W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. [zamknij]

Logowanie

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Prawo Rynsztoka

Witajcie w Rynsztoku

U nas w Rynsztoku życie wygląda inaczej. Tutaj łotr jest szanowanym obywatelem. Złodziej zarządza publicznymi pieniędzmi. Pracę społeczną wykonuje się odpłatnie. Uczciwość to obciach i frajerstwo. Cwaniactwo otwiera drogę na salony. Kłamstwo jest narzędziem w komunikacji ze społeczeństwem a dziennikarstwo ważnym instrumentem propagandowym. Korupcja to fundament życia gospodarczego a łapówka to podstawa załatwiania spraw i pozyskiwania zamówień.

Rynsztok ma też rynsztokowy sąd. Rządzi w nim nomenklatura. Wyroki to prawo silniejszego. Układy, znajomości i przynależność do sitwy ma rozstrzygające znaczenie. Zwykły obywatel to nic niewarty, pogardzany śmieć.

Dola ubogich

Maria jest w sędziwym wieku. Ma stwierdzony przez biegłego stopień upośledzenia intelektualnego. Ograniczenie sprawności nie jest jednak na tyle duże by ustanowiono kuratora. Jak to mówi prokuratura: „Maria wie kto jest prezydentem Rynsztoka, więc nic jej nie brakuje”. Maria żyje z renty chorobowej (ok. 600 zł), zbiera puszki, ma wsparcie żywnościowe z Caritas. Opiekuje się upośledzonym umysłowo synem.

Na celowniku sitwy

W spadku Marii przypadła ziemia po rodzicach i zmarłym bracie w podrynsztokowej, bardzo atrakcyjnej miejscowości Snoby, niedaleko siedziby sądu. Mieszka tam rynsztokowa śmietanka – najbardziej wpływowi i szanowani obywatele miasta. Maria wyraźnie nie pasuje do okolicznego towarzystwa. Choć ma grunt w tak pożądanym miejscu jest wyobcowana, żyje ubogo, nie utrzymuje kontaktów z wysoko postawionymi sąsiadami.

Miliony za 6 tysięcy zł

Gruntu jest łącznie 5,6 ha. W latach dziewięćdziesiątych 45% udziałów w nieruchomości (po 15% każdy) nabyło od brata Marii na współwłasność, trzech niezwykle zacnych, wpływowych i poważanych obywateli. Roman Wiadro – znany rynsztokowy adwokat, tajny współpracownik służby bezpieczeństwa. Stefan Cholewa – były pierwszy sekretarz komitetu wojewódzkiego PZPR w Rynsztoku oraz Tadeusz Miska – dyrektor rolniczej spółdzielni produkcyjnej Burak.

 Reklama: Naprawa telewizorów >>


Trzech czcigodnych wspólników dobiło targu z bratem Marii, alkoholikiem. Za 6 tysięcy złotych wpisane w akcie notarialnym kupiło 2,5 hektara ziemi. W umowie przedwstępnej zobowiązali się do pokrycia kosztów zniesienia współwłasności.... ale kto by o tym później pamiętał. Maria podejrzewa, że zapłacili bratu tylko zaliczkę – 1500 złotych. Całych 6 tysięcy złotych prawdopodobnie nawet nie zobaczył. Ostateczna finalizacja – podpisanie umowy notarialnej – dokonała się za wódkę, a więc tanio.

Pany wyroków rynsztokowego sądu

Nabywcy ziemi, funkcjonariusze nomenklatury komunistycznej, świetnie poruszają się w sądzie. W czasach PZPR przyjmowali do roboty w organizacji partyjnej Zygfrydę Krótką, obecnie zasłużoną sędzię sądu apelacyjnego. Znają też dobrze biegłych od szacowania nieruchomości. Adwokat Romek, gruba ryba rady adwokackiej, jest na ty z najważniejszymi ludźmi z nomenklaturowej ferajny. Czuje więź. Razem przecież budowali socjalizm w Rynsztoku.

Sędzia Krótka już nie raz pomagała w potrzebie. Zmieniła wyrok sądu pierwszej instancji na korzyść żony Stefana Cholewy w procesie o zapłatę. Później co prawda wrogi radca prawny doprowadził do jego uchylenia w kasacji, ale nie podarowała takiej zniewagi i odtąd konsekwentnie mściła się uwalając każdą jego sprawę.

Przyjaciele z partii z Zygfrydą znają się jak łyse konie. Dużo przeszli i wypili. Trzymają się razem, pomagają, zwłaszcza dziś – w dobie krzykaczy wiszczących o ocenę sędziów i reformę wymiaru sprawiedliwości.

Romek, Stefan i Tadzio złożyli do sądu rejonowego pozew o zniesienie współwłasności. Uradzono zmyślny plan, który dawał szansę przejęcia całej ziemi Marii. Wspólnik pomysłu SSR Jan Szechta miał powołać biegłych do wyceny nieruchomości, a następnie zasądzić od Marii wysoką opłatę za zniesienie współwłasności, która ostatecznie miała wywołać niewypłacalność i doprowadzić do przejęcia gruntu przydzielonego Marii w postanowieniu o zniesieniu współwłasności.

Tak się robi wyceny

W 2007 roku 5,6-hektarowa nieruchomość miała status ziemi rolnej. Transakcyjne ceny takiego gruntu w Snobach wahały się w przedziale od złotówki do 25 zł za m2. Powołani do sprawy biegli wycenili jednak ziemię na 102 zł za m2 (łącznie 5,7 mln zł) i od razu nadali jej status budowlanej, choć według prawa w czasie procesu była gruntem rolnym.

Sędzia Jan Szechta w postępowaniu dowodowym skrupulatnie zbadał stan majątkowy Marii. Zaprotokołował, że ma niepełnosprawnego syna, z którym egzystuje w lokatorskim mieszkaniu, że żyje z renty w kwocie około 600 zł i korzysta ze wsparcia pomocy społecznej. Dysponując taką wiedzą następnie zasądził od Marii 60 tysięcy złotych do zapłaty wnioskodawcom zniesienia współwłasności: Romanowi Wiadro, Stefanowi Cholewie i Tadeuszowi Misce. W postępowaniu sądowym sprawny sędzia przemilczał kwestię zobowiązania wnioskodawców do pokrycia kosztów zniesienia współwłasności, nie zauważył też, że przypadła im wartościowsza część nieruchomości. Nie uwzględnił, że po geodezyjnym przeliczeniu powierzchni, nomenklaturowym wnioskodawcom przypadło dodatkowe 200 m2 więcej niż pierwotnie kupili.

Ziemia za darmo

Romek, Stefek i Tadek oprócz ekstra przychodu z zasądzenia 10-krotności kwoty za jaką „kupili” 2,5 ha, dostali od sądu najlepszą część gruntu. Przypadł im las i teren wzdłuż utwardzonej drogi. Maria z kolei „dostała” grunt od strony cieku wodnego w znacznym fragmencie podmokły, nienadający się do zabudowy, przeznaczony w późniejszym planie zagospodarowania pod zieleń.

Reklama: Naprawa systemów alarmowych >>


Gdy Maria „cieszyła się” przysądzonym bagnem, przyjaciele z partii radowali się otrzymanym za darmo lasem. Znajomy biegły okazał się dla nich wyjątkowo przychylny i wycenił drzewostan tylko na 5 tysięcy złotych choć wartość zaledwie jednego dębu z przejętego lasu stanowiła krotność kwoty wyceny. Oszacowanie składników nieruchomości dokładnie wcześniej obgadali obalając półtora litra. Gdy już mieli w czubie, pomstowali na Marię jaka jest niedobra, że trzeba ją ukarać bo nie przyjęła „pomocy” – choć „uczciwie” proponowali odnowienie rozwalającego się domku w zamian za bezpłatne oddanie posiadanych 3 hektarów.

Jan Szechta sądzi

Grupa skrupulatnie zaplanowała sądowy rozbój i „zagospodarowanie” nieruchomości Marii. Sędzia Szechta jak nigdy wybrał się osobiście do Snobów oglądać ziemię. Choć mówił Marii, że się nie zna na wycenach i podziałach nieruchomości, to jednak atrakcyjne działki rozpaliły jego żądzę posiadania. Po wydaniu orzeczenia korzystnego dla bonzów nomenklaturowej mafii, bez ceregieli powiedział wprost do Marii (cokolwiek miałoby to znaczyć): „...pani …. trzeba szybko sprzątać posesję bo działki będziemy bić...”

Wyrok rynsztokowego sądu nieodwołalny

Maria próbowała się bronić. Nie mogła zrozumieć dlaczego ma zapłacić 60 tysięcy złotych za zniesienie współwłasności w sytuacji, gdy ziemię kupiono za 6 tysięcy a wnioskodawcy w umowie zobowiązali się do pokrycia tego kosztu. Czuła się pokrzywdzona nieuczciwym podziałem: utratą najwartościowszej części ziemi, utratą lasu oraz przyznaniem wnioskodawcom dodatkowych kilkuset metrów gruntu.

Niestety w lokalnym rynsztokowym adwokackim światku jednogłośnie odmówiono poprowadzenia jej sprawy. Mimo to złożyła amatorską apelację korzystając z pomocy życzliwych osób. Jednak los postępowania był z góry przesądzony. Rynsztokowy sąd apelacyjny oddalił skargę Marii jako bezzasadną.

Reklama: Oświetlenie: lampy, kinkiety, żyrandole >>

Ostatnio zmieniany

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież