21
Cz, Cze

Strona tytuowa kultowej ksiki o metodyce kamstwa i technikach faszowania historii

Temat „polskich obozów zagłady” co jakiś czas pojawia się w mediach, przy różnego rodzaju okazjach.

Do tej pory wydawało się, iż historia dokładnie wyjaśniła kwestię powstania, działania i zarządzania oraz likwidacji obozów koncentracyjnych, miejsc w których, zostało zamordowanych miliony ludzi, reprezentujących różnych narodowości. Wśród nich ogrom stanowili Polacy i Żydzi. Twórcami i zarządzającymi tymi perfekcyjnymi miejscami zbrodni byli przedstawiciele hitlerowskich Niemiec. Każdy szanujący się, inteligentny człowiek powinien o tym wiedzieć. Ale czy tak jest na pewno? W moim rozważaniu chciałbym wyjaśnić dlaczego kłamstwo stało się narzędziem niszczącym prawdę dotyczącą relacji polsko-żydowskich; relacji niełatwych, często pełnych napięcia. Pragnę nawiązać także do powieści George Orwella „Rok 1984” i pokazać wspólne podobieństwa pomiędzy działaniami tytułowego bohatera, Winstona Smitha a „publicystami”, którzy usiłują pisać na nowo historię, wypierając tę prawdziwą, popartą mocnymi dowodami.

Stanisaw Michalkiewicz www.michalkiewicz.pl

Stanisław Michalkiewicz upominając się o Polskę, o Polaków, o suwerenność, wolność, prawo samostanowienia, igra ze służbami specjalnymi. Regularnie publikuje teksty, które rozwścieczają i wywołują furię szowinistycznych, roszczeniowych grup.

Michalkiewicz, w mojej ocenie, jest kimś w rodzaju współczesnego wieszcza, który upomina nas, nieroztropnych, niejednokrotnie niemądrych, dających się uwodzić wrogiej propagandzie. Apeluje do naszych serc i umysłów o rozwagę i troskę o przyszłość naszej Ojczyzny. Przypomina nam o zagrożeniach, przestrzega przed zgubnym wpływem destrukcyjnych ideologii sączonych do naszych głów przez niektórych polityków i obce, wrogie Rzeczypospolitej media.

Poprzez artykuły stara się wzbudzić refleksje. Stawia nam egzystencjalne pytania: czy Rzeczpospolita przetrwa jako suwerenne państwo? Czy Polacy unikną kolejnego rozbioru i eksterminacji?

Warto czytać Michalkiewicza by lepiej zrozumieć otaczający świat. Trzeba się śpieszyć z czytaniem póki Michalkiewicz jeszcze żyje.

Moim zdaniem, Michalkiewicz publikując dane o skali odwiedzalności strony www.michalkiewicz.pl naraża się na wielkie niebezpieczeństwo. Każdego dnia prowokuje niepolskie służby specjalne oraz grupy zaślepione szowinizmem.

Pamiętam jaką furię wywołała nasza publikacja, że żydzi nie walczyli w Legionach, choć była poparta wspomnieniami Piłsudczyków. Przeczytaj "Brońmy się przed manipulacją i zakłamywaniem historii" >>

Aż trudno sobie wyobrazić jaka może być skala reakcji na systematyczne publikacje Michalkiewicza.....

Oprócz lektury Michalkiewicza jako obowiązkowego panaceum na zagrożenia współczesności, w każdym domu powinna znaleźć się sentencja: Historia vitae magistra - Historia jest nauczycielką życia.

Niewyciąganie wniosków i nieuczenie się na błędach z przeszłości to jedna z największych słabości Polaków.


Poniżej fragment artykułu Stanisława Michalkiewicza:

Ażeby ten obraz uzupełnić kropką nad „i”, to wypada dodać, że oto w „dniach ostatnich” a, konkretnie – 27 marca” swoje biuro w Warszawie ma otworzyć Komitet Żydów Amerykańskich (American Jewisch Comittee), na czele którego stoi pan Dawid Harris, któremu pan Kazimierz Marcinkiewicz, jako premier rządu z nadania prezesa Jarosława Kaczyńskiego, jeszcze w marcu 2006 roku obiecał, że Polska zrealizuje żydowskie roszczenia majątkowe do końca tamtego roku – czego się potem małodusznie wypierał ustami jakiegoś swego fagasa. Teraz warszawskie biuro AJC ma swoim zasięgiem objąć nie tylko Polskę, ale również Litwę, Łotwę. Estonię, Czechy, Słowację i Węgry – a więc obszar, n a którym utworzony na początku roku 2011 przez rząd Izraela i Agencję Żydowską zespół HEART. Celem tego zespołu – jak pamiętamy – było „odzyskiwanie mienia żydowskiego w Europie środkowej”. Według deklaracji pana Dawida Harrisa, Amerykański Komitet Żydowski jest „prawdziwym przyjacielem Polski”.

Przeczytaj: Detonator kombinacji operacyjnej >>>

Miliony polaków borykają się z problemami w spółdzielniach mieszkaniowych. Niejasne rozliczenia za czynsz i media, blokowanie dostępu do dokumentów, okupacja spółdzielczych stołków przez zorganizowane  grupy prezesów trzymające latami władze i permanentnie uniemożliwianie wyodrębniania na własność mieszkań to podstawowe kwestie z którymi zetknął się niemal  każdy z nas.

Spółdzielnie mieszkaniowe mają często więcej mieszkańców niż niejedna gmina wiejska lub niewielkie miasteczko. Tymczasem członkowie spółdzielni mieszkaniowych są podstępnie pozbawieni kontroli nad powierzonym w opiekę zarządowi majątkiem.

Rady nadzorcze nie kontrolują działań zarządów spółdzielni. Składają się one w większości z ludzi przyjaznych prezesom albo z nimi powiązanych.Kolesiostwo i kumoterstwo w obsadzaniu takich stanowisk to w spółdzielniach mieszkaniowych niemal reguła.

Działania grupy trzymającej władze w spółdzielniach mieszkaniowych wspierają też i podmioty zewnętrzne skupione w tzw. „bankach wykonawców”. To bazy stałych  firm powiązanych z władzami spółdzielni mieszkaniowych , które wykonują usługi na rzecz członków często po zawyżonych cenach. Nikt nie kontroluje ile spółdzielnia przelewa na konta wyłanianych w ten sposób firm. A co bardziej dociekliwych mieszkańców, odprawia się tradycyjnie z kwitkiem, nie pokazując żadnych faktur. I tak obok samych władz spółdzielni wyrasta druga potężna grupa czyli wykonawcy.

Do tego dochodzą zatrudnieni w spółdzielniach pracownicy, których wynagrodzenia również skrywane są przed spółdzielcami.

Dla przykładu: magazynier w SM Śródmieście w Łodzi zarabiał miesięcznie 18 tys. zł. Prezes tej samej spółdzielni Krzysztof D. otrzymywał 50 tys. zł (25 tys. z tytułu pracy w zarządzie spółdzielni i kolejne 25 tys. z firmy Vasco Projekt należącej w całości do spółdzielni, gdzie pełnił rolę prokurenta).

Korupcja i przestępczość zorganizowana

Pozostającym poza wszelką kontrolą władzom spółdzielni mieszkaniowych żyje się więc bardzo dostatnio. Obracają swobodnie gigantycznym majątkiem i czerpią ogromne korzyści bez większego wysiłku. Za pieniądze spółdzielców można przecież nimi samymi manipulować: wydać gazetkę, plakaty, umieścić  propagandowe treści.

Dysponując tak gigantycznym majątkiem można wreszcie korumpować urzędników gminnych, oferując im lokale czy płacąc pod stołem za to, że wbrew prawu podzielą nieprawidłowo działki, wydadzą decyzje na budowę, czy wycinkę drzew.

Można też dotrzeć do policjantów, prokuratorów, sędziów do których co jakiś czas wpływają sygnały o nieprawidłowościach w spółdzielniach.

Co jakiś cza zwalniają się bowiem lokale tzw. bezspadkowe, które mimo obowiązku nie są zgłaszane gminom. Nikt nie wie co się z nimi dzieje (oprócz wąskiej grupki trzymającej władzę).

Coraz częściej zdarza się też, że przejmowane są tzw lokale zadłużone. W ostatnich latach nasilił się bowiem proceder pozbawiania ludzi wartościowych mieszkań pod pretekstem niewysokich nawet długów.

Zorganizowane gangi przestępcze w porozumieniu z władzami spółdzielni i biurami nieruchomości czerpią z tego naprawdę spore korzyści. Przy okazji przekazują sobie wzajemnie informacje o sytuacji takich mieszkańców aby kolejni przestępcy mogli im zaoferować pożyczki na lichwiarskich zasadach, wepchnąć w spiralę długu i skutecznie  pozbawić majątku życia. Przerzucanie bezradnych, pozbawionych mieszkania spółdzielców  do ruder pozostających  w zarządzie fałszywych kamieniczników to jeden z elementów takiej układanki. W całym procederze pomocni są oczywiście zaprzyjaźnieni  notariusze ( w zatrzymanym w Łodzi dwa lata temu gangu zajmującym się tym procederem to właśnie notariuszka wiodła prym).

Prezesi kupują też nagminnie przychylność polityków. Ci ostatni są im bowiem bardzo potrzebni do utrzymania chorego status quo w spółdzielniach mieszkaniowych, na wypadek gdyby ktoś chciał zmieniać prawo na bardziej korzystne dla milionów ludzi, likwidując finansowy raj. Dlatego prezesi spółdzielni mieszkaniowych bez wiedzy członków chętnie finansują w kampaniach wyborczych, banery i ulotki plakaty ich dystrybucję , reklamują wybranych kandydatów w osiedlowych gazetkach.

W czerwcu 2014 roku w Sejmie RP podczas wysłuchania publicznego w sprawie nowego prawa spółdzielczego prezes jednej z katowickich spółdzielni zeznał do protokołu, że jak przychodzą wybory to oni czyli prezesi na wszelki wypadek dają wszystkim. I jeszcze się nie spotkali aby któraś opcja odmówiła.

Pogrobowcy PRL

Taka chora sytuacja utrzymuje się już od czasu transformacji bo to w tamtych latach w  zarządach spółdzielni mieszkaniowych skryła się większość funkcjonariuszy komunistycznego reżimu. Okopali się w spółdzielniach jak w twierdzy dobrze przeczuwając, że tu nikt ich nie będzie w stanie skutecznie pogonić. I na tych samych zasadach przez lata wychowali sobie godnych następców, głównie własne dzieci i rożnych pociotków.

Posiadali przy tym gigantyczne wsparcie ze strony „czerwonych towarzyszy „ – do dzisiaj za  najbardziej aktywnymi hamulcowymi przemian w spółdzielniach są pogrobowcy  dawnego systemu tj. SLD oraz PSL. Podczas wielu lat rządów Kwaśniewskiego czy Millera włos im z głowy spaść nie mógł. To w tamtych latach dochodziło do przedziwnych transakcji związanych z nieprawidłowymi przejęciami gruntów pod spółdzielnie mieszkaniowe. Przykładem jest Warszawa gdzie na początku lat 90. działacze SLD – ówcześni pracownicy Urzędu Rady Ministrów założyli spółdzielnię „Dębina” Lewicowi politycy dzięki przychylności administracji bezprawnie przejęli  hektary gruntów na  Ursynowie. Czerwoni towarzysze uwłaszczyli się na nich kosztem podatników. Sąd przyznał po latach spadkobiercy prawowitych właścicieli - rodziny Branickich -15 mln zł odszkodowania. Zapłacił oczywiście skarb Państwa czyli my wszyscy .

Analiza obrotu gruntami przez spółdzielnie mieszkaniowe w ostatnich 30 lat Polsce nie pozostawia żadnych wątpliwości. Mamy do czynienia z przestępczością zorganizowaną na ogromna skalę a grunty stanowią klucz do zrozumienia sprawy. Nie bez powodu też rodząca się w latach 90. polska mafia uznała, że inwestycje w spółdzielcze działki i wejście w układy z prezesami tonajlepszy sposób min na pranie brudnych pieniędzy. Plan był  prosty: podstawiony członek władz spółdzielni działa jednocześnie  jako przedstawiciel jej i przedstawiciel firmy, która ma rozpocząć na jej terenach inwestycję. W kosztorysie budowy zataja jednak brak kapitału. By rozpocząć budowę spółdzielnia musi zaciągnąć ogromne kredyty, kolejne musi wziąć  na opodatkowanie inwestycji. Odsetki narastają lawinowo a wtedy ci którzy do zaciągnięcia kredytu spółdzielnie zachęcali mogą dług odkupić i przejąć tereny (budynki ) w tzw. wrogim trybie.

W doprowadzonej do bankructwa  SM Śródmieście w Łodzi hektary działek zostały w ten sposób  przewłaszczone na różne dziwne firmy pod zabezpieczenie właśnie takich długów. I choć jest to nielegalne (przewłaszczyć na zabezpieczenie można jedynie ruchomość) prokuratorzy w Łodzi od lat nie są w stanie rzetelnie wyjaśnić tego zorganizowanego procederu. Tymczasem postkomunistyczna mafia spółdzielcza wespół z „panami spod Warszawy” wyprowadziła niemal całe centrum miasta Łodzi.

Wyzysk spółdzielców

Przez wiele lat postkomuniści robili wszystko aby nie ujawniać w księgach wieczystych zapisów aktów notarialnych które pozwalałyby na sprawdzenie kto jest właścicielem nieruchomości. W ten sposób doprowadzono do kuriozalnej  sytuacji, w której spółdzielca płaci za wykupienie na własność czegoś co nie jest jego. Mowa o tzw. spółdzielczych własnościowych prawach do lokalu. To niespotykana w świecie forma własności ułomnej (płacimy za coś co nadal jest spółdzielni, bo to ona widnieje jako właściciel w księdze wieczystej nieruchomości).

To nie jedyne oszustwo związane z e spółdzielczością mieszkaniową w Polsce.

Ludzi nakłaniano latami aby gromadzili oszczędności na książeczkach mieszkaniowych by potem jednym zapisem ich tych oszczędności i prawa do mieszkania pozbawić.

Dokąd  zmierzasz Polsko

Wiele spółdzielni mieszkaniowych od dawna nie wywiązuje się z podstawowych  obowiązków. Zamiast tego spółdzielnie mieszkaniowe stanowią potężne narzędzie dla przestępczości zorganizowanej, gospodarczej oraz działań mafijnych. Niejednokrotnie  działają na szkodę instytucji państwa ( Urząd Skarbowy , ZUS) czy lokalnych samorządów (wyłudzanie gigantycznych bonifikat przy wykupach gruntów przez spółdzielnie  tak jak to miało miejsce w Łodzi).

Jak długo radzący nie zdadzą sobie z tego sprawy tak długo będziemy żyć w państwie mafijnym, w którym wąska grupka utrzymująca siłą władzę może robić co chce z milionami bezradnych ludzi.

Pastwo polskie ma obowiązek rozwiązać raz na zawsze ten wstydliwy problem.

 

Źródło: http://ecio24.pl/anatomia-dranstwa/

 

 

Agnieszka Wojciechowska van Heukelom - od lat walczy z postkomunistycznym układem w Łodzi. Broni lokatorów przed czyścicielami kamienic. Zasłynęła, jako bodaj jedyna po Lidii Staroń, z doprowadzenia do aresztowania prezesa spółdzielni.

 

Ogoszenia o sprzeday lokali w spdzielni

W związku z nieoficjalnymi informacjami o pracach nad wdrożeniem podatku katastralnego w najbliższym czasie podejmiemy inicjatywę przeciwdziałania planom nałożenia opłat katastralnych.

Klasa średnia a podatek katastralny

W okresie istnienia III RP, wskutek wadliwej transformacji gospodarczej, nie wykształciła się w Polsce klasa średnia, której istnienie jest podstawowym warunkiem ewentualnego planowania podatku katastralnego.

Obecnie w najgorszej sytuacji ekonomicznej znajdują się masy ludności egzystujące w postkomunistycznej spółdzielczości mieszkaniowej. W okresie modyfikacji ustroju spółdzielczość nie została objęta reformą i demokratyzacją przez co jej mieszkańcy nie skorzystali na przemianach w zakresie pełnego uwłaszczenia, swobodnego wyboru zarządcy oraz decydowania o gospodarce finansowej. Proces uwłaszczenia i demokratyzacji rozpoczął się w spółdzielczości realnie dopiero w 2007 roku, ale szybko został spacyfikowany przez lobby prezesów z PRL.

Ubezwłasnowolnienie i wyzysk ekonomiczny mieszkańców spółdzielni-molochów spowodował w ostatniej dekadzie nasilenie dysproporcji ekonomicznych poprzez masową ucieczkę z kołchozowych SM zamożniejszej ludności i skoncentrowanie w spółdzielniach najuboższych grup o niskich dochodach oraz emerytów i rencistów. Dla takich społeczności posiadane mieszkania, często lokatorskie lub tzw. własnościowe stanowią jedyny dorobek życia. Nadmienić należy, iż wiele spółdzielni ma nieruchomości położone w centrach miast w bardzo atrakcyjnych lokalizacjach wartych dziesiątki czy nawet setki milionów złotych (zobacz np. Warszawa, Łódź, Gdańsk, Kraków, Poznań).

Kilka milionów Polaków niewolników postkomunistycznych spółdzielni jest znakomitym przykładem wskazanego nieistnienia klasy średniej. Masy ludności zamieszkujące PRL-owskie blokowiska mają niskie dochody, nie posiadają zasobów finansowych, egzystują praktycznie z dnia na dzień. Co gorsza wskutek wyzysku ekonomicznego, niejednokrotnie nawet połowa gospodarstw domowych w spółdzielniach-molochach jest stale zadłużona nie mogąc sprostać ciężarom finansowym nakładanym łącznie przez prezesów, samorząd i państwo. Wobec powyższego jakikolwiek nowy podatek przy braku reformy spółdzielczości byłby ekonomicznym wyrokiem dla mieszkańców spółdzielni.

Ile do zapłaty?

Nieoficjalnie mówi się o podatku w stawce od 1 do 3 % liczonej od wartości nieruchomości. Więc w przypadku miast, w których co do zasady grunty są drogie, taki podatek oznaczałby roczne koszty w przedziale od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Przykładowo 3-procentowy podatek katastralny dla spółdzielczego mieszkania 60 m2 wartego 200 tysięcy złotych, w tanim Białymstoku wyniósłby 6 tysięcy złotych. A dla lokalu w cenie 500 tys. zł byłoby to już 15 tysięcy złotych.

Z powyższego wynika, że ostrze podatku katastralnego jest wymierzone w biedne masy ludności. Mówiąc wprost inicjatorom opłat katastralnych chodzi o dokonanie w Polsce strukturalnych zmian własnościowych na dużą skalę: doprowadzenie do przejęcia nieruchomości położonych w miastach, ale też i ziemi rolnej znajdującej się w rękach drobnych posiadaczy.

Wprowadzenie podatku katastralnego może wywołać upadłości wielu spółdzielni mieszkaniowych oraz masowe przejmowanie spółdzielczych lokali i nieruchomości na początek w najatrakcyjniejszych miejscach, np. centrach miast. Najbardziej przerażający jest fakt, że sztucznie sprowokowane masowe wywłaszczenie odbywałoby się w granicach prawa.

Taką specyficzną reprywatyzacją paradoksalnie mogą być zainteresowani prezesi spółdzielni-molochów (przykładem może być doprowadzenie do upadłości SM w Warszawie i Łodzi i próby przejmowania nieruchomości). Prezesi niepodzielnie rządząc molochami przez 27 lat III RP zgromadzili wystarczające zasoby finansowe do ewentualnego wykupu gruntów. Prezesi zdają sobie sprawę z faktu, że spółdzielczość mieszkaniowa w obecnej formie (bez demokratyzacji) to powolna równia pochyła: to dalsza ucieczka ludności, pogarszanie się płynności finansowej, starzenie się i mniejsza atrakcyjność budynków wielkopłytowych, spadek cen lokali, podwyżka czynszu i większa przestępczość wskutek koncentracji trudnej ludności. PZPR-owscy baronowie mają świadomość, że zarządzanie w takich warunkach będzie coraz trudniejsze. Dlatego kataster – według ich oceny może być szansą na nową formę inwestowania.

Kilka lat temu mówiliśmy o groźbie upadłości spółdzielni – wówczas nikt w to nie wierzył. Rok 2014 i 2015 pokazał, że nasze przewidywania stały się faktem.

Dziś mówimy o zagrożeniach płynących z podatku katastralnego. Jeśli będą o tym mówić miliony to władza nie podniesie na Polaków katastralnej ręki.

 

Podpisz petycję o reformę spółdzielczości i niewprowadzanie podatku katastralnego >>>

Skan blastingnews.com

Współpracująca z nami grajewska działaczka spółdzielcza Barbara Muszyńska, rozczarowana bezczynnością PiS w sprawie reformy polskich SM, zwróciła się do Komitetu Obrony Demokracji z prośbą o współpracę i podjęcie tematu zarzuconej przez PiS reformy.

Na spotkaniu KOD-u w Białymstoku z udziałem Mateusza Kijowskiego, przedstawiła sytuację polskiej spółdzielczości, występujące patologie, naruszanie konstytucyjnych praw członków itp.

Zgłosiła postulat reformy spółdzielni i potrzebę udziału KOD-u w tym projekcie za względu na dobro publiczne. Zakładała, że skoro Komitet Obrony Demokracji walczy o demokrację i prawa obywatelskie, to z pewnością pochyli się nad milionami Polaków zniewolonych przez prezesów szuka przecież poparcia.

Niestety pani Barbara przeżyła prawdziwy szok, gdy usłyszała, że KOD-u nie interesuje żadna demokratyzacja spółdzielni ani prawa spółdzielców i absolutnie nie zamierzają zajmować się tematem reformy spółdzielczości. Zdaniem KOD-ziarzy członkowie spółdzielni sami powinni rozwiązać swoje problemy.

Zdarzenie to jest kolejnym z wielu dowodów prawdziwych intencji organizatorów rebelii KOD. W rzeczywistości niewalczących o dobro i praworządność w Rzeczypospolitej, ale pozostających w zaciągu antypolskich grup interesów.

Każdy z nas ma moralny i patriotyczny obowiązek odsłaniać prawdziwe oblicze KOD i interweniować, gdy nieroztropni, łatwowierni i naiwni Polacy dają się zmanipulować ich propagandzie.

Przeczytaj opracowanie o ludziach KOD aby lepiej zrozumieć genezę powstania i pobudki działania.

http://www.piens.pl/kto-jest-kim-piekne-opracowanie-postaci-kod/

 

Andrzej Kpa ofiara lokatorskiego tytuu do lokalu i Jarosaw Kaczyski

Mamy nadzieję, że Jarosław Kaczyński nie zapomniał o obietnicach wyborczych i dotrzyma słowa w sprawie reformy spółdzielczości mieszkaniowej.

Poniżej prezentujemy unikalny, niedostępny w internecie, plakat z jakże wymownym hasłem "Dość złodziejstwa w spółdzielniach".

Hasło Jarosława Kaczyńskiego jest naszym mottem w petycji o reformę postkomunistycznej spółdzielczości mieszkaniowej w Polsce.

Zobacz petycję o reformę spółdzielczości >>

 

Więcej artykułów…