25
Śr, Kwi

Skan strony interia.pl

Białostocki "ekonomista" Robert Tyszkiewicz ostrzega przed skutkami upadku Grecji.

Brzmi to jak ponury żart bo ekipa, w której działa Robert Tyszkiewicz konsekwentnie od lat zadłuża Polskę:

2007 - 527,8 mld zł - Kaczyński/Tusk
2008 - 597,8 mld zł - Tusk
2013 - 840 mld zł - Tusk
2014 - 912,1 mld zł - Tusk/Kopacz

i uchwala przepisy dławiące polską gospodarkę, czyniące ją niekonkurencyjną - np. ostatnie zaostrzenie ustawy o GIOŚ uderzające w rodzimą przedsiębiorczość produkcyjną. To ekipa Tuska/Tyszkiewicza zadbała o spadek wpływów podatkowych istrukturalne bezrobocie.

Tacy ludzie powinni jak najszybciej zniknąć z polskiej polityki bo w obecnym tempie zadłużania rzeczywiście niebawem podzielimy los Grecji. Powinni też odpowiedzieć za działanie na szkodę państwa.






Stanisław Bartnik

Janusz Sanocki

Ogłoszenie ogólnonarodowego referendum przez prezydenta Komorowskiego jest niezwykłą szansą na zmianę ustroju Polski.

Komorowski ogłosił referendum z czysto interesownych pobudek, chcąc pozyskać elektorat Pawła Kukiza. Stąd pierwsze pytanie o jednomandatowe okręgi wyborcze – główny i jedyny postulat wyborczy Kukiza.

Przypomnijmy, że Platforma w 2004 r. zapowiadała wprowadzenie JOW w wyborach do Sejmu, ale swoich obietnic nie dotrzymała. Formalnie jednak Komorowski – zwłaszcza przed drugą turą wyborów – mógł się przedstawiać jako odwieczny zwolennik JOW. Referendum miało ten wizerunek uwiarygodniać.

Teraz kiedy wybory wygrał Duda Komorowski jakoś nie kontynuuje tematu JOW, ale jego wniosek formalnie rzecz biorąc – został przyjęty przez Senat i musi zostać zrealizowany.

Oczywiście – nikogo nie trzeba przekonywać bo każdy to widzi sam, jak tzw. „klasa polityczna” boi się JOW-ów. Wbrew propagandzie, jaką uprawiają partyjni liderzy, JOW – owszem wytwarza system dwupartyjny, ale na pewno nie partii PiS i PO. Obie te partie do wyborów w JOW się w obecnym kształcie nie nadają. Gdyby było inaczej i JOW-y były dla nich korzystne, to już dawno byłyby wprowadzone.

Gdyby więc najbliższe wybory odbyły się w systemie z JOW (nawet gdyby to był system mieszany) to największe straty poniosłaby i Platforma i PiS, a największym zwycięzca były antysystemowy Ruch Kukiza.

Ludzie mają dość partii „systemowych”, one same nie maja wartościowych kadr, kandydatów, których można by wystawić i wygrać wybory, a do Kukiza garną się ludzie, którzy dotąd tkwili na marginesie życia publicznego, ale którzy mają autorytet we własnych środowiskach. Ruch Kukiza bez trudu wyłoniłby kandydatów zdolnych dominować Sejm. Przykładem jak działa JOW mogłyby być tu wybory na Węgrzech w 2010 r. Węgierski parlament liczył wówczas 385 posłów, z czego 175 wybierano w JOW-ach, pozostałych z list partyjnych i w okręgach wielomandatowych. Blok Orbana – Fidesz zdobył w sumie 263 mandaty, ale w okręgach jednomandatowych na 175 miejsc fideszowcy zdobyli aż 173 mandaty (98,86%). To dzięki JOW-om, nawet w systemie mieszanym, Orban uzyskał w parlamencie konstytucyjną większość.

Gdyby więc jesienne wybory w Polsce odbywać się miały nawet w systemie mieszanym 50/50 Ruch Kukiza – jako ruch buntu - mógłby zdominować polityczną scenę. No dobrze, ale co ma do tego referendum?

Otóż zgodnie z art. 125 Konstytucji jeżeli w referendum ogólnokrajowym weźmie udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania, wynik referendum jest wiążący.

A zatem – jeżeli do referendum pójdzie 50% i jeden wyborca i jeżeli większość opowie się za wprowadzeniem JOW – wybory będą musiały się odbyć w JOW-ach - zapis konstytucyjny jest jasny. Sejm będzie musiał zmienić kodeks wyborczy, a żaden przepis konstytucyjny nie zabrania mu tego uczynić nawet dzień przed ogłoszeniem wyborów.

O to czy obywatele poprą JOW w referendum jestem zupełnie spokojny. Były przeprowadzane badania w Nysie w roku 2000, robił je potem CBOS – wyniki były jednoznaczne. 75% badanych Polaków popiera wybór posłów w JOW. Teraz po sukcesie Kukiza sądzę że wynik będzie jeszcze lepszy.

No dobrze, ale przecież referendum może zostać odwołane. Już są „konstytucjonaliści” gotowi uzasadnić, że referendum może być „niekonstytucyjne”. To jest bardzo ciekawy pogląd, bo gdyby go wziąć serio oznaczałby, że sama Konstytucja jest „niekonstytucyjna”. Zasadą naczelną bowiem wszelkiej demokracji jest suwerenność Narodu. „Władzę zwierzchnią sprawuje w Rzeczypospolitej Naród przez swych przedstawicieli lub bezpośrednio” – artykuł 4 Konstytucji jest właściwie cytatem ze wszystkich fundamentalnych zasad demokracji począwszy od amerykańskiej Deklaracji Niepodległości, Konstytucji Amerykańskiej,. Konstytucji 3 Maja czy francuskiej Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela. Nie sposób sobie wyobrazić demokracji, w której Naród nie mógłby legalnie wyrazić swej woli w referendum.

A zatem nasze partyjne elyty znalazły się w pułapce. Trzeba tylko byśmy tę pułapkę domknęli zapewniając frekwencję w referendum 6 września.


Jednomandatowe okręgi wyborcze - dlaczego??

 

Janusz Sanocki

 

Foto sejm.gov.pl

W tym roku kończy się pięcioletnia kadencja Prezydenta Rzeczypospolitej Bronisława Komorowskiego. Można się już pokusić o podsumowanie wyników pracy głowy państwa. Trudno się doszukać jakichkolwiek sukcesów, które polepszyłyby byt zwykłych obywateli. Mamy do czynienie z polityką wizerunkową, polegającą na spotykaniu się z zadowolonymi grupami społecznymi i unikaniu kontaktu z przedstawicielami grup protestujących. Prezydent skoncentrował się na kreowaniu własnego wizerunku, a nie na rozwiązywaniu zaistniałych problemów społecznych.

 

W polityce krajowej Prezydent Rzeczypospolitej stosuje metodę automatycznego podpisywania ustaw przegłosowanych w Sejmie i Senacie przez większość koalicyjną PO – PSL. Wyniku bezrefleksyjnego zgadzania się z uchwalonymi ustawami przez parlament setki tysięcy miejsc pracy zostało zlikwidowane w Polsce. Następstwem czego było wypchnięcie kilku milionów Polaków za granicę w poszukiwaniu pracy. Najczęściej wyjeżdżają za chlebem za granicę ludzie młodzi i zostają już tam na stałe.

 

Podobnie jest w polityce europejskiej, gdzie każdy kraj walczy o swoje z wyjątkiem Polski. Bronisław Komorowski nie walczy o polskie interesy i podpisuje każdy dokument z Unii Europejskiej, który mu podsuną. Pokazuje przez to, że Polska jest państwem trzeciej kategorii, które wszystko zawsze akceptuje, nawet coś niekorzystnego.

 

Najbardziej zaś zdumiewa prowadzenie polityki zagranicznej w stosunku do Federacji Rosyjskiej. W tym miejscu należy przypomnieć o podpisanym w dniach 27 – 28 lutego 2013r. w Moskwie dokumentu „Plan współpracy między BBN i Aparatem RB FR na lata 2013 – 2014” przez szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego ministra Stanisława Kozieja z szefem Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej Nikołajem Patruszewem. Co ciekawe Polska jest jedynym krajem wśród członków NATO, z byłych członków Układu Warszawskiego, który podpisał plan współpracy wojskowej z Rosją. Podpisanie takiego dokumentu w praktyce oznaczało, że w latach 2013 – 2014 sprawy takie jak analiza koncepcji strategicznych Polski, narodowe planowanie strategiczne, metodyka prowadzenia strategicznych przeglądów bezpieczeństwa czy transparentność ćwiczeń i manewrów wojskowych były omawiane i konsultowane przez BBN z Aparatem Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej.

 

Jednym z efektów nawiązanej współpracy były konsultacje o których mówi komunikat BBN: „24 stycznia 2014r. w Warszawie odbył się – jako przedsięwzięcie towarzyszące planowanym, roboczym konsultacjom między Biurem Bezpieczeństwa Narodowego i Aparatu Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej – polsko – rosyjski okrągły stół ekspercki poświęcony przejrzystości ćwiczeń wojskowych. Obrady otworzyli i podsumowali zastępcy sekretarzy rad bezpieczeństwa Polski i Rosji Zbigniew Włosowicz i Jewgienij Łukjanow. Wystąpienia wygłosili przewodniczący Rady Wykonawczej Stowarzyszenia Euro – Atlantyckiego Janusz Onyszkiewicz, prorektor Moskiewskiego Państwowego Instytutu Spraw Międzynarodowych Artjom Malgin, Łukasz Kulesza z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, dyrektor generalny Rosyjskiej Rady Spraw Międzynarodowych Andriej Kortunow, Agnieszka Legucka i Agata Włodkowska – Bagan z Akademii Obrony Narodowej oraz dyrektor Ośrodka Badań Obronnych Rosyjskiego Instytutu Badań Strategicznych Grigorij Tiszczenko. W dyskusji głos zabrali m.in. gen. Franciszek Kochanowski ze Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i płk Eduard Szyszmakow z ataszatu Federacji Rosyjskiej.”

 

Ponadto w 2012r. Biuro Bezpieczeństwa Narodowego pod kierownictwem gen. Kozieja w ramach prac nad Strategicznym Przeglądem Bezpieczeństwa Narodowego wypracowało doktrynę, w myśl której Rosja, a nie NATO powinna być gwarantem pokoju w Europie, w tym naszego bezpieczeństwa. W 2012r. BBN sporządził dokument „Budowa zintegrowanego bezpieczeństwa narodowego Polski”, w którym stwierdza, że minął już okres błędnej polityki klientelizmu wobec USA, którego efektem miało być „obniżenie naszego prestiżu narodowego”. Autorzy tej publikacji twierdzili, że najkorzystniejszym dla Polski scenariuszem ma być taki rozwój sytuacji międzynarodowej, w którym zostaną zrealizowane rosyjskie cele strategiczne. Taka polityka zapewni Polsce stabilność. W ekspertyzie zapisano, że: „Rola NATO powinna być drugorzędna ze względu na nawarstwioną latami w świadomości Rosjan opinię o nim jako wrogim bloku zagrażającym ZSRR, a potem Rosji. ( ... ) Polska musi traktować to państwo ( Rosję ) ( ... ) nie jako przeciwnika, lecz istotnego gwaranta bezpieczeństwa europejskiego, w tym naszego bezpieczeństwa”.

 

Trzeba wiedzieć, że Biuro Bezpieczeństwa Narodowego ( BBN ) jest urzędem realizującym powierzone przez Prezydenta Rzeczypospolitej zadania w zakresie bezpieczeństwa narodowego. Biuro jest merytoryczno – organizacyjnym zapleczem ( pełni funkcje sekretariatu ) Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego odpowiada za jego działalność przed Prezydentem Rzeczypospolitej. Natomiast Rada Bezpieczeństwa Narodowego jest organem doradczym Prezydenta Rzeczypospolitej w zakresie wewnętrznego i zewnętrznego bezpieczeństwa państwa.

 

Biuro Bezpieczeństwa Narodowego po objęciu funkcji Prezydenta Rzeczypospolitej przez Bronisława Komorowskiego w 2010r. zmieniło kurs z zachodniego na wschodni. Nie ma w tym nic dziwnego, skoro w otoczeniu obecnego prezydenta działa wiele osób, które, jak wynika z archiwów IPN – u, współpracowały z tajnymi służbami PRL – u a więc, de facto, służyły sowieckiemu reżimowi.

 

Po tragicznej śmierci w Smoleńsku szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Aleksandra Szczygły, Bronisław Komorowski 13 kwietnia 2010r. mianował na jego miejsce gen. Stanisława Kozieja. W czasach PRL – u Stanisław Koziej odbył w sierpniu 1987r. kurs Sztabu Generalnego ZSRR, który był zabezpieczony przez GRU. Koziej był w tym okresie również członkiem egzekutywy PZPR. Jako żołnierz I Zarządu Sztabu Generalnego w latach 1978 – 1981 brał udział w opracowaniach planu ataku wojsk Układu Warszawskiego na państwa Europy Zachodniej.

 

Ponadto doradcą prezydenta Bronisława Komorowskiego ds. międzynarodowych jest Roman Kuźniar, który według archiwów IPN – u został zarejestrowany jako kontakt operacyjny „Uniw” pod numerem 16645. W czasach PRL Roman Kuźniar był członkiem PZPR i przeszedł specjalne przeszkolenie wojskowe. W stanie wojennym w 1982r. otrzymał odznaczenie państwowe „Za Zasługi dla Obronności Kraju”. Roman Kuźniar w latach 80 pracował w Państwowym Instytucie Spraw Międzynarodowych. Według dokumentów służb specjalnych PRL wielu urzędników PISM zostało zarejestrowanych przez komunistyczne służby specjalne jako tajni współpracownicy, m.in. Adam Rotfeld ps. „Rauf”.

 

W 2011r. w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego odbyły się konsultacje z przedstawicielami Aparatu Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Stronę polską reprezentował wtedy wiceszef BBN Zdzisław Lachowski. Według akt znajdujących się w Instytucie Pamięci Narodowej Zdzisław Lachowski został zarejestrowany jako kontakt operacyjny „Zelwer”.

 

Od maja 2010r. kontakty Bronisława Komorowskiego i jego zaplecza z Rosją stały się niemal regułą.

 

Jak widać Bronisław Komorowski jest pozbawiony wyczucia politycznego w stosunku do Rosji i spraw polityki wschodniej. U urzędującego prezydenta można dostrzec niesamowity deficyt wyobraźni politycznej i brak ogólnej wiedzy z zakresu obronności kraju. Dotychczasowe działania w sferze obronności Polski, to były przedsięwzięcia pozorowane polegające w gruncie rzeczy na stopniowej likwidacji armii.  

 

Ten kontrowersyjny stosunek Prezydenta Rzeczypospolitej do Federacji Rosyjskiej wyjaśnia Tomasz Sakiewicz w książce „Partyzant wolnego słowa”, wydanej w 2013r. przez Wydawnictwo M. Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” we fragmencie swojej książki na stronie 88 i 89 opisuje domniemane powiązania Bronisława Komorowskiego z agenturą rosyjską: „Ludzie, którzy go wówczas lepiej znali, uważali go za bardzo radykalnego działacza antykomunistycznego. Szczycił się naprawdę niezłą kartą opozycyjną. Jednak gdzieś koło roku 1988 zaczął się zmieniać. Miał wówczas jakieś problemy z pracą. W domu było kilkoro dzieci na utrzymaniu. Przełom roku 1988 i 1989 być może jest kluczowy dla wyjaśnienia jego przemiany. Wtedy stało się topo prostu widoczne.

 

Bez wątpienia wyjaśnienia wymaga to, czy na jakimś etapie nie wzięła sprawa w swoje ręce rodzina jego żony, której obydwoje rodzice byli kadrowymi oficerami Urzędu Bezpieczeństwa. Oczywiście zdarzały się takie mezalianse, wynikające ze wspólnego buntu przeciw systemowi. Z tym, że dla rodziny żony dzisiejszego prezydenta ten bunt nastąpił w roku 1968, w wyniku walki frakcji w obozie komunistycznym, a Komorowski zaczął wtedy świadomie angażować się w opozycję. To tłumaczy pewne podłoże psychologiczne. Czy mimo odsunięcia rodziców żony Komorowskiego od stanowisk w bezpieczeństwie wypadli oni też spoza zainteresowania Moskwy? Mrzonki. Moskwa zwykle miała swoich ludzi w każdej frakcji. Prezydent musi kiedyś o tym powiedzieć. Nie może zasłaniać się życiem osobistym. Chodzi o pierwszą osobę w państwie i skala prywatności jest w takim wypadku ograniczona.

 

Jakiś czas temu pewien człowiek, którego do dziś uważam za wiarygodnego informatora, zdradził mi, że jesienią 1989 roku Komorowski pojawił się na terenie rosyjskich nieruchomości w Warszawie. Jest to o tyle symptomatyczne, że wstęp mieli tam naprawdę nieliczni i nie było mowy o jakichś przypadkowych odwiedzinach. To były eksterytorialne placówki pod kuratelą wyłącznie państwa rosyjskiego, służące głównie do pracy operacyjnej. Oczywiście pewnie nie tylko, ale wszystko działo się pod okiem sowieckich służb. Oficjalnie były to placówki dyplomatyczno - handlowe, a nieformalnie miejsca, do których docierali najważniejsi szpiedzy rosyjscy. Miał się tam spotykać z kimś liczącym się w Rosji. Wyszedł mocno poruszony. Rzucił wtedy tylko jedno zdanie, że będzie wkrótce bardzo ważną osobą. W innym źródle również potwierdziłem fakt tego spotkania”.

 

Czy fakty podane przez redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” są prawdziwe, że mamy do czynienia z rosyjską agenturą? Niestety już w historii Polski zdarzył się przypadek posądzenia urzędującego Prezesa Rady Ministrów o powiązanie z rosyjską agenturą. 21 grudnia 1995r. w Sejmie minister spraw wewnętrznych Andrzej Milczanowski oskarżył premiera Józefa Oleksego o to, że jest szpiegiem rosyjskim! Wtedy Prezes Rady Ministrów odpowiedział, że jest niewinny i odmówił podania się do dymisji. Kilkumiesięczne śledztwo w sprawie „Olina” bardziej zaciemniło sprawę, niż ją rozjaśniło.

 

Na koniec należy wspomnieć o ukazaniu się w dniu 22 kwietnia 2015r. odważnej książki o nieznanych kulisach z życia prezydenta autorstwa dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego pod tytułem „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”. Czy publikacja potwierdziła fakty na temat urzędującego prezydenta podane przez redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”Tomasza Sakiewicza? Czy autor zbliżył czytelnika do poznania prawdy?                                                                                                                   

                                                                                       Krzysztof Krasowski  

Janusz Sanocki - Niezalena Gazeta Obywatelska w Opolu

Naprawmy Polskę!

 

 

Drodzy Państwo!

 

Kiedy prawie trzy lata temu wspólnie z Pawłem Kukizem i z jego inicjatywy przedstawialiśmy koncepcję stworzenia szerokiego ruchu obywatelskiego przewodniczącemu NSZZ „Solidarność” Dudzie – w oparciu o struktury największego związku zawodowego w Polsce – naszym celem było dokonanie zmiany na polskiej scenie politycznej niszczonej konfliktem PiS-PO. Konfliktem pozornym i nie niosącym wyzwolenia Polski spod władzy partyjno-urzędniczych klanów. Ta idea została potem przez Dudę i Solidarność zmarnowana choć „Platforma Oburzonych” - ogólnopolskie spotkanie w Gdańsku, w marcu 2013, pokazało poparcie społeczne dla takiego działania.

 

Musieliśmy zatem już bez poparcia związku zawodowego, jedynie w oparciu o rozsiane w Polsce stowarzyszenia obywatelskie oraz o osobisty wpływ Pawła – jego poczucie obywatelskiej misji i determinację – podjąć próbę zbudowania ruchu obywatelskiego, który mógłby doprowadzić do istotnych zmian ustroju naszego państwa. W tym duchu, we wrześniu 2013 wspólnie z Pawłem Kukizem – bez żadnej pomocy z zewnątrz – zorganizowaliśmy spotkanie warszawskie stowarzyszeń walczących z bezprawiem w wymiarze sprawiedliwości.

 

Od tego czasu Paweł Kukiz wykonał osobiście gigantyczną pracę obywatelską docierając do różnych środowisk w kraju z przesłaniem zmiany ustroju i „Przywrócenia państwa obywatelom”. W wyborach samorządowych 2014 r. kandydując z ostatniego miejsca listy do sejmiku dolnośląskiego uzyskał ogromne poparcie wyborców i mandat radnego sejmiku.

 

Tak więc u progu wyborów prezydenckich stało się możliwe podjęcie wyzwania i kandydowanie Pawła na stanowisko prezydenta Polski. Było to oczywiście gigantyczne wyzwanie ponieważ nie było pieniędzy, nie było zorganizowanych struktur i groziło że nie zbierzemy nawet wymaganych podpisów. Było wiele wahań i wątpliwości – Paweł ryzykował swój wizerunek, swoją pozycję i narażał się na różne szykany. Ot jak choćby te ze strony firmy Sony, która zerwała z nim umowę na nagranie płyty po tym jak ogłosił, że kandyduje. Jednak podjął to ryzyko. Ryzyko szaleńcze w zderzeniu z potężnymi, wyposażonymi w publiczne miliony aparatami politycznych partii.

 

„Janusz – powiedz jaka jest granica śmieszności?” – pytał mnie Paweł kiedy wracaliśmy od strajkujących górników. „Przecież jeśli zdobędę nieznaczną ilość głosów ONI mnie rozszarpią”.

 

Rzeczywiście Paweł Kukiz ryzykował własnym prestiżem, pozycją i miał poważne wątpliwości czy cały ten ogromny wysiłek nie zakończy się porażką. Byłem wówczas przekonany, że zdobędzie co najmniej 5%, a określiłem spodziewany wynik przeciętny na poziomie 7-8%. Nie wiedziałem jeszcze kogo partie wystawią w tych wyborach. Każdy z partyjnych kandydatów – nawet jak zdobędzie śladowe ilości głosów wróci sobie do partyjnych zajęć. Paweł – gdyby się nie udało zdobyć dobregowyniku – został by przez dziennikarzy rozszarpany jako celebry ta, który rzucił wielkie hasła i się skompromitował. Dla niego – człowieka ambitnego i pełnego poczucia honoru - byłaby to osobista klęska. To zrozumiałe. Paweł naprawdę wiele ryzykując, stawiając wszystko na jedną i to niepewną kartę podjął wielkie wyzwanie.

 

Dalszy ciąg historii w zasadzie Państwo znają. Własnymi siłami – płacąc z własnych kieszeni za salę - zorganizowaliśmy spotkanie 7 lutego 2015 r. w Katowicach, na które przyjechali przedstawiciele stowarzyszeń z całej Polski. Paweł prowadził intensywną akcję w Internecie. Kampania ruszyła.

 

Dziś już wiemy, że poparcie dla naszego kandydata sięga 11% i ciągle rośnie. Okazało się, że Paweł Kukiz – prawdziwy kandydat obywatelski , jeden z nas człowiek, który - wbrew politycznym wyjadaczom – potrafił rzucić hasło zmiany ustroju Polski – zdobywa liczące się poparcie Polaków.

 

Gdyby nie błędy i niedociągnięcia w pracy sztabu wyborczego, wynikające zapewne z niedoświadczenia, ten wynik mógł być jeszcze wyższy i kto wie czy nasz kandydat nie wszedłby do drugiej tury, co zresztą może się jeszcze zdarzyć.

 

W tej pierwszej rundzie Paweł odnosi ogromny sukces i my wszyscy w tym sukcesie mamy swój udział, a jednocześnie wiążemy z nim nadzieję.

 

Nadzieję na stworzenie szerokiego Ruchu Obywatelskiego, na istotne zmiany które sprawią, że tu „w tym kraju” będzie się dało żyć. Że obywatele będą mieli wpływ na posła, że sądy i urzędy będą działać właściwie, że gospodarka nie będzie niszczona samowolą urzędników i korupcją.

 

Czy te nadzieje nie zawiodą? Czy Paweł Kukiz – nasz kandydat, który wdarł się na polityczną scenę własną pracą i społecznym poparciem będzie miał dość siły, wyobraźni i charakteru żeby tę – niezwykle trudną - misję wypełnić? Czy będzie umiał zbudować wokół siebie zespół odpowiednich ludzi – co jest zadaniem zawsze najtrudniejszym – na te pytania nie umiem jeszcze odpowiedzieć.

 

Jest wszakże szansa że tak będzie. Współpracując z Pawłem Kukizem przez ostatnie pięć lat wiem, że jest człowiekiem o dużej inteligencji, w lot łapiącym idee, człowiekiem o wielkiej wyobraźni i osobistych talentach, dającym się też przekonać argumentom. Jednocześnie wierzę w to co Paweł mówi o Polsce, patriotyzmie – że jegoprzekaz jest szczery.

 

Ktoś może powiedzieć, że wierzyliśmy wcześniej wielu ludziom, a potem spotykał nas zawód. No cóż w imię dobra Ojczyzny jesteśmy skazani na pewną dozę naiwności. Zresztą liczę, że Paweł uniknie losu „gwiazdy jednego sezonu” - stanie na wysokości zadania i wykorzysta szansę jaką dała jemu i nam Opatrzność i że przejdzie do Historii jako mąż stanu. To będzie jego i nasze zwycięstwo.

 

I jeszcze jedno: W wyborach startuje kilka osób, które osobiście cenię – jak Grzegorz Braun czy Jacek Wilk. Niestety nie mają oni szans. Widać wyraźnie, że to właśnie Paweł Kukiz potrafi w zwięzły sposób sformułować i przekazać Polakom istotny - z punktu widzenia państwa - program. Zapewne także dr Andrzej Duda nie jest złym człowiekiem i ma dobre intencje, ale ciąży na nim przynależność do politycznego establishmentu, któremu nie chodzi o zmiany fałszywych rozwiązań, które niszczą Polskę, a jedynie o zmianę ekipy przy władzy. Oczywiście prawdziwe jest to, że rządy Platformy są złe, ale jeszcze bardziej istotne jest to, że III RP jest państwem chorym na ciężką chorobę genetyczną i że w istocie dobre rządy w tak źle skonstruowanym państwie nie są możliwe. A o tym ani Jarosław Kaczyński, ani od lat (dobrze ustawieni) posłowie tej partii nie chcą słyszeć.

 

Stąd Paweł Kukiz – kandydat, który nie tylko doskonale rozumie konieczność zmian ustrojowych, ale także ma szanse skupić wokół siebie liczącą się grupę obywateli dla realizacji tego celu zasługuje na poparcie.

 

Będę na niego głosował i wzywam wszystkich, którym dobro Polski leży na sercu, by zrobili tak samo.

 

 

Janusz Sanocki

Nysa 2 maja 2015 r.

 

 

 

Petycja

Masz ładnie położoną działkę? Możesz ją stracić!

Sejm pracuje nad nową ustawą wywłaszczeniową.

W projekcie ustawy z dnia 8 kwietnia 2015 projektodawca zakłada ustanowienie „prawa szlaku” czyli prawa do wywłaszczania każdego z jego nieruchomości, jeśli ktoś uzna, że ziemia ta ma „szczególne walory krajobrazowe, przyrodnicze, lokalizacji i ukształtowania terenu lub tradycji korzystania z danego terenu”.

Co to oznacza?

Polski właściciel nieruchomości zlokalizowanej w miejscu, które możesłużyć celom rekreacyjnym, narciarskim, turystycznym, może zostać wywłaszczony ze swojej ziemi, jeśli ktoś inny (prywatny inwestor) postanowi na tym miejscu realizować inwestycję służącą szeroko pojęta rekreacji, czy komercji! Na mocy nowego prawa będzie można zatem wywłaszczyć domy i działki prywatne, ale również te należace do Skarbu Państwa, jak np. parki narodowe! 

Projektodawcy „prawa szlaku” w ustawie Kodeks Cywilny chcą zmienić wyrażenie „służebność przesyłu” na „służebność publiczną”. Umożliwi to niemal nieograniczoną ingerencję w prywatną własność, również w domy, zabudowania gospodarcze, przedsiębiorstwa, uprawy, działki...

Pomimo wielu negatywnych opinii prawnych Sejm RP nadal próbuje rozszerzyć konstytucyjną definicję "celów publicznch" o turystykę, sport i rekreację, wprowadzając odpowiednie sformułowania "tylnymi drzwiami", bez konsultacji społecznych. Podobnie, jak zrobiono ze słynnym dopiskiem do ustawy medialnej: „lub czasopisma”

Według wyroku Sądu Administracyjnego sygn. akt IV SA/Wa 2037/06 inwestycje tj. trasy narciarskie, bobslejowe, wyciągi narciarskie, koleje napowietrzne, koleje gondolowe i koleje krzesełkowe oraz urządzenia towarzyszą nie mogą być uznane za inwestycje celu publicznego, ponieważ nie służą zaspokojeniu powszechnych potrzeb. Nie są inwestycjami nakierowanymi na urzeczywistnienie interesu publicznego istotnego dla zbiorowości. Z chwilą uchwalenia „prawa szlaku” sytuacja prawna właścicieli nieruchomości obciążonej byłaby znacznie gorsza od sytuacji prawnej gminy, beneficjentów partnerstwa publiczno-prywatnego, których celem jest osiągnięcie jak największych korzyści z nieruchomości władnącej. 

Nowe prawo umożliwia osobie trzeciej wejście nawet do prywatnegodomu i wykorzystanie go do swoich celów biznesowych, jeśli mieszczą się one w szeroko pojętych "sporcie", "turystyce" lub "rekreacji". Jeden z pomysłodawców ujął to słowami:

"Prawo własności powinno służyć nie tylko właścicielowi, jeśli dobro, którego dotyczy, ma wartośc dla wielu osób".

Projekt nie ma nic wspólnego z celem publicznym - jest tylko z premedytacją zaplanowanym przejęciem cudzych atrakcyjnych nieruchomości.

Co to oznacza?

Bez zgody właściciela na jego terenie możne być wybudowany hotel, restauracja, basen, ...:"gmina uprawniona jest do budowy na nieruchomości koniecznej infrastruktury szlaku".

Jest to pierwsza ustawa, która pozwala narzucić (niezależnie od woli właściciela!) i zapisać w księdze wieczystej charakter rekreacyjny, sportowy lub turystyczny danej ziemi. Będzie to równoznaczne z wywłaszczeniem! Biznes sportowo-turystyczny i narciarski będzie mógł przejąć dowolne tereny dochodowe i z tak przejętej nieruchomości czerpać wielkie korzyści.

Przykładem niech będzie stworzony, bez konsultacji społecznej i bez zgody właścicieli gruntów, projekt "Resort Narciarstwa w Kurorcie Tatrzańskim", który wytyczył zabór 60 hektarów w Tatrzańskim Parku Narodowym oraz wielu tysięcy hektarów innych prywatnych gruntów. Po uchwaleniu "prawa szlaku" te ponad 60 hektarów Tatrzańskiego Parku Narodowego zostanie przejętych przez luksemburską spółkę Mid Europa Partners, która wykupiła między innymi PKL na Kasprowym Wierchu!!!

Wielu prawników jednoznacznie wskazuje, że projekt "prawo szlaku" jest niezgodny z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej.


Podpisz petycję >>

Fotografia z obrad Knestetu w Polsce

Portal Temidacontrasm.info przedstawia ranking partii politycznych III RP wrogich reformie spółdzielczości. (zobacz publikację >>)

 

Numerem jeden jest postkomunistyczna SLD (dawniej PZPR) wielokrotnie atakująca i sabotująca próby reformy spółdzielczości PRL. (m.in. blokowanie powszechnego uwłaszczenia, odmawianie prawa do demokratycznych wyborów, prawa kontroli wydatków i swobodnego wyboru zarządcy).

 

 

 

 

 

Numer dwa czarnej listy to PSL (w PRL-u ZSL). Partia postkomunistyczna. Jej ikoną jest m.in. p. Żelichowski, poseł jeszcze z czasów Polski Ludowej. Jak pamiętamy w socjalizmie ZSL i SD uznały kierowniczą rolę PZPR.

 

 

 

 

 

 

 

 


Trzecie miejsce zajmuje PiS - partia, która paradoksalnie w 2007 roku dużo zrobiła dla reformy spółdzielczości. Aktualnie niestety kurs i kalkulacje polityczne są diametralnie inne. PiS sprzeciwia się reformie. Np. na poziomie Białegostoku Krzysztof Jurgiel odmawia poparcia przemian. Ta zmiana w poglądach wynika z typowego dla III RP oportunizmu, ale też całkiem nowych przesłanek, które w mojej ocenie mogą rzutować na zwrot w poglądach o 180 stopni. Mianowicie do walki o polski majątek i nieruchomości wszedł ostatnio nowy potężny gracz: grupa żądająca od Polski 65 mld USD odszkodowania. Mówi się o Lasach Państwowych do oddania (sprzedaży), ale obiektem zainteresowania może być też kolektywny majątek spółdzielni i jakaś specustawa umożliwiająca częściowe przejęcie. Spółdzielcze nieruchomości są w miastach a więc na obszarach najwartościowszych dla grup roszczeniowych.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Daje do myślenia wystawienie w wyborach prezydenckich kandydatury pana Dudy. Okazuje się, że Andrzej Duda był gościem ostatnich obrad Knesetu (zobacz amatorskie nagranie z obrad >>) a jego teść jest autorem szokującej poezji:

Wiersz o zabiciu doktora Kahane

A jacy to źli ludzie mieszczanie kielczanie,
żeby pana swego, Seweryna Kahane,
zabiliście, chłopi, kamieniami, sztachetami!

Boże że go pożałuj i wszech synów Dawidowych
iże tako marnie zeszli od nierównia swojego!
Chciałci i jego bracia miła królowi służyć
swą chorągiew mieć, ale żołnierze dali go zabić.
Żołnierze, milicjanci, kieleccy rodzice
świętości nie mieli, bezbronne dzieci zatłukli!
Zabiwszy, ulicami powlekli, bić Żydów krzyczeli,
Polacy, kielczanie jako psy kłamacze.
Okrutność śmierci poznali, szkarady posłuchali,
krwią splamili przyjacioły, na bruk ich wyrzucili.
Bóg Polaków zamknięty w obozie, w baraku
drży, gdy dzielni chłopcy z orzełkami na czapkach
dobijają dziewczynki żydowskie, rurkami, na odlew.

 

Więcej o specyficznej poezji >>

 

PO również odcina się od reformy spółdzielczości. Z komisji NPS wyrzucono Lidię Staroń. Prominentni politycy Platformy mówią wprost: Staroniowa nie reprezentuje linii partii. Uspokajają prezesów, że żadnej reformy nie będzie. Na białostockim podwórku postawę tę wyraża dosadnie Robert Tyszkiewicz arogancko unikając odpowiedzi na zapytania o stanowisko w kwestii demokratyzacji spółdzielni.

 

 

 

 

 

 

 

Podobnie palikotowcy: zdecydowany sprzeciw. Co ciekawe Janusz Palikot miał zupełnie inne zdanie, gdy był w komisji "przyjazne państwo". Swego czasu w Białymstoku obiecywał nawet poparcie projektu zmian w przepisach. Wszystko jednak zmieniło się odkąd Palikot współdziała z Janem Hartmanem (działacz żydowskiej loży masońskiej zakazanej w II RP - przeczytaj więcej >>)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie powinniśmy popierać ludzi i partii naruszających polską rację stanu i przedkładających interes prywatny ponad dobro społeczne i państwowe.

 

 

Skan strony Polskiego Radia

Eksperyment "Palikot" wyeksploatował się, więc władza szuka innych metod duraczenia tubylczego mniej wartościowego narodu - jak powiedziałby Michalkiewicz.

Imponującym przykładem pomysłowości i wiary w manipulację oraz socjotechniczne sztuczki jest program wyborczy kandydata PSL (dawne ZSL) pana Jarubasa.

Owy "program wyborczy" składa się ze zbioru postulatów (w ustach PSL kłamliwych frazesów) ukradzionych konkurencji politycznej.

W socjotechnicznym przekazie kandydat Jarubas m.in. podaje, że:

- obniży podatki;
- wprowadzi prawo przyjazne przedsiębiorcom;
- usunie bariery przedsiębiorczości;
- wesprze firmy rodzinne;
- ułatwi funkcjonowanie rodzinom wielodzietnym;
- będzie dbał o dobre imię Polski;
- zwolni z podatku dochodowego;
- ble, ble, ble...

PSL od lat jest w koalicji rządzącej i z diaboliczną konsekwentną współrealizuje politykę zaprzeczającą tezom jarubasowego programu. W okresie rządów PO-PSL m.in. podwyższono podatki, mocno rozbudowano biurokrację, wprowadzono szereg ustaw blokujących i dławiących przedsiębiorczość: np. w polskiej gospodarce rozrósł się GIOŚ, GIODO, KOBIZE i wiele innych urzędów, nakazów i regulacji zmniejszających konkurencyjność i rentowność firm oraz drastycznie zwiększających koszty pracy.

W tym miejscu warto poświęcić chwilę na GIOŚ (Główny Inspektorat Ochrony Środowiska). Do urzędu tego kwartalnie, rocznie firmy muszą raportować o wprowadzonym do obrotu towarze: ilości, wadze netto, brutto, rodzaju strukturze materiałowej, ilości, wadze i rodzaju opakowań.
Ostatnio władza PO-PSL doprowadziła do zaostrzenia ustawy o GIOŚ. Żeby spełnić wymagania raportowe i odzyskowe trzeba słono zapłacić. W rzeczywistości III RP, GIOŚ ma w praktyce hamować i wygaszać działalność małych firm produkcyjnych i przetwórczych oraz blokować powstawanie nowych.

Dużym ciosem w gospodarkę jest szybkie podwyższanie składek ZUS powodujące ubocznie masową już ucieczkę firm za granicę a przy okazji  spadek wpływów podatkowych wskutek powiększania się szarej strefy.

Utrudnienia i bariery należy liczyć w setkach, praktycznie na każdym etapie działalności gospodarczej. Np. żeby zatrudnić pracownika nie wystarczy już zaświadczenie od lekarza. Przedsiębiorca musi zarejestrować się do uprawnionej do badań jednostki i oczywiście zapłacić - kilkaset złotych.

Nawet składanie zwykłej deklaracji VAT to w III RP problem. Nie wiadomo dlaczego przyjęto, że VAT-7 ma być składane do 25 dnia miesiąca a VAT-UE do 15 dnia miesiąca, choć w istocie dane z obu deklaracji mogą zawierać się w standardowej deklaracji VAT-7.

Mając spółkę cywilną nie można wziąć urlopu na opiekę nad dzieckiem - według prawa stanowionego przez PO-PSL trzeba zamknąć spółkę....ale z czego wtedy żyć....
Podobnie mając jednoosobową firmę i zatrudnionych pracowników, nie można wziąć bezpłatnego urlopu na opiekę nad dzieckiem!
Kiedy i jak wychowywać dzieci skoro nie ma miejsca w przedszkolu ani żłobku...?

Jak słusznie ktoś napisał: koalicja PO-PSL metodycznie wygasza Polskę i demoluje jej gospodarkę. Wskutek działalności tej grupy dokonuje się niewyobrażalny exodus emigracyjny. Szacuje się, że Polskę opuściło łącznie do 3 mln obywateli - a to wciąż nie koniec.

Jednocześnie trwa szybkie zadłużanie Polski mimo że wtłacza się w nią olbrzymie pieniądze. Tusk zabierając pieniądze z OFE kupił dla III RP dodatkowe 2-3 lata. Bez reformy, bez wpływów podatkowych i odbudowy demograficznej, Polska nie przetrwa jako suwerenne państwo przy zadłużeniu przekraczającym bilion złotych.

III RP pod rządami postkomunistów (bo takie w istocie jest PSL i farbowańcy z PO) - w mojej ocenie - przejdzie do historii jako okresowy twór, który w przypadku braku reformy zbankrutuje podobnie jak PRL. Dziś postkomunistyczna III RP łączy w sobie elementy osiemnastowiecznej przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, którą rozrywały grupy interesów wysługujące się obcym mocarstwom. Obecna III RP wskutek braku prawdziwych elit jest pod tym względem bardzo podobna. Jak pisze Michalkiewicz - jest areną ścierania się stronnictw: ruskiego, niemieckiego i amerykańsko-żydowskiego. Oprócz grup interesu i polityki zdrady stanu, III RP bankrutuje moralnie i społecznie. Normą stało się, że powszechnie oszukuje się i robi na lewo. Patologia degeneruje obywateli i niszczy struktury państwa. W PRL-u kradło się materiały z budowy, kradło się w kołchozie. W III RP zamawia się towary i usługi na lewo, bez kwitu, bez podatku. Robi to prokurator, sędzia, urzędnik kontroli skarbowej.

Jarubasowe okłamywanie wyborców w kampanii za pieniądze podatników (partia ma dotację z budżetu państwa) ma na celu zbadanie czy da się ogłupić Polaków obietnicami, których nikt nie zamierza realizować.

Jeżeli marketingowe manipulacje powiodłyby się to oduraczony elektorat przyda się Bronkowi w drugiej turze, a samej PSL będzie przydatny w targach o posady rządowe i samorządowe.



Zobacz program wyborczy Jarubasa >>

Więcej artykułów…