27
N, Maj

Nieprawidłowe przygotowanie inwestycji, przepłacone usługi, trwonienie pieniędzy przez zarząd i prezesi dbający o własną kieszeń - to powody upadłości spółdzielni mieszkaniowych.

W ostatnich latach z rejestrów sądowych wykreślono ich ponad 80, ale zjawisko to narasta.

- Jeden rok - tyle czasu wystarczy, żeby doprowadzić do upadłości nawet bardzo dobrze prosperującą spółdzielnię mieszkaniową, chociaż jeszcze na początku lat 90. taka upadłość była nie do pomyślenia - powiedział prezes jednego ze stowarzyszeń syndyków. W ciągu ostatnich 5 lat zbankrutowało kilkadziesiąt spółdzielni - zarówno tych nowo powstałych, realizujących nowe inwestycje, jak i starych - powstałych na początku epoki PRL-u.

Droga do bankructwa

- Przyczyny upadłości są różne. W małych i średnich spółdzielniach, które powstały kilkadziesiąt lat temu, najczęstszym powodem są zaległości w rozliczeniach za dostawę mediów, przerost zatrudnienia, wysokie koszty zarządu i zła gospodarka finansami. Z kolei w tych, które realizują nowe inwestycje - powodem bankructwa jest zła polityka inwestycyjna, niespłacone kredyty, wybór nieterminowych wykonawców oraz niegospodarność - powiedziała Irena Buczyńska, prezes Zarządu Stowarzyszenia Syndyków, Rzeczoznawców i Doradców Gospodarczych Polska - Europa.

Kiedy można ogłosić upadłość

• niewypłacalność - zaprzestanie wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań,

• nadmierne zadłużenie - suma długów przekracza majątek spółdzielni, nawet przy bieżącym regulowaniu zobowiązań.

Poza tym członkowie spółdzielni na co dzień w niewielkim stopniu interesują się sprawami swojej spółdzielni albo mają ograniczone możliwości w uzyskaniu takich informacji. Interweniują, kiedy jest już za późno. W trudnej sytuacji znaleźli się spółdzielcy z Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej Dziennikarzy FOKSAL przy ulicy Orzyckiej. Do 2004 roku działała ona bez zarzutu. - Wydawało się nam, że jesteśmy członkami świetnie zarządzanej spółdzielni. Były organizowane walne zgromadzenia, podejmowano uchwały - powiedział jeden z członków spółdzielni.

Tymczasem po śmierci prezesa spółdzielni zniknął jej księgowy, zabierając całą dokumentację finansową. Opróżnił jedyne konto, na które przelewano między innymi duże sumy za wykup mieszkań. Z dnia na dzień spółdzielcy dowiedzieli się, że spółdzielnia stoi na skraju bankructwa. Stanęli przed wyborem - albo spółdzielnia ogłasza upadłość, albo zaciągają kredyt w wysokości 7,5 mln zł.

Podobne problemy ma Spółdzielnia Mieszkaniowa w Lubartowie. Kilka lat temu zarząd spółdzielni bez wiedzy jej członków zaciągnął kredyt na kwotę ponad dwóch milionów zł, po czym ulokował go na szwajcarskim koncie. Zamiast szybkiego zysku, doszło do ogromnych strat w związku ze znacznym spadkiem kursu dolara. Bank bezskutecznie dopomina się od spółdzielni spłaty.

Skutki upadłości spółdzielni dla jej członków

Osoby posiadające lokatorskie prawo do lokalu mieszkalnego

• gdy w wyniku upadłości budynek przejmie inna spółdzielnia - uprawnienia lokatora nie zmieniają się, należy tylko złożyć wniosek o przyjęcie w poczet członków nowej spółdzielni,

• gdy budynek przejmie np. bank czy prywatny przedsiębiorca - prawo lokatorskie przekształca się w najem.

Osoby posiadające spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu

• gdy w wyniku upadłości budynek przejmie inna spółdzielnia, właścicielowi przysługuje roszczenie o przyjęcie do tej spółdzielni,

• gdy budynek nabędzie inny podmiot, prawo to przekształca się w odrębne prawo własności do lokalu.

Pozostałe przypadki dotyczące członków spółdzielni

• nikt nie może przejąć mieszkania, do którego spółdzielca ma tytuł własności,

• osoby, które wpłaciły pieniądze w związku z nabyciem lokalu i dysponują jedynie umową przedwstępną, rzadko mogą liczyć na zwrot pieniędzy.

Przypadki incydentalnych bankructw można by mnożyć. Spółdzielniamieszkaniowa Kwadrat zbudowała ok. 800 mieszkań, głównie na obrzeżach Warszawy. Miała opinię spółdzielni budującej solidnie i szybko. Upadła dwa lata temu, zostawiając ok. 30 mln zł długu i kilka rozpoczętych budów. W maju zeszłego roku sąd ogłosił upadłość Spółdzielni Mieszkaniowej "Stokrotka". Wniosek złożyli sami prezesi.

Była zadłużona na kilka milionów złotych. W Bydgoszczy prawie sto czterdzieści osób straciło wkład na mieszkania lokatorskie (od 30 do 50 tys. zł każda) po tym jak bank nie zgodził się, by rozpoczęte inwestycje razem z kredytem przejęła inna bydgoska spółdzielnia.

Nie należy się dziwić, że spółdzielnie mieszkaniowe są wymarzonym polem do nadużyć, skoro ich działalności nie może kontrolować nawet Najwyższa Izba Kontroli (nie jest podmiotem wykorzystującym państwowe pieniądze).

Państwo w państwie

Spółdzielnie rządzą się własnymi prawami, tym bardziej że w ich statucie można zawrzeć prawie wszystko. Zdarzało się, że na podstawie jego zapisów z pieniędzy spółdzielni inwestowano w rurociągi naftowe czy papiery wartościowe.

Dużym ograniczeniem uprawnień członków w wielkich spółdzielniach mieszkaniowych jest to, że wyznacza się tam przedstawicieli reprezentujących jej członków. Mimo że wybierają ich sami zainteresowani, zdarza się, że dzięki sprytnym zabiegom zostają nimi ludzie tkwiący w układzie z prezesem i zarządem. - Tak zorganizowana grupa jest w stanie podjąć każdą decyzję - skarży się nasza czytelniczka, Maria Z., członek kilkudziesięciotysięcznej Lubelskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

Potrzeba zmian

- Rzetelna lustracja w spółdzielniach mieszkaniowych i kontrolowanie wykonywania zaleceń mogłoby uratować przed upadłością niejedną spółdzielnię. Syndyk to ostateczność, kiedy zawiodły zarządy, rady nadzorcze i sami spółdzielcy, a wierzyciele nie chcą dłużej czekać - tłumaczy syndyk, Irena Buczyńska. - Poza tym spółdzielcy nie wykorzystują swych praw do czynnego prowadzenia kontroli nad pracą zarządu, w radach nadzorczych zasiadają osoby, które nie potrafią egzekwować i reprezentować praw spółdzielców - dodaje.

- Zapewnienie odpowiedniej regulacji prawnej, która umożliwiłaby zewnętrzną kontrolę nad działalnością zarządu i rady nadzorczej spółdzielni oraz nałożenie odpowiedniej sankcji karnej, wyeliminowałoby nadużycia, niegospodarność oraz sprzeniewierzanie majątku spółdzielców - mówi Izabela Dubec, radca prawny.

- Z nieoficjalnych źródeł wiadomo, że zaczęto prace nad ustawą zmieniającą prawo spółdzielcze. Miejmy nadzieję, że kolejna przeróbka legislacyjna przynajmniej częściowo uzdrowi polską spółdzielczość mieszkaniową - dodaje.

Adam Makosz


autor / źródło:

Adam Makosz
Gazeta Prawna
24.01.2006

tvn-uwagaZacieranie śladów przestępstwa, ukrywanie dowodów i przecieki z tajnegośledztwa, a we wszystko zamieszani sędziowie i prokuratorzy. Tak w piśmie do Prokuratury Krajowej sugerowało Centralne Biuro Śledcze. Tymczasem jak ustalili dziennikarze UWAGI TVN afera, która mogła pociągnąć na dno wielu funkcjonariuszy wymiaru sprawiedliwości została wyciszona. To wszystko jest związane z aferą, która wybuchła w olsztyńskiej spółdzielni mieszkaniowej Pojezierze. W sprawie pojawiło się nazwisko prominentnego prokuratora Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Piotra J., prawnika znanego w całym kraju jako autora aktu oskarżenia przeciwko zabójcom Krzysztofa Olewnika.

prlKoleżanki i Koledzy Spółdzielcy,

z radością informuję, że kilka godzin temu dostałem SMS-a od posła A. Górskiego, że prezesowski (przedstawiany jako „obywatelski” ) projekt ustawy o działaniu spółdzielni mieszkaniowych został odrzucony przez Sejm w już pierwszym czytaniu! Posłowie tym razem nie dali się zwieść demagogii przedstawiciela prezesów spółdzielni mieszkaniowych, Jerzego Jankowskiego, przedstawiającego im "zalety" tego projektu. Warto przy okazji zauważyć, że J. Jankowski zmuszony był szczerze przyznać w swoim wystąpieniu, że ów projekt jest autorstwa spółdzielczych związków rewizyjnych a nie spółdzielców.

160 lokatorów spółdzielni mieszkaniowej w Kleosinie pod Białymstokiem zawiadomiło prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez prezesa spółdzielni. Oskarżają prezesa o przedstawianie nieprawdziwych danych i narażenie członków spółdzielni na znaczne szkody majątkowe.

Sprawa dotyczy rozliczenia opłat za centralne ogrzewanie i podgrzanie wody. Mieszkańcy w sierpniu ubiegłego roku zostali zaskoczeni informacjami, że pomimo tego iż co kwartał rozliczali się ze spółdzielnią, nagle muszą dopłacić po kilkaset złotych. Rekordziści musieli dopłacić nawet 1000 złotych. Okazało się, że spółdzielnia zmieniła regulamin rozliczania kosztów dostaw ciepła oraz pobierania opłat za centralne ogrzewanie i podgrzanie wody. Problem w tym, że mieszkańcy o tej zmianie nic nie wiedzieli.

Prezes spółdzielni Krzysztof Marcinowicz przyznał, że regulamin został zmieniony w sierpniu 2006 roku, a zaczął obowiązywać z początkiem okresu rozliczeniowego - czyli od czerwca. Jego zdaniem nie ma to znaczenia, bo wszystko działo się w trakcie okresu rozliczeniowego.

Mecenas Janusz Olszewski zaznacza, że żadne prawo nie może obowiązywać wstecz, w tym przypadku regulamin. Dodaje jednak, że nie zmienia to faktu, że za centralne ogrzewanie i podgrzanie wody trzeba dopłacać.

Zdziwienie członków Spółdzielni Mieszkaniowej w Kleosinie budzą także różnice w dopłatach za ogrzewanie i podgrzanie wody. Lokatorzy starszych bloków mają płacić niekiedy dwukrotnie wyższe stawki niż mieszkańcy nowych budynków. Tymczasem mieszkańcy starszych bloków narzekają, że nie mogą doprosić się u prezesa wiatrołapów, by zmniejszyć ubytek ciepła z budynków.


autor / źródło:

http://www.radio.bialystok.pl/wydarzenia/index.php?date=2-2008&id=2326

Więcej artykułów…