W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. [zamknij]

Logowanie

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

II RP nie zamawiała ogłoszeń u Szechtera, III RP zamawia u Michnika

Skan pytania do sądu Skan pytania do sądu

Zwróciłem się do kierownictwa białostockiego sądu o udzielenie informacji kto i kiedy kazał zamawiać sądowe ogłoszenia w "Gazecie Wyborczej"? Czy jest na to umowa i kto personalnie wydał taką decyzję.

Otrzymałem wymijająca odpowiedź.



Jak pamiętamy III RP przynajmniej w teorii odwołuje się do tradycji niepodległej II RP. W II Rzeczypospolitej i przeciwko niej działał Ozjasz Szechter (ojciec Adama Michnika) działacz komunistyczny, skazany przez sąd II RP w procesie łuckim.

Ozjasz Szechter był czołowym działaczem Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy (KPZU). Organy prasowe partii stanowiły m.in.: „Nasza Prawda”, „Ziemla i Wola”, „Walka Mas”, „Kultura”, „Trybuna Robotnicza”. Podlegały jej organizacje: Ukraińskie Zjednoczenie Włościańskie i Partia Wolności Ludu.

Nie udało mi się znaleźć informacji by rząd II RP albo sąd II RP zamawiał jakiekolwiek ogłoszenia w tych pismach.

Tymczasem sądowi III RP nie przeszkadza historia Ozjasza Szechtera, historia zbrodniarza komunistycznego Stefana Michnika oraz kontrowersyjna działalność gazety Adama Michnika.

W mojej ocenie instytucja państwowa (państwa uchodzącego za spadkobiercę tradycji II RP) nie powinna zamawiać jakichkolwiek ogłoszeń ani wspierać finansowo pism, które kwestionują dorobek II RP i propagują treści godzące w interes państwowy i społeczny (m.in. wojna z kościołem, atakowanie żołnierzy podziemia niepodległościowego).

Do publikacji ogłoszeń sądowych nie jest potrzebna „Gazeta Wyborcza”. W dobie internetu i komunikacji elektronicznej wystarczy portal internetowy. W sensie ekonomicznym będzie to przy okazji ułamek wydatków ponoszonych na ogłoszenia w „GW”.

Polityka prowadzona przez białostocki sąd dofinansowująca to niewielkie w istocie środowisko jest jednocześnie dyskryminowaniem innych czasopism, które nie mogą sprostać w warunkach rynku tego typowi niezdrowej konkurencji. Wspomniane sondaże poczytności są w istocie danymi o prenumeracie. Np. kancelaria odchodzącego prezydenta Komorowskiego na koniec swej działalności zamówiła kilkaset internetowych prenumerat „GW”. Białostocki sąd zapomniał, bo na pewno zdaje sobie sprawę, że do systemu dystrybucji prasy w Polsce nie dopuszczono w ubiegłym roku np. „Gazety Polskiej” poprzez sieć „Ruch”.

Trudno też nazwać „katolickimi” takie wydawnictwa jak „Nasz Dziennik”, „Najwyższy Czas”. W tych trzech tytułach ogłoszenia białostockiego sądu nie pojawiły się nigdy, a we wspomnianym piśmie z sądu nie ma ani słowa wytłumaczenia dlaczego. Stąd pismo to należy traktować jako wymijające, niedogłębne i sporządzone w duchu zasady konsekwencji. Widać, że trudno sądowi przyznać się do popełnianego długotrwale i wykluczająco błędu. Pismo sugeruje, że taka dyskryminacyjna praktyka będzie nadal stosowana. Niezrozumiałe, dlaczego sąd wyklucza czasopisma katolickie, a dotuje z pieniędzy katolickich podatników czasopisma zdecydowanie antykatolickie.

Takich odpowiedzi w piśmie z sądu nie znalazłem.

 

Ostatnio zmieniany

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież