19
Cz, Kwi

rdo wpolityce.pl

Ponowiłem wniosek do Prokuratury Apelacyjnej o pouczenie podległych funkcjonariuszy publicznych o obowiązku zapłaty należnych państwu podatków przy zamawianiu towarów i usług.

W poprzednim roku pisałem o bulwersującej sprawie funkcjonariuszy, którzy przy zamawianiu usług nakłaniali wykonawcę do realizowania zlecenia na lewobez kwitu, żeby było taniej, żeby nie zapłacić podatku VAT i dochodowego. Apelowałem aby funkcjonariusze publiczni, którzy dopuścili się takich zachowań zgłaszali się do wykonawców, dopłacali VAT i dochodówkę oraz odbierali faktury. Jednakapele z 2014 r. pozostały bez odpowiedzi.

Klasyk III RP mówił, że "Państwo polskie praktycznie nie istnieje". Tu w Białymstoku ta mądrość zdaje się w pełni potwierdzać.

Skierowałem kolejne pismo do prokuratury. Temat jest na czasie w kontekście najnowszych wytycznych Ministra Finansów o celach i skuteczności kontroli skarbowych. Zobacz publikację >>


Czytaj o unikaniu zapłaty podatków w Białymstoku:

Gnijący Białystok

Kryzys i rozkład państwa

Kto nie płaci podatków...

Docieplanie bloku spdzielczego

Od roku 2014 – jak dotąd bezskutecznie – staramy się o listę prokuratorów Prokuratury Okręgowej i Rejonowej w Białymstoku.

Mimo że ustawa o dostępnie do informacji publicznej zobowiązuje do udostępnienia danych to w Białymstoku ta norma w przypadku prokuratury na razie nie działa.
Podjęliśmy jednak kolejną próbę...

Żądanie ewidencji prokuratorów ma związek z serią umorzeń spółdzielczych spraw. Z ustaleń wynika, że w Białymstoku umorzono (lub odmówiono wszczęcia) wszystkie znane nam postępowania dotyczące białostockich spółdzielni. Zawiadomienia m.in. dotyczyły nieprawidłowości przy robotach remontowych wykonywanych dla spółdzielni za dziesiątki milionów złotych – w skali całego miasta to setki milionów.

W gronie wykonawców i usługodawców pojawiają się osoby o identycznych nazwiskach jak występujące w prokuraturze. Prokuratura zaprzecza nt. ewentualnych powiązań rodzinnych jednocześnie odmawia szczegółowych danych.

W naszej ocenie wątek ten wymaga wyjaśnienia, gdyż roboty wykonywano np. za stawki 2-3 krotnie wyższe od rynkowych.



Skan wezwania

Działając w interesie publicznym, przekazujemy do wiadomości wszystkich zainteresowanych treść sądowej ugody zawartej przed białostockim sądem w procesie o kominową dopłatę za ogrzewanie.

Przypominając sedno problemu: masowa ucieczka użytkowników mieszkań od ogrzewania kaloryferami opomiarowanymi podzielnikami ciepła (w przypadku SM Słoneczny Stok częste ogrzewanie gazem z kuchenek, utrzymywanie całkowicie zakręconych kaloryferów lub używanie ogrzewania podzielnikowego w minimalnym stopniu) doprowadzała, w szczególności w małych nieruchomościach, do drastycznego spadku liczby użytkowników wśród których była rozdzielana tzw. zmienna część kosztów ogrzewania budynku (proporcja podziału kosztów 50:50). W przypadku spółdzielni Słoneczny Stok to aż 50% całościowych kosztów ogrzewania budynku/nieruchomości. Wskutek tego błędu połowę kosztów ogrzewania całego bloku ponosiła tylko część użytkowników i w związku z tym drastycznie rosły im kwoty do zapłaty, całkowicie nieadekwatnie do faktycznie zużytego ciepła.

W przypadku pana Franciszka Krawczyka spółdzielnia zażądała ponad 8,2 tys. zł dopłaty za ogrzewanie za mieszkanie o powierzchni 43,5 m2 (całkowity koszt ogrzewania mieszkania 43,5 m2 przy proporcji 50:50 wyniósł 11.893,13 zł – tj. 41% podzielnikowych kosztów całego budynku). System ten w mojej ocenie w oczywisty sposób rażąco naruszał  art. 4 ustawy ospółdzielniach mieszkaniowych, artykuł 45a ustawy prawo energetyczne i art. 58 kodeksu cywilnego w zakresie podejmowania uchwał powodujących naruszanie zasad współżycia społecznego.

Przeczytaj o ogromnych dopłatach za ogrzewanie >>

Uchwalenie regulaminu albo uchwał prowadzących do naruszania art. 58 kc orazsprzecznych z art. 45a upe (m.in. zapis w art. 45a upe: Koszty zakupu, o których mowa w ust. 2, są rozliczane w opłatach pobieranych od osób, o których mowa w ust. 2. Wysokość opłat powinna być ustalana w taki sposób, aby zapewniała wyłącznie pokrycie ponoszonych przez odbiorcę kosztów zakupu paliw gazowych, energii elektrycznej lub ciepła.) prowadziło do drastycznego pokrzywdzenia osób które musiały używać ogrzewania, bo np. posiadały mieszkania narożne na najwyższym piętrze, miały małe dzieci lub chorych.



W pierwszym "wasilkowskim" głośnym procesie o kominową dopłatę za ogrzewanie (zobacz wyrok >>) białostocki sąd okręgowy arbitralnie przyznał rację prezesom negując ustalenia i wnioski biegłego. Orzeczenie to moim zdaniem utorowało drogę do narastania patologii i wymuszania kolejnych licznych nieuzasadnionych dopłat.

Dzięki pomocy pracowników Politechniki Białostockiej udało się zdefiniować problem oraz omówić przyczyny i skutki wadliwych systemów rozliczeń kosztów c.o. (zobacz opracowanie >>) Apelowaliśmy również do białostockiego sądu o wnikliwe analizowanie takich spraw ze względu na ważny interes społeczny.

"I stał się cud" jak to określił pan Franciszek Krawczyk. Białostocki sąd dostrzegł powagę sytuacji i społeczną potrzebę eliminowania wadliwych systemów rozliczeń.

W imieniu wszystkich niedoszłych ofiar systemu chciałbym wyrazić swoją wdzięczność za dostrzeżenie nieprawidłowości i uwzględnienie argumentów prezentowanych przez specjalistów. To ważny krok na krętej drodze do praworządności.

Spółdzielnie mieszkaniowe działając odpowiedzialnie i w trosce o dobro mieszkańców powinny ograniczyć udział podzielników ciepła w rozliczeniu do maksymalnie 20%. Najwłaściwszym rozwiązaniem wydaje się stosowanie ciepłomierzy i całkowite odejście od systemów podzielnikowych, które tak naprawdę wcale nie mierzą ilości zużytego ciepła a służą wyłącznie do określenia skali partycypacji w opłacie użytkowników z niezerowymi wskazaniami.

To nie my, a białostocka prokuratura i białostocki sąd, powinien reagować na naruszanie prawa i wyrządzanie krzywdy zazwyczaj bezbronnym mieszkańcom blokowisk. Jak dotąd białostocka prokuratura praktycznie w każdej sprawie dotyczącej spółdzielni odmawiała reprezentacji interesu publicznego lub zasłaniała się prawem pokrzywdzonego do drogi cywilnej. Standardy te są brzemieniem komunizmu. Ale może doczekamy się....

Kodeks postępowania cywilnego:
Art. 7.  Prokurator może żądać wszczęcia postępowania w każdej sprawie, jak również wziąć udział w każdym toczącym się już postępowaniu, jeżeli według jego oceny wymaga tego ochrona praworządności, praw obywateli lub interesu społecznego. W sprawach niemajątkowych z zakresu prawa rodzinnego prokurator może wytaczać powództwa tylko w wypadkach wskazanych w ustawie.



Zobacz orzeczenie SN III CZP 58/14 w sprawiezwrotu niezasadnie pobranych opłat >>



Stanisław Bartnik

 

 

Reklama: Ogrzewanie podczerwienią. Do domu, biura i bloku >>

Skan strony www.portalsamorzadowy.pl

Kurier Poranny dwoi się i troi żeby zareklamować Tadeusza Truskolaskiego.

Regularnie pojawiają się artykuły, że będą miejsca pracy, że będą ryneczki, że nawet bazar będzie. Białystok cały obstawiony billboardami. Jednak sprawy chyba nie idą najlepiej. Zaklinanie rzeczywistości jest nieskuteczne.

Dziennik zastanawiająco milczy na temat sondaży. Jak pamiętamy w poprzedniej kampanii w prasie roiło się od informacji o wysokim poparciu dla Truskolaskiego. A teraz cisza.

Wyjaśnieniem jest sondaż na stronie portalsamorzadowy.pl wskazujący jedynie na 14,52% poparcia dla obecnego prezydenta. Lepsze notowania mają: Dobrzyński, Szeweluk i Żyliński.

W mojej ocenie te dane trafniej od propagandowego przekazu Kuriera Porannego odzwierciedlają rzeczywiste nastawienie mieszkańców. Po wydarzeniach ze spalarnią, sprzedażą MPEC, podniesieniem czynszów w lokalach komunalnych, zadłużeniem miasta, klikaniem w autobusach, buspasach i wojnie z rodzimą przedsiębiorczością owocującej strukturalnym bezrobociem i powszechną emigracją zarobkową trudno znaleźć grupę społeczną, która jest zadowolona ze stanu gospodarki i warunków życia.

Zobacz wyniki sondażowe >>

Prokuratura Apelacyjna w Biaymstoku

Wnioskujemy do białostockiej Prokuratury Apelacyjnej o wstąpienie do postępowania lub wytoczenie powództwa w sprawie o "polskie obozy zagłady".

Przed sądem olsztyńskim (w apelacji białostockiej) toczy się proces cywilny przeciwko niemieckiemu tygodnikowi "Focus" o przeprosiny za zniesławianie zwrotem "polski obóz zagłady". Z doniesień prasowych wynika, że olsztyński sąd oddalił powództwo emerytowanej lekarki z Olsztyna, która jako dziecko była więziona w niemieckich obozach w Toruniu i Potulicach k. Piły.

Czytaj informację prasową >>

Sprawa ta powinna być obsługiwana przez prokuraturę. To na prokuraturze w praworządnym państwie ciąży obowiązek reakcji na działania zagrażające interesowi społecznemu i państwowemu a takim działaniem bez wątpienia są akty propagandowej agresji i przypisywania Polakom ludobójstwa i zbrodni popełnionych przez Niemców.

Zobaczymy jak zachowa się białostocka Prokuratura Apelacyjna...

Prywatna Szkoa Podstawowa nr 6 w Biaymstoku

W Naszym Dzienniku opublikowano ważny artykuł o stanie polskiego szkolnictwa publicznego, o kryzysie szkoły, o przemocy i agresji.

Przeczytaj: Prawo pięści w szkołach >>

Najwyższa Izba Kontroli sporządziła raport o sytuacji w szkołach prezentując zatrważające wnioski. Autorzy wskazują, że państwowa szkoła jest nieprzyjazna i niebezpieczna. Wskazują na agresję słowną, palenie tytoniu, picie alkoholu, kradzieże i akty wandalizmu.


W mojej ocenie kryzys szkoły wynika z jej przeładowania, z koncentracji dużej liczby uczniów. Szkoły w ostatnich latach przekształcono w swoiste kombinaty, w których edukację i wychowanie młodego człowieka zastępuje wykonanie planu. Gdy klasy liczą 25 osób lub więcej, gdy pierwszaki uczą się na drugą zmianę, gdy do świetlicy jest zapisanych np. 600 uczniów, nie ma praktycznych możliwości by szkoła była bezpieczna lub była w stanie zapewnić odpowiednie warunki nauczania, by mogła rozwijać.

W sytuacji gdy klasa liczy 25 uczniów nie ma realnej możliwości zapewnienia odpowiedniego poziomu nauczania ani tym bardziej bezpieczeństwa. Przyczyna jest banalna: nauczycielom najzwyczajniej brakuje czasu na poświęcenie należnej uwagi uczniom w zakresie wychowania oraz skutecznego przekazania wiedzy. W przypadku słabszych uczniów przy takiej hurtowej formule nauczania ich zaległości mogą jedynie się nawarstwiać i później prowadzić do problemów wychowawczych.

Przeciwieństwem standardów szkoły publicznej opisanych przez NIK jest szkolnictwo prywatne. By lepiej zaprezentować różnice warto posłużyć się przykładem szkoły prywatnej PSP6 przy ul. Boboli 47 w Białymstoku. Szkoła działa od 25 lat. Klasy liczą do 16 osób.

Mniejsze klasy i swoista kameralność nauczania tworzy zupełnie inne warunki pracy dla nauczycieli i uczniów. Nauczyciel ma czas na bezpośredni kontakt ze wszystkimi uczniami. Na bieżąco można wychwycić wszystkie problemy wychowawcze i edukacyjne. W razie potrzeby nauczyciel szybko kontaktuje się z rodzicami w celu wspólnego wypracowania rozwiązania zaistniałego problemu.

Nauczyciel jest przewodnikiem ucznia i partnerem rodziców w wychowaniu. Sprawna komunikacja, bezpośredniość, prawidłowe relacje z uczniami pozwalają w zarodku eliminować patologie znane ze szkoły publicznej. W szkole prywatnej nie ma przyzwolenia na tolerowanie agresji. Nie ma też mowy o dealerach narkotyków, kradzieżach, bójkach, czy znęcaniu się.

Zaletą PSP6 jest stabilność godzin nauczania. Zajęcia zaczynają się zawsze o 8.15 (nie ma drugiej zmiany, np. dla pierwszaków!). Dziecko można zostawić w szkole pod bezpieczną opieką w godz. 7.15 – 17.00. W świetlicy organizuje się zajęcia dla dzieci przebywających w szkole po zakończeniu lekcji. Opiekunki gwarantują bezpieczną zabawę i możliwość odrobienia pracy domowej. Szkoła oczywiście zapewnia wyżywienie. Można zamówić pełne obiady lub zupy. Uczniowie otrzymują mleko i warzywa.

Od trzech lat korzystamy z usług PSP6. Dzięki tej szkole mogliśmy wysłać syna o rok wcześniej do szkoły. O naszym wyborze zdecydowało bezpieczeństwo i wysoki poziom nauczania pozwalający na wszechstronny rozwój dziecka. Jesteśmy pod wrażeniem wyjątkowej troski o uczniów i standardy nauczania. Nauczyciele wyróżniają się zaangażowaniem. Natychmiast zgłaszają wszelkie kwestie wymagające konsultacji z rodzicami. Szkoła PSP6 oferuje zajęcia dodatkowe, kółka zainteresowań, basen. Dodatkowym wyróżnikiem jest nauka gry w szachy oraz na instrumencie (flażolet).

Wszyscy rodzice chcący jak najlepiej zadbać o przyszłość i rozwój swoich dzieci powinni zapoznać się z ofertami szkół prywatnych. Warto inwestować w edukację.


Więcej informacji o szkole PSP6 >>

Tabele z wynikami sprawdzianów >>



Stanisław Bartnik

W poszukiwaniu puszek... SM Soneczny Stok. 2014

Nowe władza samorządowa musi zmienić politykę wobec organizacji pozarządowych jeśli chce autentycznie zadbać o polepszanie warunków życia społeczności i honorować pracę ludzi prawdziwie zaangażowanych społecznie.

Standardy rodem z PZPR

Obecna sytuacja przypomina w dużym stopniu czasy PRL. Jesteś w partii albo współpracujesz z partią, to masz wsparcie i dostęp do przywilejów. Jesteś członkiem rodziny dygnitarza to kasujesz nawet kilkaset tysięcy rocznie z publicznych pieniędzy. Nie ma znaczenia twój dorobek ani wartość użytkowa realizowanych zadań. Wiodącym kryterium jest przynależność partyjna i związek z daną grupą interesów.

W sferze organizacji pozarządowych władza z zasady nie inwestuje w przedsięwzięcia swoich domniemanych konkurentów oraz zadania, które mogą naruszyć misternie budowany nieformalny porządek i np. zagrozić zyskom grup postnomenklaturowych żerujących na społeczności.

Bieda i bezrobocie źródłem dochodów

To co dla normalnego człowieka wydaje się problemem społecznym, w mieście spółdzielni mieszkaniowych, dla grup interesów stanowi źródło dochodów i pretekst do wyciągania publicznych pieniędzy poprzez pseudostowarzyszenia zakładane w celu "zagospodarowywania" dotacji otrzymywanych z kasy miejskiej lub rządowej. Paradoksalnie im większa bieda i bezrobocie to tym lepiej. Grupy mają więcej pretekstów "do niesienia pomocy potrzebującym".

Co roku płyną ogromne pieniądze na organizację różnych, często zbytecznych i bezsensownych zajęć, spotkań, festynów. Stowarzyszenia władzy rozrastają się i strukturami przypominają wieloetatowe przedsiębiorstwa zasilane rocznie setkami tysięcy złotych. Dobre posady mogą tam np. znajdować żony ważnych polityków, których owi politycy nie mogą wsadzić do roboty bezpośrednio w urzędzie. Fuchy mają działacze partii, osoby w jakiś sposób zasłużone dla postnomenklaturowych watah żerujących na publicznym budżecie. Kapitalną zaletą takich pseudospołecznych działalności jest brak jakiejkolwiekodpowiedzialności za wydatkowanie pieniędzy i całkowita uznaniowość wydatków. W sprawozdaniu finansowym pisze się np. o "intensywnej pracy" z członkami rodzin patologicznych.

Pieniądze do wzięcia

Celem grupy rządzącej jak i sieci pseudostowarzyszeń żyjących z budżetu samorządowego i państwowego nie jest realne rozwiązywanie istniejących problemów, ale wykorzystanie skomplikowanej sytuacji społecznej jako pretekstu do legalizowania transferu publicznych pieniędzy w prywatne ręce.

Patologia ta, bo tak to należy nazwać, wywiera negatywny wpływ na społeczność nie tylko w zakresie ekonomicznym w sensie marnotrawienia środków podatkowych, ale podważa też wartość i znaczenie prawdziwej pracy społecznej w oczach opinii publicznej, dając sceptykom argumenty do twierdzeń, że stowarzyszenia zakładają cwaniacy powiązani z władzą. Że działalność taka jest zapleczem posad dla osób, które w normalnych warunkach miałyby status bezrobotnych oraz jest formą łatwego zarabiania opartego na koneksjach i układach - bez ryzyka i bez ponoszenia odpowiedzialności.

W mieście prawie nikt nie wierzy, że jakieś stowarzyszenie nie zarabia, że działa wyłącznie pro publico bono, że ludzie mogą poświęcać swój prywatny czas bezpłatnie, służbie bliźniemu. Patologia pseudostowarzyszeń wykształciła w świadomości mieszkańców pejoratywny wizerunek tej sfery aktywności. Trudno się z takim poglądem nie zgodzić widząc hipokryzję władzy nastawionej na uzależnianie od siebie, budowanie nieformalnych dworów i koterii. Władzy ostentacyjnie nagradzającej ludzi wysługujących się i uległych.

Czasem dochodzi do zabawnych sytuacji. Władza dyskryminuje nie tylko swoich bezpośrednich przeciwników politycznych czy przeciwników grup interesów. Czasem wilczy bilet można dostać za podglądy wobec lokalnej gazety. Przykładem może być twórca szkółki szachowej odnoszącej sukcesy w regionie i kraju, mającej niekwestionowaną pozycję i wnoszącej ogromny wkład w rozwój najmłodszych.

Miejskie zarządzanie biedą

Od lat nierozwiązane pozostają najpilniejsze problemy:

- wysokie czynsze w lokalach komunalnych - i przelewanie z pustego w próżne organizowanymi przez władzę programami oddłużeniowymi;

- blokowanie obniżenia kosztów egzystencji ludności zamieszkującej blokowiska spółdzielni - władza konsekwentnie odmawia popierania inicjatyw służących obniżeniu czynszów i poprawie jakości zarządzania; ostentacyjnie składa oświadczenia, że spółdzielnie zarządzane są "wzorowo";

- władza przyzwala na proceder eksmisyjny w spółdzielczości (liczba eksmisji w skali roku idzie w dziesiątki) - choć jednocześnie musi oferować lokale socjalne i obsługiwać sztucznie generowane koszty pomocy społecznej;

- władza dopuszcza do koncentracji w określonych miejscach ludności wykluczonej społecznie wskutek m.in. wyzysku czynszowego i polityki eksmisyjnej.

Sprawy te pozostają jednak miejskimi tematami tabu. Nie mówią o nich zarówno niemieckie media ani nawet publiczne w zakresie jaki wywołałby nacisk na lokalnych polityków lub postawiłby władzę w negatywnym świetle.

Władza milczy i nie rozwiązuje wymienionych problemów. Nikomu nie zależy aby czynsze dla najuboższej ludności były niższe, aby eksmitowanych było mniej - bo zwyczajnie nie da się na tym zarobić. Gdyby systemowo ograniczyć wskazane patologie, to nie zarabialiby prezesi i nie miałaby racji bytu część pseudostowarzyszeń "intensywnie pracujących" z wykluczonymi. Systemowe zredukowanie skali biedy wymusiłoby ograniczenie nakładów na prywatne organizacje - a tego nie życzą sobie beneficjenci systemu.

Obiektywne kryteria oceny stowarzyszeń i wartości realizowanych zadań

W państwie prawdziwie samorządnym wiodącym kryterium przyznawania dotacji i dofinansowań programów powinna być wyłącznie merytoryczna ocena społecznej przydatności działalności prowadzonej przez daną organizację. Teraz tego wyraźnie brakuje.

Priorytety gospodarki pieniędzmi publicznymi

Generalnie biorąc pieniądze samorządowe powinny być w pierwszej kolejności wydawane na zadania ustawowe. Powinny trafiać do instytucji odpowiedzialnych ustawowo za obsługę ludności i zapewnienie koszyka gwarantowanych świadczeń a później ewentualnie, w jakiejś części, do prywatnych organizacji, ale z zastrzeżeniem faktycznej użyteczności realizowanych przez nie zadań.

Mówiąc w uproszczeniu: najpierw na przysłowiowe zapewnienie miejsc w przedszkolach a nie na prywatne stowarzyszenia organizujące zajęcia dla dzieci, którym zabrakło miejsc. Na działania służące ograniczaniu lub eliminowaniu eksmisji a nie na "zwalczanie skutków eksmisji". Itd.

Nienależyte wykonywanie obowiązków ustawowych: np. dopuszczanie do chronicznego braku miejsca w żłobkach, w przedszkolach, niezabezpieczenie wymaganych warunków nauki dla pierwszoklasistów (brak odpowiedniej opieki, nauka na zmiany, przeładowane klasy), niezapewnienie wystarczającej ilości lokali socjalnych - przy równoczesnym marnotrawieniu środków poprzez przekazywanie ich prywatnym organizacjom, w praktyce za nic nieodpowiadającym - jest przejawem szkodliwego działania, sprzeniewierzenia służby samorządowej rozumianej jako praca na rzecz interesu społecznego i państwowego.





Stanisław Bartnik




Więcej artykułów…