia, ponieważ dysponując mieszkaniami własnościowymi i lokatorskimi, w świetle prawa będącymi w majątku spółdzielni, nie muszą liczyć się z głosem mieszkańców. Z reguły wystarczająca jest uchwała, często podejmowana głosami pracowników, o wyrażeniu zgody na zaciąganie kredytów - nawet rzędu 20-30 mln w skali roku.


Skąd tak niezwykła przychylność mediów dla zarządów spółdzielni?

Najgorzej jest w tzw. miastach spółdzielczych, w których np. połowa mieszkańców egzystuje w spółdzielniach. Struktura taka z reguły przekłada się negatywnie na lokalną gospodarkę. Jest mniej firm, a działalności mniej rentowne. Jest mało lokalnych klientów, bo siła nabywcza ludności rezydującej w spółdzielniach często jest bliska zeru. To determinuje pozycję ekonomiczną lokalnych mediów, które w większości przypadków z wolnego rynku nie mają w ogóle poważnych klientów reklamowych lub zyskują ich, ale w znikomej części, nieadekwatnie do poniesionych nakładów. Życie gospodarcze w takich miastach rzuca te media w objęcia grup rządzących spółdzielniami. Grupy nomenklaturowe są stałymi, dużymi klientami na kampanie reklamowe, a nawet artykuły sponsorowane. Chcąc w ogóle przetrwać na gospodarczym pustkowiu miasta spółdzielczego, media starają się więc współpracować ze strategicznymi klientami, w tym przypadku prezesami spółdzielni. Zależność ekonomiczna nie jest oczywiście regułą we wszystkich przypadkach. Niejednokrotnie o przyjętym kierunku rozstrzygają inne kryteria, np. walki frakcyjne między miejscowymi politykami, w których lokalne gazety wstępują do zaciągu silniejszych.


Oprac. Stanisław Bartnik

 

Media w ekonomicznym uścisku prezesów. Rynek reklam i artykułów sponsorowanych. Prasowe narzędzia kreowania wizerunku.
Unikalna publikacja już wkrótce.

 

 

Reklama: Plafoniery techniczne Lena Lighting

Ostatnio zmieniany

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież