21
Cz, Cze

Portal hotmoney.pl informuje o inicjatywie polskiej sieci Społem. Polacy chcę uruchomić sieć o nazwie Tanioch jako odpowiedź na ekspansję obcych korporacji handlowych. Według pomysłodawców Tanioch ma być formą obrony przed Biedronką ekspansywnie przejmującą polski rynek i niszczącą lokalny handel.

Czytaj artykuł >>

Inicjatywę należy oceniać jako wartościowy krok w obronie miejsc pracy i polskiej gospodarki. Władze miast bezmyślnie (czy może świadomie?) przyczyniają się do wyniszczania rodzimego handlu i jałowienia gospodarki. Bez kanałów dystrybucji nie mogą funkcjonować małe firmy produkcyjne, a to oznacza straty liczone w milionach złotych nawet w przypadku tak małych miast jak Białystok.

Koncentracja kapitału i monopolizacja handlu to wymierne straty podatkowe dla państwa i samorządu oraz koszt najdotkliwszy społecznie – strukturalne bezrobocie rujnujące nie tylko ekonomicznie, ale i demograficznie.

Fotografia przedstawia zamknięte osiedlowe sklepiki w blokowisku spółdzielni.

 

 

Korupcyjny Białystok

Otrzymaliśmy kolejne zgłoszenie na temat funkcjonariusza państwowej służby (zajmującej się zwalczaniem korupcji) zamawiającego roboty remontowe na lewo, bez kwitu oraz według relacji nakłaniającego sprzedawcę materiałów budowlanych do sprzedaży towaru na potrzeby remontu na lewo, bez VAT-u.

Zachowania te potwierdzają ponurą regułę. Najbardziej porażające jest, że inicjatorami zachowań są przedstawiciele instytucji państwa. Proceder uderza w jego wiarygodność w oczach opinii publicznej, ale przede wszystkim zagraża ekonomicznej egzystencji III RP.

Funkcjonariusze państwowi odpowiedzialni za praworządność nie mogą oszukiwać państwa (swojego pracodawcy). Niedopuszczalne jest unikanie płacenia podatków i realizowanie transakcji "na lewo".




Stanisław Bartnik

 

Czytaj więcej o niepłaceniu podatków w Białymstoku >>

Ulotka PSS Spoem

Zodiak, sklep PSS Społem przy ul. Wrocławskiej 5 w Białymstoku wznowił działalność.

Niebawem dojdzie do starcia z potężną zagraniczną siecią zasypującą Białystok sklepami Biedronka. W sąsiedztwie Zodiaka firma Jeronimo Martins szykuje otwarcie dyskontu.

W ostatnich latach miasto stało się areną swoistej wojny ekonomicznej z rodzimą przedsiębiorczością.

Władza za wszelką chce być nowoczesna. Woli by np. sprzedawano ubrania szyte w Bangladeszu (w trybie pracy półniewolniczej) zamiast wyrobów firm polskich i białostockich, których jak się okazuje jest jeszcze całkiem sporo.

Władza preferuje koncentrację handlu w hipermarketach i sieciach typu Biedronka. Odbywa się to kosztem lokalnych przedsiębiorstw. Władza myśli o ściągnięciu do Białegostoku Chińczyków – by powstały centra dystrybucji chińskiego towaru.

Patrząc z perspektywy widać, że zrobiono naprawdę dużo by ograniczyć działalność lokalnych i regionalnych firm handlowych i produkcyjnych,pogłębić bezrobocie i zubożenie ludności.

Widać konkretne efekty:

 – głębokie strukturalne bezrobocie w Białymstoku;
 – silna emigracja zarobkowa najwartościowszych obywateli;
 – spadek wpływów podatkowych;
 – spadek przychodów z gospodarki lokalami komunalnymi;
 – wyzysk ludności poprzez zatrudnianie na umowy o dzieło i umowy-zlecenie (np. wynagrodzenia rzędu 700 zł na rękę);
 – nieuczciwa konkurencja w zatrudnianiu blokuje powstawanie etatowych miejsc pracy i uderza w firmy zatrudniające w pełnym wymiarze;
 – hegemonia obcych sieci handlowych pozbawia rodzimych producentów kanałów dystrybucji, dyskryminuje i degraduje rynek wytwórców;
 – wskutek koncentracji kapitału i wywołanego nią strukturalnego bezrobocia znacznie zmniejszyła się siła nabywcza ludności – w konsekwencji nie ma warunków do powstawania nowych firm i tworzenia legalnych miejsc pracy; koszty zatrudnienia przewyższają rentowność lokalnej działalności.
 
Jednak wcale nie musi tak być. Polskie firmy i polskie produkty nie są obciachowe ani gorsze jak to niektórzy starają się sugerować. Wbrew pozorom władza samorządowa ma uprawnienia do kreowania lokalnej gospodarki oraz instrumenty promocji rodzimych firm.


Czytaj o Chińczykach w Białymstoku >>

Czytaj o ubraniach z Bangladeszu i niepłaceniu podatków >>

 

 

Reklama: Linestra, Ralina, Ledinestra – żarówki liniowe

rdo Euler Hermes

Kwiecień: wzrost sprzedaży nie jest w stanie zniwelować strukturalnych słabości dystrybutorów

Euler Hermes Collections, spółka z Grupy Allianz, dostawc
a raportów handlowych, na podstawie oficjalnych danych zMonitora Sądowego i Gospodarczego zbadała sytuację polskich firm w kontekście bankructw – w kwietniu oficjalnie opublikowano informację o upadłości 65 firm wobec 88 takich ogłoszeń w kwietniu ubiegłego roku.


Opublikowane w marcu
orzeczenia o upadłości dotyczyły firm mających zsumowany ostatni znany obrót na poziomie 600 milionów złotych a zatrudniały one razem ok. 2,2 tys. osób. W ciągu czterech pierwszych miesięcy br. opublikowano oficjalnie informacje o upadłości 263 polskich przedsiębiorstw wobec 328 w ciągu czterech pierwszych miesięcy ub. roku.

  • Hurtownie – niska rentowność i problemy z finansowaniem działalności.

  • Problemy firm mają trwałe podłoże – 60% firm dłużej niż rok notowało straty na działalności podstawowej.

  • Powtarzające się błędy w zarządzaniu – zbyt niefrasobliwe podejście do kwestii kosztów i zrównoważonego rozwoju, skupianie się jedynie na osiągnięciu szybkiego wolumenu sprzedaży.

  • Firmy produkcyjne – upada ich mniej niż rok temu, ale niepokoi ponowny wzrost liczby bankructw firm z sektora metalowo-maszynowego.

Trzy największe pod względem realizowanego obrotu firmy, których upadłość ogłoszono w kwietniu to były hurtownie.

- To nie przypadek – hurt przeżywa teraz problemy, jednak myli się ten, kto sadzi że jest to przede wszystkim efekt koncentracji rynku, zbyt wolno rosnącej sprzedaży i innych czynników zewnętrznych – mówi Maciej Harczuk, prezes zarządu Euler Hermes Collections¸ spółki z Grupy Allianz. Większa koncentracja rynku nie jest przecież zaskoczeniem. – Jesteśmy na początku ewentualnego ożywienia – dlatego o sytuacji wielu przedsiębiorstw decydują niuanse, a przede wszystkim pozycja startowa, miejsce w którym się znajdują po kilku ostatnich latach. Niestety w wielu firmach nie jest ona najlepsza – głównie w dystrybucji, ale także wciąż wśród firm budowlanych czy usługowych. Nie jest to efekt jedynie koniunktury – jej powrót nie poprawi wiec na trwałe ich sytuacji, nie zniweluje całkowicie ryzyka na rynku, konieczne do tego są również zmiany w sposobie zarządzania.




Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes Collections z Grupy Allianz

Problemy firm dystrybucyjnych nie zmniejszają się mimo stopniowego wzrostu sprzedaży – bo popyt nie leży u ich źródła. Powtarzające się błędy w zarządzaniu

Zmniejszyła się w tym roku liczba upadłości firm produkcyjnych, mniej (chociaż i tak liczbowo najwięcej od początku roku - 60) jest upadłości firm budowlanych, a jak widać ryzyko nie zmniejsza się w dystrybucji hurtowej i detalicznej.

Sprzedaż hurtowa wiąże się z dużymi obrotami, a więc i z wysokim zaangażowaniem kapitału w towar, przynosząc jednocześnie stosunkowo niski zysk z tego kapitału – niską rentowność. Niska rentowność hurtu – w porównaniu chociażby do firm produkcyjnych a także mały majątek własny będący zabezpieczeniem kredytu sprawia, iż trudno firmom dystrybucyjnym pozyskać kolejne środki na refinansowanie zobowiązań….Problemy w większości przypadków nie wiążą się więc z gwałtownym załamaniem sprzedaży, ale raczej z ostatecznym załamaniem finansów firm. Nie jest to przy tym kwestia pogorszenia w ostatnim czasie – a raczej dłuższego procesu, w którym decydowały kwestie zarządzania i finansowania działalności w ciągu kilku ostatnich lat.Inwestycje, rozwijanie i finansowanie działalności opierało się na obserwacji konkurencji oraz założeniu rosnącego, a przynajmniej utrzymującego się udziału w rynku.Na dalszy plan schodziło strategiczne podejście do kosztów, określania ryzyk zewnętrznych – zmian na rynku, budowania bardziej zrównoważonej strategii (tzn. nie opartej jedynie o wciąż rosnącą skalę działalności). Ostatnie, ale wcale nie decydujące są czynniki zewnętrzne, jak wspomniana koncentracja rynku, nowe kanały dystrybucji (internet) itd. – oceniaGrzegorz Hylewicz, dyrektor działu windykacji w Euler Hermes Collections, spółki z Grupy Allianz.

Potwierdzają to wskaźniki finansowe

Nie jest zaskoczeniem, że wskaźniki finansowe przedsiębiorstw, które upadły nie są dobre. Przecież utrata płynności finansowej była tego przyczyną… Jak mówi Michał Modrzejewski, dyrektor w Dziale Analiz Branżowych Euler Hermes Collections, spółki z Grupy Allianz: - Skala i tempo ich zmian pokazuje jednak istotę problemu. Weźmy pod uwagę chociażby np. wskaźnik rentowności sprzedaży, który w 60% przypadków miał wartość ujemną. W normalnej sytuacji wahania wskaźnika rentowności sprzedaży wiążą się ze zmianami zysku albo wielkości sprzedaży – w omawianych przypadkach wielkość sprzedaży była mniej istotna, skoro w większości przypadków nie generowała zysku w sposób trwały, tzn. zazwyczaj dłużej niż w ostatnim roku działalności. Sprzedaż, zwłaszcza w hurcie ale także np. w budownictwie była trwale nierentowna, a zyski udawało się wypracowywać poza działalnością podstawową – dzięki benefitom za zrealizowany obrót, sprzedaży majątku, działalności logistycznej etc. Wpływy dodatkowe czy nadzwyczajne nie mogą jednak w sposób trwały zastąpić rentowności osiąganej na działalności podstawowej.

Hurt – problemy w dystrybucji wyrobów pierwszej potrzeby, jak i inwestycyjnych czy dóbr trwałego użytku


O wspomnianej strukturalnej słabości dystrybucji świadczy bardzo zróżnicowany charakter upadłości w tym sektorze. Wśród firm, które zniknęły z rynku znalazły się zarówno te zajmujące się handlem artykułami spożywczymi, jak i odzieżą
oraz tekstyliami, artykułami budowlanymi lub meblami i elektrycznym sprzętem gospodarstwa domowego. W każdej z tych branż notowano po kilka upadłości – ponadto pojedyncze przypadki w innych, takich jak farmacja, chemia czy odpady i złom.


Niepokojący wzrost liczby upadłości firm produkujących dobra inwestycyjne – maszyny, konstrukcje i części do nich


Spośród dwunastu firm produkcyjnych w kwietniowym zestawieniu ogłoszonych bankructw (a więc
o połowę mniej niż rok temu) aż siedem firm zajmowało się produkcją konstrukcji, maszyn i części do nich. Świadczy to nie tylko o powolnym odradzaniu się inwestycji w kraju, ale także o umiarkowanym popycie eksportowym w tym segmencie, przynajmniej na rynku europejskim. Wpływ na ten sektor ma też m.in. nienajlepsza koniunktura w górnictwie czy w przemyśle mięsnym –odbiorcach niektórych spośród firm, które zmuszone były zakończyć działalność.


Budownictwo – mocny początek sezonu oznacza równomierna poprawę (lub jej
opóźnienie– sadząc po upadłościach…) w poszczególnych działach branży


Rosnąca już w stosunku do ubiegłego roku produkcja sprzedana budownictwa znajduje odzwierciedlenie w mniejszej liczbie upadłości. Wciąż jednak jest ich sporo biorąc pod uwagę dobr
ą aurę na wiosnę i właśnie ilość zamówień. Ich pozytywny efekt (lub raczej niewystarczający – zbyt mały jednak w stosunku do oczekiwań i mocy zakres nowych zamówień) rozkłada się równomiernie: połowa upadłości (7) dotyczyła firm ogólnobudowlanych, a w drugiej połowie firm budownictwa specjalistycznego znalazły się zarówno firmy wyspecjalizowane w pracach drogowych, budowie sieci przesyłowych jak i pracach wykończeniowych (4) jak i firmy wykonujące różnego rodzaju instalacje (również 4). Większe firmy pierwsze korzystają z ożywienia – upadłości dotykają prawie wyłącznie firm mniejszych, o obrotach do kilkunastu, rzadziej kilkudziesięciu milionów złotych (a nie ma wśród nich żadnej o ponad 100-milionowym obrocie).


Kwiecień – liczba upadłości mniejsza prawie we wszystkich najaktywniejszych gospodarczo województwach – z wyjątkiem Pomorza i Wielkopolski


Większa niż rok temu liczba upadłości ogłoszonych w kwietniu w odniesieniu do firm z województw pomorskiego i zachodniopomorskiego wiąże się głównie z branżą budowlaną i handlem
. Pomimo mniejszej niż rok liczby upadłości w woj. dolnośląskim i mazowieckim oraz podobnej w wielkopolskim to tam właśnie miały siedzibę wspomniane firmy produkcyjne z sektora maszynowo-metalowego, które w kwietniu zniknęły z rynku.

 

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes Collections z Grupy Allianz


W województwie śląskim – w poprzednim miesiącu notującym największy spadek liczby upadłości w stosunku do roku ubiegłego problemy miały głównie firmy dystrybucyjne – cztery spośród siedmiu upadłości w tym województwie. Podobnie byłorównież w woj. kujawsko-pomorskim, gdzie aż trzy spośród pięciu (połowa ubiegłorocznej liczby bankructw w kwietniu!) bankructw dotyczyło firm dystrybucyjnych.

 

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes Collections z Grupy Allianz

 


Udostępnił: Artur Niewrzędowski

 

 

 

Projekt logo galerii

Niereformowana postkomunistyczna spółdzielczość nie nadążaza zmianami w gospodarce i standardami zarządzania.


Spółdzielcze standardy zarządzania

Normą spółdzielni-molochów są radykalne wyższe koszty zarządzania, dewastacja budynków, spadek wartości lokali, eksmisje, krzywdzące rozliczenia kosztów ogrzewania, nierynkowe ceny robót remontowych.

Poniżej zdjęcia budynku z lokalami użytkowymi, zarządzanego przez spółdzielnię Słoneczny Stok  w Białymstoku. Publikujemy fotografie obrazujące stan i wygląd budynków spółdzielni, ponieważ zauważyliśmy że dokumentowanie stanu technicznego "zasobów" motywuje prezesów do remontów w najbardziej drastycznych przypadkach.



 Władze SM Słoneczny Stok ustaliły uznaniowe wyższe stawki za zarządzanie (tzw. opłata eksploatacyjna). Gdy w całej spółdzielni pobiera się 1,76 zł za m2, to dla lokali na Upalnej 1A obowiązuje 2,79 zł netto za m2. Takich praktyk oczywiście zabrania ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych od 2007 r.  jednak w Białymstoku ta norma nie obowiązuje. Dla porównania w białostockich wspólnotach mieszkaniowych koszt administrowania waha się w przedziale 0,80-1,20 zł za m2.

Wysokie koszty zarządzania i dewastacje uderzają we właścicieli i użytkowników lokali. Budynek odstrasza a prowadzenie działalności gospodarczej jest w wielu przypadkach nierentowne. Brakuje chętnych na najem i zakup więc spada ich wartość rynkowa.

Ogłoszenie o sprzedaży lokalu za 3 tys. zł



Architektura

Budynek Upalna 1A powstał w latach dziewięćdziesiątych i z pozoru aspiruje do architektury współczesnej. Jednak w praktyce należy go zaliczyć do architektury socrealistycznej.

Upalną 1A cechuje monumentalne przeskalowanie, natłok zbędnych detali i nieracjonalnych rozwiązań. Zastosowanie wielu rozmaitych elementów, w zamyśle zdobniczych, czyni obiekt skrajnie niefunkcjonalnym i energochłonnym. Np. wielobryłowy przeciekający dach, lokale z wielopłaszczyznowymi witrynami "ozdobionymi" ciężkimi kratami, ciągi komunikacyjne naszpikowane zbędnymi schodami utrudniającymi poruszanie się (oszpecone grzejnikami rurowymi), zaprojektowane w sposób wywołujący dezorientację u osób trafiających do budynku. Wyróżnikiem obiektu jest też pomieszanie w numeracji lokali, np. obok siebie można znaleźć lokale 56 i... 84. Atrakcją "spółdzielczej galerii" są też lokale bez okien - choć usytuowane na piętrze i przeznaczone do działalności handlowej.

Zbiór tych cech w mojej ocenie klasyfikuje budynek Upalna 1A jako typowy przykład spółdzielczej architektury socrealistycznej.

Jest jednak szansa na spożytkowanie absurdu tego miejsca i wyróżnienie się na tle architektury handlowej. Po uniezależnieniu się od zarządu SM Słoneczny Stok obiekt może stać się swoistym muzeum spółdzielczej architektury schyłku PRL-u.

 

 Zobacz więcej zdjęć obrazujących stan techniczny budynku >>

 

Poniżej do pobrania plik pdf ze stawkami opłat w SM Słoneczny Stok.

W związku z przenosinami Rady UE do nowej siedziby zmieniono również logo tej instytucji. Dotychczasowe, które kształtem miało przypominać oko, zostało zastąpione nowym, nawiązującym do bryły nowego budynku RE. Jak donosi portal http://designtaxi.com za tą zmianę zapłaciliśmy z naszych podatków 60 tys EURO (czyli ćwierć miliona złotych!). Kwotę tą zainkasowała firma Hoet & Hoet.
Gratulujemy !

Na inwestycjach zrealizowanych z udziałem środków unijnych obowiązkowo umieszczane są tablice z informacją o kwocie dofinansowania z UE. Naszym zdaniem w nowe logo Rady UE również powinna zostać  wkomponowana informacja następującej treści: logo za ćwierć miliona złotych, sfinansowane z naszych podatków.

 

Andrzej Tomasz Jędrzejewski

GIODO – Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych to według definicji instytucja zajmująca się ochroną danych osobowych i kontrolą bezpieczeństwa ich przetwarzania.

W praktyce jednak sens istnienia GIODO budzi wątpliwości, gdyż realnie nie jest ona w stanie przeciwdziałać przestępstwom związanym z wykorzystaniem danych osobowych, a jedynym mierzalnym efektem wydaje się utrudnianie działalności gospodarczej i zwiększanie kosztów nie tylko firmom, ale również instytucjom państwowym.

Jeszcze niedawno prowadzący działalność gospodarczą nie mieli obowiązku rejestrowania się w GIODO i spełniania skomplikowanych wymagań "zabezpieczenia i przetwarzania danych". Zmodyfikowano jednak interpretacje i aktualnie prowadzenie działalności gospodarczej w większości obarcza się obowiązkami zawartymi w ustawie o ochronie danych osobowych.

Od przedsiębiorców żąda się więcej. Nie wystarcza już klasyczne ewidencjonowanie sprzedaży i sprawozdawczość księgowa. W myśl ostatnich zmian praktycznie każdy podmiot ma m.in. obowiązek rejestracji zbiorów danych, prowadzenia zawiłej dokumentacji, wyznaczenia administratorów baz danych, prowadzenia szkoleń dla pracowników, posiadania pomieszczeń z odpowiednimi zabezpieczeniami (np. odpowiednie drzwi) i oczywiście odpowiednio zabezpieczonych danych informatycznych. Pojawiły się pojęcia z nowomowy GIODO takie jak ADO, ABI, ASI.

Poniżej przykład katalogu obowiązków i wymagań w zakresie dokumentacji:

Utworzenie odpowiedniej dokumentacji (wymaganej przez Ustawę o Ochronie Danych Osobowych):


– polityka bezpieczeństwa informacji,
– instrukcja zarządzania systemem informatycznym,
– ewidencja osób upoważnionych do przetwarzania danych osobowych,
– wzór upoważnienia do przetwarzania danych osobowych,
– wzór oświadczenia pracowników o zapoznaniu się z obowiązującymi procedurami,

– raport z naruszenia bezpieczeństwa naruszenia systemu informatycznego,

– upoważnienie do przetwarzania danych osobowych,

– zasady korzystania z komputerów, na których przetwarzane są dane osobowe itp.


Co ciekawe, gdy przysłowiowy Kowalski wysyła paczkę do cioci Wini, do wujka Tadka lub bratanicy Stefci (na opakowaniu umieszcza dane osobowe nadawcy i odbiorcy) to według ustawy o ochronie danych nie ma obowiązku rejestracji w GIODO, bo przetwarzanie jest dopuszczalne w ramach wykonania tzw. "bieżących drobnych spraw", ale gdy ten sam Kowalski założy jednoosobową firmę i śle paczkę do wspomnianej cioci, to wtedy podlega reżimowi ustawy. Inną ciekawostką przepisów GIODO jest tajemnicze zwolnienie kościołów z obowiązkowej rejestracji zbioru danych (art. 43 ustawy) – dlaczego?

Skutki dla gospodarki?

Jak nietrudno się domyślić przepisy są dotkliwym uderzeniem w małe firmy i ogólnie istnienie legalnych miejsc pracy. Spełnienie wszystkich żądań GIODO w praktyce oznacza wysokie koszty, bo zazwyczaj konieczny jest wynajem zewnętrznej pomocy prawnej do stworzenia i prowadzenia dokumentacji, prowadzenie szkoleń (ADO, ABI, ASI) oraz nakłady na wymagania techniczne (oprogramowanie komputerowe, pomieszczenia).

Zatem GIODO okazuje się ważnym orężem w rękach zwolenników dławienia i ograniczenia polskiej niekorporacyjnej przedsiębiorczości. Kumu na tym zależy? Kto głosuje i zatwierdza przepisy tak naprawdę sabotujące swobodę prowadzenia działalności gospodarczej?

Na przykładzie GIODO (ale także GIOŚ, KOBiZE i innych) należy szukać wyjaśnienia dlaczego w Polsce powstaje tak mało nowych firm i nowych miejsc pracy. Dlaczego kwitnie szara strefa, dlaczego jest 2 mln bezrobotnych?

Pełne wykonanie reżimu ustawy dla potencjalnego przedsiębiorcy oznacza duże wydatki jeszcze przed rozpoczęciem działalności. W mniejszych ośrodkach przeszkody tego rodzaju w praktyce wyłączają więc możliwość legalnego zakładania firm i zatrudniania, gdyż próg kosztów biurokratycznych znacznie przekracza potencjalne dochody możliwe do uzyskania przy standardowej niekoncesjonowanej działalności.

Niewerbalnym przekazem władzy dla obywatela jest więc sugestia, że lepiej nie zakładać firm w Polsce, lepiej legalnie nie zatrudniać bo to się zwyczajnie nie opłaca i naraża na wielkie koszty oraz kary w przypadku niewłaściwego poruszania się w gąszczu przepisów.

Paradoksalnie GIODO jest więc mocnym argumentem dla zwolenników szarej strefy, a w przypadku młodych ludzi słusznie przekonuje ich do emigracji z Polski i rejestracji firm w krajach przyjaznych obywatelom. Czy na pewno o to chodzi władzy??

Praktycznie biorąc GIODO nie służy polskim interesom ani dobru obywateli zwłaszcza w sferze gospodarczej. Ochrona danych osobowych, do której się tak patetycznie odwołują autorzy ustawy, to czysta iluzja. Działalność tej instytucji – w mojej ocenie – nie przyczynia się do ograniczenia przestępstw z wykorzystaniem danych osobowych. Co więcej: wydaje się, że w dobie Internetu, np. przestępstwa oszustwa, czy wykorzystania cudzej tożsamości to dziś niemal plaga.


Wnioski:

Ochrona danych osobowych musi być realizowana w sposób rozumny i racjonalny, w zgodnie z dobrem państwa i dobrem gospodarki. W zupełności wystarczą przepisy karne, ewentualnie nowelizacja kodeksu karnego w zakresie doprecyzowania przestępstw z wykorzystaniem danych osobowych. Nie ma sensu by działały instytucje w rodzaju GIODO, które w praktyce i tak nie zapewniają żadnej realnej ochrony danych ani nie są w stanie przeciwdziałać przestępczości w tej sferze. Jedynym wymiernym skutkiem ich działalności jest utrudnianie funkcjonowania firmom oraz organom państwowym wywołujące niepotrzebny wzrost kosztów i zwiększenie zatrudnienia na całkowicie zbędnych stanowiskach.


Zobacz stronę internetową GIODO >>


Prof. Witold Kieżun wyjaśnia genezę kryzysu polskiej gospodarki >>

 

Poznaj KOBiZE >>

 

 


Stanisław Bartnik

 


Poniżej plik ustawy o ochronie danych osobowych

Więcej artykułów…